Sprawa dziennikarki telewizyjnej, która spłaca pracodawcy część uregulowanych przez niego składek ZUS po ustaleniu stosunku pracy (pisaliśmy o niej m.in. w Tygodniku Gazeta Prawna z 7 kwietnia 2017 r.), znowu nabrała rozgłosu.
Reklama
Znalazła bowiem finał w Sądzie Najwyższym, który nie dopatrzył się naruszenia zasad współżycia społecznego, bo należność nie musi być zwrócona jednorazowo, lecz została rozłożona na 72 raty (wyrok z 26 września 2018 r., sygn. akt II PK 151/17). To poruszyło opinię publiczną, według której odpowiedzialność za utrzymywanie przez lata stosunku cywilnoprawnego zamiast stosunku pracy powinna spoczywać wyłącznie na pracodawcy. Spowodowało też zorganizowanie internetowej zbiórki pieniędzy, aby pomóc kobiecie. I sprowokowało nas do pytania: czy taka linia orzecznicza nie zniechęci do występowania do sądów o ustalenie stosunku pracy? Ekspertki twierdzą, że przypadki rezygnacji z powództwa są incydentalne. Ale w ilu sprawach zainteresowani rezygnują, zanim jeszcze udadzą się do prawnika? Nie ma danych. Statystyki pokazują natomiast, że w ciągu pięciu lat liczba powództw z żądaniem ustalenia stosunku pracy spadła o prawie 30 proc. Przyczyn może być kilka. I odpowiedź na nasze pytanie nie musi być jednoznaczna.
Ile osób idących do sądu zna wszystkie konsekwencje ustalenia stosunku pracy? Nie wiadomo. Prawnicy powinni informować o nich swoich klientów i często to robią, ale nie zawsze. Stąd potem zaskoczenie, że pracownik musi oddać pracodawcy, który go zatrudniał wcześniej np. na umowie o dzieło, przypadającą na niego część składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Tak było w przypadku wspomnianej jużdziennikarki. Jako realizująca umowę o dzieło nie miała obowiązku opłacania żadnych składek do ZUS (telewizja też nie), ale jako pracownik jak najbardziej. Bo choć to pracodawca odprowadza całość tych należności, to przekazywaną kwotę finansuje wspólnie z pracownikiem. Jeśli więc pracodawca wyłoży środki sam, może zażądać zwrotu części pracowniczej (prawo regresu). Na jakiej podstawie? Bezpodstawnego wzbogacenia. Niestety, pracownik nie może się bronić, że już wydał lub stracił pieniądze, które powinny pójść na składki ZUS, i że w efekcie nie jest już wzbogacony. Jeśli bowiem występował o ustalenie stosunku pracy, to musiał się liczyć z koniecznością pokrycia swojej części na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, bo przepisy w tym zakresie nie zmieniły się od lat. Czy gdyby dziennikarka wiedziała o prawie regresu ze strony telewizji, poszłaby do sądu? Odpowiedzi nie znamy. Jednak wiedza o takiej możliwości i wyłączeniu opcji obrony może być powodem spadku liczby spraw o ustalenie stosunku pracy.
Pracodawcy ze sfery publicznej prawie zawsze korzystają z prawa regresu ze względu na dyscyplinę finansów publicznych. Ci z sektora prywatnego dotychczas sięgali po nie rzadko, ale to się zmienia i w efekcie może zmniejszać napływ spraw o ustalenie stosunku pracy. Obu grupom sprzyjają bowiem interpretacje sądów (m.in. uchwała siedmiu sędziów SN z 5 grudnia 2013 r., sygn. akt III PZP 6/13). Sądy odrzucają zarzut przedawnienia roszczenia pracodawcy, uznając, że powstaje ono z chwilą opłacenia składek do ZUS i dopiero wtedy pracownik się wzbogaca. Odmawiają przerzucenia pełnej odpowiedzialności za koszty ubezpieczenia społecznego na pracodawcę – skoro bowiem pracownik ma ustawowy obowiązek uczestniczenia w nich, to zasady słuszności i sprawiedliwości przemawiają za tym, aby nie był zwolniony z konsekwencji, jakie w prawie ubezpieczeń społecznych wynikają z sądowego ustalenia istnienia stosunku pracy. Sądy wykluczają też stwierdzenie prawa regresu o zwrot części należności składkowych za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

Reklama
Można też zaryzykować tezę, że zmiany prawa wobec umów-zleceń i o świadczenie usług, do których stosuje się przepisy o zleceniu (m.in. obowiązek płacenia składek na ubezpieczenia społeczne, jeśli wynagrodzenie ze zlecenia jest niższe od minimalnego wynagrodzenia za pracę, oraz wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej), mogły wpłynąć na kurczącą się liczbę spraw o ustalenie stosunku pracy. Takie umowy przestały być bowiem bardziej opłacalne niż umowa o pracę, choć nadal mają swoje zalety (np. brak uprawnień wynikających z kodeksu pracy czy łatwość rozwiązania). Dotychczasowy status zachowały jedynie umowy o dzieło, które nadal nie są objęte ani ubezpieczeniami społecznymi i zdrowotnymi, ani minimalnymi limitami płacowymi. Rzadko kiedy osoba, która dobrowolnie pracuje na takim kontrakcie, domaga się ustalenia stosunku pracy, doceniając doraźne korzyści, jak np. wyższa pensja. Tego rodzaju powództwa zazwyczaj wnoszą ci, którzy byli zmuszani do cywilnoprawnej formy zatrudnienia. Być może jest ich coraz mniej, co zdają się sugerować ministerialne statystyki.
Tabela Sprawy w sądach rejonowych*
Rok Liczba spraw o ustalenie stosunku pracy wniesionych i pozostałych do załatwienia z poprzedniego roku (w tym inicjowane przez PIP)
2013 4731
2014 4431
2015 4222
2016 3730
2017 3353
Źródło: dane Ministerstwa Sprawiedliwości przesłane 6 listopada 2018 r.
Mimo interwencji rzecznika praw obywatelskich nawoływań związków zawodowych i społecznego poczucia niesprawiedliwości, prawo regresu nie zostanie odebrane pracodawcom. Resort pracy konsekwentnie podtrzymuje stanowisko, że w razie sądowego ustalenia stosunku pracy w miejsce stosunku cywilnoprawnego przeniesienie odpowiedzialności tylko na pracodawcę nie jest właściwe, dlatego nie zamierza podejmować działań legislacyjnych (tak np. w odpowiedzi z 6 kwietnia 2017 r. na opisywane przez nas wystąpienie RPO). Potwierdził to również teraz w stanowisku przesłanym DGP 9 listopada 2018 r.: „Ewentualna próba generalizacji i odgórnego wprowadzenia odmiennych zasad finansowania składek dla płatników, których pracownicy wskutek wyroku sądu lub ugody uzyskali wsteczną zmianę kwalifikacji prawnej (rodzaju) wykonywanej przez nich umowy zarobkowej – nie wydaje się być trafnym rozwiązaniem i nie są prowadzone prace nad zmianami stanu prawnego w tym zakresie”.

opinia eksperta

Monika Krzyszkowska-Dąbrowska, Head of Employment practic w kancelarii Linklaters / Dziennik Gazeta Prawna

Rezygnacja z sądu to pojedyncze decyzje

Osoby pracujące na podstawie umów o dzieło, które występują z roszczeniami o ustalenie istnienia stosunku pracy, zazwyczaj nie mają wiedzy, że w przypadku uzyskania statusu pracownika pracodawca może potencjalnie dochodzić od nich zwrotu części zapłaconych zaległych składek na ubezpieczenia społeczne. Wynika to w szczególności z dotychczasowej stosunkowo ograniczonej praktyki, jeżeli chodzi o roszczenia regresowe w tym zakresie. Prawnicy prowadzący sprawy o ustalenie istnienia stosunku pracy powinni oczywiście informować o takim ryzyku, będącym konsekwencją wygranej sprawy. Zazwyczaj brane są jednak pod uwagę wyłącznie korzyści pozytywnego rozstrzygnięcia sądu, a na pewno osoby te nie są przygotowane na kolejny proces z pracodawcą żądającym zapłaty.
Wiedza o regresie ze strony pracodawcy może zniechęcać do wnoszenia powództw. Widoczne są obawy zainteresowanych osób i zdarzają się przypadki odstąpienia od występowania do sądu. Jednak korzyści związane z ustaleniem istnienia stosunku pracy mogą przeważać nad ryzykiem zwrotu części składek. Tym niemniej wymaga to analizy indywidualnej sytuacji. W szczególności świadczenia ze stosunku pracy mogą okazać się przedawnione i bilans finansowy sporu ostatecznie niekorzystny dla pracownika. Nie obserwuję natomiast masowego wycofywania się z dotychczasowych powództw w znanych mi sprawach.
Agata Mierzwa, partner w kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka / Dziennik Gazeta Prawna

Nieświadomość regresu jest ogromna

Z mojej praktyki wynika, że nieświadomość o możliwym regresie ze strony pracodawcy w razie ustalenia stosunku pracy jest bardzo duża, niestety również wśród profesjonalnych doradców. Pracujący na umowach cywilnoprawnych lub osoby samozatrudnione są zazwyczaj przekonani, że negatywne konsekwencje finansowe przekwalifikowania danego stosunku w stosunek pracy poniesie wyłącznie firma. O tym, że tak nie jest i że pracodawcy przysługuje regres do świeżo upieczonego pracownika, dowiadują się na sali sądowej lub z wezwania do zapłaty po zakończonym procesie. Zdarza się również, że informacji o skutkach finansowych udziela powodowi sąd na pierwszej rozprawie, a po zaskoczeniu (niejednokrotnie łzach) pracownika in spe widać, że nikt go do tej pory o nich nie poinformował, choć bez wątpienia powinien. To oznacza bowiem, że składając powództwo, w większości nie wiedzą o bardzo istotnym czynniku determinującym w dużym stopniu samą decyzję o wniesieniu powództwa. Z moich doświadczeń wynika zatem, że prawnicy prowadzący tego typu sprawy nie informują swoich klientów o ryzyku regresu.
To, czy informacja o regresie może zniechęcić do wniesienia powództwa, zależy w dużej mierze od powodu, dla którego ktoś decyduje się na takie działanie. Jeśli zamysłem jest ustalenie okresu składkowego na cele emerytalne, to ewentualny regres nie powinien zniechęcić do próby przekwalifikowania stosunku prawnego.
Patrycja Zawirska, partner w kancelarii prawnej Zawirska i Gąsior / Dziennik Gazeta Prawna

Korzyści zależą od konkretnego przypadku

Powództwa o ustalenie istnienia stosunku pracy są popularne i nie zauważyłam zjawiska ich wycofywania. Z drugiej strony orzecznictwo wydaje się być coraz bardziej wymagające wobec powodów. Nie tak łatwo o prawomocne ustalenie istnienia stosunku pracy. O tym oraz o wszelkich konsekwencjach wygranej (z regresem włącznie) powinien poinformować klienta prawnik. Praktyka bywa różna – niekiedy powodowie są zaskoczeni napotykanymi po drodze trudnościami lub skutkami wyroku.
Potencjalna konieczność uregulowania zaległych składek może oczywiście ostudzić zapały podwładnego. Korzyści z ustalenia stosunku pracy zależą bowiem od okoliczności danego przypadku. Przykładowo, pracownik może dochodzić nieprzedawnionego urlopu, premii pracowniczych, nagród jubileuszowych, odprawy ustawowej w przypadku rozwiązania ukrytej umowy o pracę przez szefa z przyczyn niedotyczących pracownika, czy też wynagrodzenia i dodatku za ewentualną pracę nadliczbową. Co więcej, jeżeli taka umowa została zakończona przez podmiot zatrudniający w sposób jednostronny, najprawdopodobniej nie spełniono wymogów dla zgodnego z prawem rozwiązania angażu pracowniczego. To z kolei daje możliwość podnoszenia kolejnych roszczeń (o odszkodowanie albo przywrócenie do pracy). Przed wystąpieniem z powództwem należy więc wziąć pod uwagę typ formalnie wiążącej strony umowy cywilnoprawnej (inne zasady składkowe obowiązują przy umowie o dzieło, inne przy umowie zlecenia, a jeszcze inne przy współpracy na tzw. umowach B2B), jakie są szanse na sukces w sądzie, jakie roszczenia finansowe można ugrać, a z jakimi wydatkami trzeba się liczyć.