Zaczyna ono bieg na nowo, gdy postępowanie się kończy, ale właściwie nie wiadomo, co to tak naprawdę znaczy. Zdaniem prawników uchwała w tej sprawie może mieć wpływ na sprawy z zakresu nie tylko prawa pracy, lecz także z szeroko pojętego prawa cywilnego.

Zagadnienie prawne przedstawione ostatnio Sądowi Najwyższemu (sygn. akt III PZP 2/24) dotyczy tego, czy w kwestii przedawnienia liczy się bardziej chwila, gdy orzeczenie w danej sprawie staje się prawomocne, czy też moment wydania orzeczenia przez sąd. Obydwa punkty czasowe mogą być bowiem oddalone od siebie, a w grę mogą też wchodzić różne orzeczenia różnych sądów.

Rozstrzygnięcie SN będzie kluczowe dla ustalenia, czego może dochodzić wierzyciel (np. były pracownik) od dłużnika (np. ekspracodawcy), i czy w ogóle może się czegokolwiek domagać. W zależności od ewentualnej uchwały SN mogłoby się bowiem okazać, że np. gdy wierzyciel czeka na rozpoznanie skargi kasacyjnej i do tego czasu nie egzekwuje orzeczenia, to w przyszłości nie uzyska już zasądzonych należności.

Pytanie i jego otoczka

Pytanie do SN (patrz: infografika) skierowane przez Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej zasadniczo odnosi się do sytuacji, w której toczy się (lub toczyło się) postępowanie sądowe w danej sprawie. Takie postępowanie oczywiście przerywa bieg przedawnienia roszczeń ze stosunku pracy. Są jednak wątpliwości co do chwili, w której takie postępowanie się kończy – a jest ona istotna, bo wówczas przedawnienie zaczyna biec ponownie. I tego właśnie dotyczy pytanie SO. Zadając je, sąd ten wskazywał na konieczność udzielenia odpowiedzi przez SN z uwagi na pewien rozdźwięk w przepisach. Termin przedawnienia roszczeń ze stosunku pracy z reguły wynosi bowiem trzy lata. Natomiast termin wniesienia skargi nadzwyczajnej to co do zasady pięć lat. Czyli może zdarzyć się tak, że skarga nadzwyczajna jest wnoszona po upływie trzyletniego przedawnienia dla sprawy pracowniczej. SO w Bielsku-Białej zwraca uwagę, że notuje już kilka podobnych spraw, w których taka sytuacja miała miejsce.

– Na pewno cały problem rozwiązałby przepis odnoszący się konkretnie do kwestii przedawnienia, gdy właśnie skarga nadzwyczajna, a nawet skarga kasacyjna jest wnoszona po wielu latach od wyroku. Takiego przepisu jednak nie ma – zauważa Andrzej Orzechowski, adwokat, partner w kancelarii Zawirska Ruszczyk. Zaznacza też, że w prawie pracy termin przedawnienia nie zawsze jest trzyletni. Przykładowo dla roszczeń pracodawcy przeciwko pracownikowi wynosi jeden rok. – Wtedy prawdopodobieństwo wystąpienia problemu, jaki zasygnalizował SO, jest dużo większe – wskazuje.

Pytanie Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej nie ogranicza się jednak do skarg nadzwyczajnych, a wobec tego odpowiedź SN nie będzie dotyczyła tylko tej kwestii, ale w ogóle roszczeń wynikających z kodeksu pracy.

– Określenie momentu zakończenia postępowania jest obecnie kwestią sporną w doktrynie prawa, a stanowisko SN może się przyczynić do jej rozstrzygnięcia. Ponadto zdefiniowanie tego pojęcia może mieć znaczenie nie tylko na gruncie kodeksu pracy, lecz także kodeksu cywilnego. Przepis art. 295 k.p. jest bowiem odpowiednikiem art. 123 i art. 124 k.c. – zauważa Martyna Kabat, radca prawny w zespole prawa pracy kancelarii Łaszczuk i Wspólnicy.

– Odpowiedź na pytanie prawne SO, chociaż formalnie dotyczy tylko przepisów prawa pracy, będzie na pewno powoływana przez strony w sprawach opartych na przepisach k.c. – wtóruje jej Andrzej Orzechowski.

Wariant pierwszy…

SO w Bielsku-Białej w treści swojego pytania wskazuje dwa warianty odpowiedzi na pytanie o moment, kiedy przedawnienie roszczeń ze stosunku pracy zaczyna biec na nowo. Według pierwszej z propozycji będzie to dzień, w którym orzeczenie sądowe staje się prawomocne. Co istotne, pogląd ten jest obecnie dominujący w doktrynie prawa.

– Skutkiem jego przyjęcia przez SN mogą być jednak wątpliwości związane z ustaleniem daty uprawomocnienia się orzeczenia. Jeśli chodzi bowiem o orzeczenia doręczane stronom, co do których termin wniesienia środka odwoławczego biegnie odrębnie dla każdej z nich, uprawomocnienie może nastąpić w różnych dniach w odniesieniu do różnych stron zakończonego postępowania – wyjaśnia dr Magdalena Zwolińska, partner w HR Legal Solutions.

Jak wskazuje Martyna Kabat, powyższy problem dotyczy orzeczeń wydawanych w pierwszej instancji. W stosunku do nich dniem uprawomocnienia się jest bowiem dzień, w którym upłynął termin ich zaskarżenia, a ten może się okazać różny dla stron postępowania. Natomiast raczej nie wystąpi on w drugiej instancji, bo tu co do zasady momentem uprawomocnienia się orzeczenia jest dzień jego wydania.

– Ustalenie, że dniem zakończenia postępowania jest dzień uprawomocnienia się orzeczenia, powoduje również problemy w przypadku, gdy od wyroku przysługuje skarga kasacyjna. Oznacza bowiem, że postępowanie kończy się, jeszcze zanim SN rozpozna taką skargę – zaznacza Martyna Kabat.

Andrzej Orzechowski wskazuje, że w efekcie przyjęcia omawianej opcji doszłoby do ciekawej sytuacji. – Mianowicie w ten sposób SN sam ograniczyłby swoje własne uprawnienia, ponieważ zaprzeczyłby sensowi i celowi składania skarg nadzwyczajnych w sytuacji, gdy od kwestionowanego wyroku minęło wiele lat. Rozstrzygnięcia SN w takich sprawach mogłyby realnie niczego nie dawać stronie postępowania, bo nawet jeśli strona skutecznie wniesie skargę i wygra przed SN, to jej roszczenie będzie przedawnione. Wnoszenie skargi straciłoby więc sens – zauważa ekspert kancelarii Zawirska Ruszczyk. Jak dodaje, jakiekolwiek działania w sprawie w ciągu trzech lat od uprawomocnienia się wyroku byłyby wówczas bezcelowe.

Prawnik wskazuje również, że wykładnia Sądu Najwyższego będzie mieć znaczenie także np. dla skarg kasacyjnych (stosowanych w innych przypadkach niż skarga nadzwyczajna) wnoszonych już po upływie okresu przedawnienia z prawa pracy i zarazem po tym, jak wyrok będzie prawomocny najczęściej od kilku lat. – Może to mieć miejsce, gdy termin na wniesienie skargi kasacyjnej, czyli co do zasady dwa miesiące od uprawomocnienia się wyroku, zostanie przekroczony, ale bez winy strony. Da to podstawę do przywrócenia terminu na złożenie skargi. Wtedy też powstanie problem, czy sprawa ponownie rozpoznawana na skutek takiej skargi kasacyjnej nie będzie przedawniona, bo wyrok prawomocny kwestionowany w skardze wydano wiele lat temu – zauważa Andrzej Orzechowski.

…albo drugi

Dziś w zasadzie mogłoby się więc okazać, że wiele skarg nadzwyczajnych w sprawach z zakresu prawa pracy nie powinno być w ogóle rozpatrywanych, bo sprawy te – licząc od momentu prawomocności orzeczeń – się przedawniły. SN może jednak zamknąć usta tym, którzy zgłaszają takie zastrzeżenia, jeśli w swojej uchwale przyjmie wariant drugi. Według tego ujęcia dla ponownego rozpoczęcia biegu przedawnienia liczyłby się dzień wydania orzeczenia przez sąd, który orzekał jako ostatni w sprawie.

– Jeśli SN zająłby takie stanowisko, to wówczas bieg przedawnienia rozpoczynałby się, zanim wierzyciel miałby możliwość podjąć kroki zmierzające do wyegzekwowania wydanego wyroku – ostrzega dr Magdalena Zwolińska.

Zdaniem Martyny Kabat, jeśli SN opowie się za tym wariantem, może to prowadzić do przyjęcia, że z chwilą uchylenia prawomocnego wyroku przez SN sprawę należy uznać za niezakończoną. – W konsekwencji bieg terminu przedawnienia pozostawałby nadal przerwany z chwilą wynikającą z wytoczenia powództwa w sprawie, w której wydano wyrok objęty późniejszą oceną SN. Byłoby tak, ponieważ przedawnienie nie rozpoczyna nowego biegu, dopóki postępowanie nie zostanie zakończone. Taki stan rzeczy mógłby powodować niepewność prawną co do sposobu liczenia biegu terminu przedawnienia roszczenia – uważa ekspertka kancelarii Łaszczuk i Wspólnicy. Jak dodaje, mogłoby się również zdarzyć, że przedawnienie rozpoczynałoby swój bieg, zanim wyrok stałby się prawomocny – jeśli nie wniesiono by środka zaskarżenia od orzeczenia, od którego taki środek by przysługiwał.

– Jeśli SN przyjmie tę koncepcję, to otworzy drogę do skutecznego dochodzenia swoich praw osobom, które swoje skargi – czy to kasacyjne, czy nadzwyczajne – kierują do SN wiele lat po tym, jak wyrok w sprawie stał się prawomocny. Upływ czasu pomiędzy złożeniem skargi a wydaniem kwestionowanego wyroku nie miałby znaczenia – wskazuje Andrzej Orzechowski. Ekspert podkreśla, że gdy sprawa jest rozpoznawana ponownie (po uchyleniu przez SN poprzedniego wyroku), to dopiero wyrok ją kończący byłby tym ostatnim. – Taki mechanizm powodowałby, że w niektórych przypadkach teoretycznie przedawnione już roszczenie mogłoby być egzekwowane. W konsekwencji nawet po upływie okresu przedawnienia należałoby się liczyć z tym, że takie roszczenie się na nowo odrodzi. Korzystne rozstrzygnięcie SN, nawet po latach, mogłoby zostać wykorzystane, aby otrzymać to, czego pracownik zażądał wiele lat temu przed sądem – zauważa ekspert kancelarii Zawirska Ruszczyk. ©℗

ikona lupy />
Zagadnienie prawne / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe