11,5 tys. osób skorzystało z narzędzi wprowadzonych ustawą z 9 maja 2018 r. o szczególnych rozwiązaniach wspierających osoby o znacznym stopniu niepełnosprawności (Dz.U. z 2018 r. poz. 932). Takie dane podał w zeszłym tygodniu minister zdrowia Łukasz Szumowski na dowód, że ustawa działa i jest wykorzystywana.

Przypomnijmy – miała być to odpowiedź na postulaty rodzin dorosłych osób z niepełnosprawnościami, którzy przez kilka tygodni okupowali Sejm. Protestujący domagali się m.in. świadczenia w wysokości 500 zł miesięcznie. Rządzący zaoferowali im pakiet ułatwień związanych z rehabilitacją (dostęp nielimitowany i bez kolejek), wyrobami medycznymi (możliwość częstszej wymiany) i usługami medycznymi (dostęp do specjalistów bez skierowania), przekonując, że dzięki temu w portfelach tych osób zostanie co miesiąc 520 zł.

Nie wiedzą, nie korzystają

Czy te 11,5 tys. to dużo czy mało? Nowe rozwiązania obowiązują od 1 lipca, a więc już prawie pół roku. Autorzy ustawy szacowali, że skorzysta z nich 150 tys. osób, co eksperci uznali za liczbę zupełnie przypadkową, bo osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności według różnych szacunków jest w Polsce od kilkuset tysięcy do blisko miliona.

– Te 11,5 tys. to niewiele. Pokazuje to, że są to mało wykorzystywane rozwiązania, które absolutnie nie mają wpływu ani na sytuację ogółu niepełnosprawnych, ani nawet tychze znaczną dysfunkcją. A jeśli mają, to raczej zwiększają kolejki dla tych, którzy się na te uprawnienia nie załapali – ocenia dr Paweł Kubicki, ekspert ds. osób niepełnosprawnych ze Szkoły Głównej Handlowej.

– Najbardziej zabawne jest twierdzenie, że to jest równowartość 520 zł miesięcznie – dodaje.

Na to też zwraca uwagę Iwona Hartwich, jedna z liderek sejmowego protestu. – Nikt z rodziców takiej kwoty dzięki tej ustawie nie zaoszczędził. Gdzie są te pieniądze? – pyta.

Doktor Agnieszka Dudzińska, ekspertka z Instytutu Studiów Politycznych PAN, potwierdza, że z nowych uprawnień korzysta niewiele osób. – Coś na ten temat słyszeli, ale nie do końca wiedzą, na czym to polega, nie znają szczegółów. Myślę, że w dużej mierze działają też przyzwyczajenia. Poza tym terminy oczekiwania na świadczenia wciąż są niesatysfakcjonujące – mówi.

Zdaniem Pawła Kubickiego ustawa pomaga osobom, które wiedzą o swoich prawach i potrafią je wyegzekwować. – Pewnie skorzystali ci, którzy najlepiej orientują się w systemie albo ktoś ich pokierował. Ale, jak widać, jest to bardzo mała grupa – ocenia.

W środowisku Iwony Hartwich wiedzy na ten temat nie brakuje, ale trudności pozostają. – Nie ma łatwiejszego dostępu do specjalistów, terminy się nie skróciły. U nas w Toruniu, w ośrodku ogólnodostępnym zatrudniono dodatkowego rehabilitanta i są zmiany na lepsze. Ale mam sygnały z innych miast, że to nie działa – np. w Gdańsku, Olsztynie, Grudziądzu. Jeśli chodzi o wizyty u specjalistów, najczęściej nasze dzieci są upychane na siłę. Rejestratorka prosi lekarza, żeby wcisnął tę niepełnosprawną osobę w kolejkę, ale nie zawsze się to udaje i dzieje się to kosztem innych pacjentów – relacjonuje Iwona Hartwich.

Rozkręca się powoli

Jednymi z najbardziej oczekiwanych były zmiany w dostępie do rehabilitacji. I – jak się okazało – są najczęściej wykorzystywane. Z 11,5 tys. beneficjentów ustawy, aż 8,5 tys. skorzystało właśnie z tych świadczeń.

Paweł Kubicki zwraca jednak uwagę, że to kropla w morzu potrzeb. – To nie jest tak, że tylko tyle osób w Polsce potrzebuje rehabilitacji. Na koniec czerwca czekało na nią ponad milion osób, z czego ok. 100 tys. przypadków pilnych. Nie można więc powiedzieć, że ustawa w jakiś sposób rozwiązała ten problem – podkreśla.

Bardziej optymistyczni są sami fizjoterapeuci. – Rzeczywiście, z danych NFZ wynika, że nowe uprawnienia dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności wykorzystywane są na razie w niewielkim stopniu. Na cele ustawowe przesunięto 30 proc. środków przeznaczonych na rehabilitację, został wykorzystany z tego promil. Ale to prawdopodobnie dlatego, że są to pierwsze miesiące funkcjonowania ustawy – mówi Tomasz Niewiadomski, wiceprezes Krajowej Izby Fizjoterapeutów. – Sądzę, że po pierwszym półroczu ten obraz się zmieni, bo już teraz widać, że rehabilitacja jest najchętniej wykorzystywanym uprawnieniem – dodaje.

Jak podkreśla, z rozmów z fizjoterapeutami w poszczególnych ośrodkach wynika, że dla pacjentów jest to duże ułatwienie. A ponieważ są to świadczenia nielimitowane, placówki chętnie ich przyjmują. – Wciąż kłopotem dla tych pacjentów jest to, że po jednym cyklu rehabilitacji muszą wracać po kolejne skierowanie, żeby utrzymać ciągłość. A w większości są to osoby, które będą jej potrzebować do końca życia – podkreśla wiceprezes KIF, dodając, że samorząd od początku apelował o wprowadzenie ułatwień w tej kwestii, np. przez zniesienie skierowań lub wprowadzenie zasady, że jest ono ważne przez rok.

Do wypełnienia wciąż pozostają białe plamy, czyli miejsca, gdzie nie ma dostępu do fizjoterapii. Zniesienie limitów nie pomoże bowiem pacjentom, którzy do najbliższego ośrodka rehabilitacyjnego mają kilkadziesiąt kilometrów. 

Bartłomiej Chmielowiec rzecznik praw pacjenta

Bartłomiej Chmielowiec rzecznik praw pacjenta

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

opinia

Konieczna dalsza edukacja

Od 1 lipca, kiedy wprowadzono szczególne uprawnienia dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności, wpłynęło 14 pisemnych skarg, a na infolinię otrzymaliśmy ponad 160 różnego rodzaju zgłoszeń i zapytań dotyczących tych przepisów.

Pacjenci skarżą się najczęściej, że personel w placówkach medycznych jeszcze nie zaznajomił się z nowymi przepisami. Dlatego staramy się edukować podmioty lecznicze w tym zakresie. Do wszystkich wysłaliśmy przypomnienie o tym, jakie uprawnienia przysługują osobom ze znacznym stopniem niepełnosprawności. Chcemy w ten sposób uczulić kierowników placówek medycznych, by przeszkolili personel. Regularnie zamieszczany informacje na ten temat również na naszej stronie internetowej oraz w mediach społecznościowych.

Druga rzecz to kwestia związana z etyką pracowników placówek medycznych, głównie pracujących w rejestracji. Docierają do nas sygnały dotyczące nieuprzejmych zachowań personelu wobec pacjentów z niepełnosprawnościami.

Po trzecie, mimo wprowadzenia tych szczególnych uprawnień terminy udzielanych świadczeń wciąż są niesatysfakcjonujące dla pacjentów. Jednocześnie trzeba zdać sobie sprawę, że np. jeśli chodzi o rehabilitację, to brakuje specjalistów, finansowanie jest niedostateczne, więc potrzeba nieco więcej czasu po wprowadzeniu nowych przepisów, zanim sytuacja się unormuje.

Pacjenci, którzy nie mogą swoich przywilejów wyegzekwować, mogą się zgłaszać do naszego biura. Również jeśli pojawiają się wątpliwości czy pytania. Jeśli placówka nie realizuje szczególnych uprawnień pacjentów z niepełnosprawnościami, przeprowadzimy postępowanie wyjaśniające. A jeśli uznamy, że jest taka konieczność, zawiadomimy NFZ, który może wszcząć kontrolę i nałożyć karę z tytułu niewłaściwej realizacji umowy.