Po rozmowach rządu i strony społecznej możemy się spodziewać kolejnych modyfikacji w rządowej propozycji. Jedną z nich może być dopisanie do ustawy możliwości zgłaszania przestępstw, np. korupcji czy kradzieży.

Aż trudno uwierzyć w to, że miałoby nie być ochrony dla sygnalisty, który zgłosi popełnienie w firmie poważnego przestępstwa. Dziś jednak projekt ustawy o ochronie osób zgłaszających naruszenia prawa, która ma implementować unijną dyrektywę nr 2019/1937, takiej możliwości nie przewiduje. Propozycja ustawowa ogranicza bowiem tę ochronę do zgłoszeń, które dotyczą wybranych naruszeń prawa (m.in. w dziedzinie bezpieczeństwa transportu, ochrony środowiska czy zdrowia publicznego). To jednak niebawem może się zmienić.

W ubiegłym tygodniu strona rządowa – reprezentowana m.in. przez minister pracy Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk – spotkała się z przedstawicielami Fundacji im. Stefana Batorego oraz innych organizacji zgłaszających postulaty zmian w projekcie ustawy o ochronie sygnalistów (szerzej pisaliśmy o nich 23 stycznia: „Ustawa o sygnalistach wyhamuje? Rząd ma zasiąść do rozmów”, DGP nr 16/2024). Wszystko wskazuje na to, że efektem tego spotkania mogą być zmiany w projekcie, które będą dotyczyć m.in. zakresu przedmiotowego ustawy i kwestii konsultacji systemów whistleblowingowych ze związkami zawodowymi.

Kary, konsultacje, katalog

Jednym z tematów dyskusji była rezygnacja przez resort z szybkiej ścieżki legislacyjnej, która obecnie wyklucza powrót do konsultacji projektu ustawy. Na to jednak szanse są niewielkie. Problemem są kary za niewdrożenie dyrektywy i toczące się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE postępowanie w tej sprawie.

– Poinformowano nas, że Polska już płaci kary za niewdrożenie dyrektywy w wysokości 13 700 euro dziennie. Do tej pory ja i inni byliśmy przekonani, że kary to kwestia przyszłości. Z rozmów z ministerstwem wynika jednak, że nie tylko nie można ich uniknąć, lecz mogą one być jeszcze większe. Jeśli faktycznie tak jest, to na chwilę obecną dawałoby to już miliony euro. Myślę, że rząd powinien o tym otwarcie powiedzieć opinii publicznej, bo to są ogromne pieniądze. Tym bardziej że zaistniała sytuacja jest wynikiem zaniedbania rządu PiS – uważa dr hab. Grzegorz Makowski, ekspert Fundacji Batorego, który brał udział w spotkaniu ze stroną rządową. – Jeśli faktycznie tak jest, to na otwieranie procesu legislacyjnego na nowo i na szerokie konsultacje też już może nie być przestrzeni, bo trzeba zatrzymać naliczanie kar. Mimo to strona rządowa jeszcze kategorycznie konsultacji nie wykluczyła – zaznacza.

Ekspert Fundacji Batorego wskazuje, że rząd zapoznała się wstępnie z projektem społecznym przygotowanym przez koalicję organizacji pozarządowych w 2019 r. – Spotkaliśmy się z pozytywną reakcją co do części naszych propozycji. Z rozmów wnioskujemy, że projekt rządowy może ulec zmianie w kierunku rozszerzenia zakresu przedmiotowego ustawy, czyli rozbudowania katalogu naruszeń, których może dotyczyć zgłoszenie sygnalisty, m.in. o przestępstwa. Nasze stanowisko, że ten katalog nie może pozostać na poziomie minimum, wyznaczonym przez dyrektywę, spotkało się ze zrozumieniem. To cieszy, bo jest to kwestia, na której najbardziej nam zależy – zaznacza prof. Makowski. Jak dodaje, dzięki temu zgłoszenia dotyczące np. tak poważnych przestępstw jak korupcja czy kradzież będą objęte ochroną.

– Taka zmiana to krok w dobrym kierunku, niestety niewystarczający – uważa dr Damian Tokarczyk, adwokat, of counsel w kancelarii Raczkowski. Ekspert podkreśla, że wspomniany katalog powinien być maksymalnie szeroki, a szczególnie powinien obejmować naruszenia prawa pracy, których jest najwięcej, a w projekcie nie ma o nich mowy. – Jeżeli ten zakres nie zostanie rozszerzony, będzie poważny problem z zastosowaniem tej ustawy. Wielu pracowników po wejściu w życie ustawy będzie bowiem zgłaszać naruszenia w przekonaniu, że są objęci ochroną, a okaże się, że się na nią nie załapią – zauważa.

Doktor Tokarczyk podkreśla przy tym, że samo dopisanie przestępstw do katalogu nie rozwiązuje problemu. – Będą bowiem wątpliwości, czy dane zachowanie jest przestępstwem, czy nie i czy wówczas sygnaliście przysługuje ochrona. Przykładowo wypadek przy pracy może być oceniany przez zatrudnionego jako przestępstwo. Co jednak w sytuacji, gdy zostanie ustalone, że to tylko wykroczenie? Co wówczas z ochroną takiego sygnalisty – czy ważniejsze będą tu dobra wiara pracownika i jego przekonanie, że dane zachowanie jest przestępstwem, czy obiektywna kwalifikacja danego zachowania? – zastanawia się dr Tokarczyk. Jego zdaniem w celu uniknięcia wątpliwości ochroną należałoby objąć zgłaszanie wszelkich naruszeń prawa i regulacji wewnętrznych u pracodawcy, w tym tych, które nie są przyjmowane na podstawie ustawy (obecnie projekt obejmuje tylko te, które taką podstawę mają).

Nowa rola związkowców i coś jeszcze

Z informacji uzyskanych przez DGP wynika, że strona rządowa przychylnie zapatruje się również na to, by z projektu społecznego zaczerpnąć bardziej rozbudowany opis zadań rzecznika praw obywatelskich, a także wprowadzić do rządowego projektu pojęcie sygnalisty zamiast osoby zgłaszającej lub publicznie ujawniającej informacje o naruszeniach prawa (bo takim pojęciem posługuje się dotychczasowy projekt).

– W wyniku rozmów spodziewamy się też, że zmianie ulegną przepisy dotyczące konsultowania wewnętrznych procedur sygnalizowania ze związkami zawodowymi. Zamiast konsultacji mógłby zostać wprowadzony obowiązek uzgodnień, ale z zastrzeżeniem terminu, do którego miałyby takie uzgodnienia nastąpić, co zapobiegłoby negatywnym efektom obstrukcji ze strony związkowców, np. w postaci kar dla przedsiębiorcy za brak wdrożenia procedury – wskazuje prof. Makowski.

Taka zmiana, zdaniem dr. Tokarczyka, może jednak być zarzewiem konfliktów na linii pracodawca–związki zawodowe, dotyczących np. przedłużania przez pracodawcę czasu na uzgodnienia czy pominięcia stanowiska związkowców. – Aby zminimalizować ryzyko ich wystąpienia, wprowadzenie powyższej procedury musiałoby się wiązać z uzupełnieniem o kilka dodatkowych regulacji, m.in. o przepis, który – po fiasku rozmów – przewidywałby wymóg sporządzenia protokołu rozbieżności i w miarę możliwości uwzględnienia stanowiska związków zawodowych – uważa ekspert z kancelarii Raczkowski. Dodaje, że zmianie powinien ulec także obecny termin na przeprowadzenie konsultacji wynoszący 5–10 dni. – O ile na same konsultacje jest on wystarczający, o tyle jest obawa, że na przeprowadzenie uzgodnień będzie on zbyt krótki. W przypadku konsultacji wystarczy bowiem z reguły wymiana dwóch pism, przy uzgodnieniach mamy ich już co najmniej cztery plus protokół z uzgodnień – wyjaśnia.

Wszystko natomiast wskazuje na to, że trudniejsze mogą być zmiany dotyczące ochrony zgłoszeń dotyczących nieprawidłowości w obszarach, gdzie pojawiają się informacje niejawne, czy w sferze zamówień dotyczących obronności, o które również postulowała strona społeczna. – Wymagają one bowiem powrotu do uzgodnień międzyresortowych. Liczymy jednak na to, że te kwestie zostaną jeszcze przedyskutowane przez rząd i że może propozycje ze społecznego projektu zostaną zaadaptowane do projektu rządowego – wskazuje prof. Makowski. ©℗

Społeczny projekt ustawy o sygnalistach / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe