Mimo protestów ekspertów stosowanie procedury zwolnień grupowych do wypowiedzeń zmieniających – choć nie do wszystkich – jest już w zasadzie przesądzone. Stanowisko Sądu Najwyższego, które wyłania się z ostatnich jego orzeczeń, pokazuje, że zmiana warunków pracy lub płacy dla większej liczby osób będzie oznaczała dla pracodawców prawdziwą łamigłówkę.
Wyrok Sądu Najwyższego z 10 października 2019 r., sygn. akt I PK 196/18, to jedno z pierwszych orzeczeń SN, w którym sąd ten musiał odwołać się do orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 21 września 2017 r. w sprawach C-149/16 (Halina Socha i in.) oraz C-429/16 (Małgorzata Ciupa i in.). I choć powyższy wyrok SN zapadł już kilka miesięcy temu, to tok rozumowania sądu nie był dotychczas całkowicie jasny. Stało się to dopiero w ubiegłym tygodniu, kiedy to upublicznione zostało – w związku z prośbą DGP – uzasadnienie orzeczenia.
W powołanych wyżej orzeczeniach Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) dokonał specyficznego rozróżnienia wypowiedzeń zmieniających i przesądził, że w przypadku niektórych ich rodzajów konieczne jest przeprowadzenie procedury przewidzianej dla zwolnień grupowych (pisaliśmy już o tym w Tygodniku Gazeta Prawna: „Zmiana warunków pracy: po wyrokach TSUE więcej pytań i ból głowy dla sądów” – DGP z 19 października 2017 r., nr 199). Niestety po wyroku trybunału zagadką było jednak, jak w praktyce do jego orzeczeń podejdą sądy krajowe. Po pierwszych wyrokach SN dotyczących tego zagadnienia wiemy już, że niestety wiele wątpliwości pozostanie niewyjaśnionych, a podobne do siebie zagadnienia sądy mogą oceniać zupełnie odmiennie. Dodatkowo orzeczenia SN nie są wcale łatwiejsze do odczytania i zrozumienia niż te unijne – pracodawców, którzy chcieliby je zastosować, czeka więc droga przez mękę.