Jeśli płatnik przestał prowadzić działalność, ale nie wyrejestrował pracownika z ubezpieczeń, ten może pobierać świadczenia bez końca. Nie ma bowiem dowodu, że etat już nie istnieje.
Łukasz Chruściel radca prawny, partner w kancelarii Raczkowski Paruch / Dziennik Gazeta Prawna
Krzysztof Gąsior adwokat, kancelaria K&L Gates / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Podleganie ubezpieczeniom społecznym z tytułu etatu, a co za tym idzie, możliwość otrzymania np. zasiłku chorobowego lub macierzyńskiego jest przedmiotem sporu w wielu sprawach. ZUS często podważa istnienie umowy o pracę, twierdząc, że jest ona fikcyjna i została zawarta tylko w celu wyłudzenia świadczeń. Istnieje także grupa przypadków, gdy ubezpieczenie zdaniem ZUS może nie istnieć, mimo że umowa została zawarta legalnie i na pewno była przez jakiś czas wykonywana. Chodzi o sytuacje, gdy pracodawca ubezpieczonego (płatnik) przestaje prowadzić działalność, nie wyrejestrowując przy tym pracowników z ZUS, a samego podmiotu z KRS lub ewidencji gospodarczej. A to pozwala im pobierać świadczenia z ubezpieczeń społecznych w zasadzie bez ograniczeń.

Reklama
Pozwala na to prawo
Jak to możliwe? Mechanizm jest bardzo prosty i wynika wprost z przepisów prawa. Podleganie ubezpieczeniom społecznym i możliwość korzystania ze świadczeń są związane z posiadaniem tytułu ubezpieczeniowego, jednym z nich jest stosunek pracy. Pracodawca ma obowiązek zarejestrować pracownika w ZUS, gdy ten podejmuje pracę, i wyrejestrować, gdy jej wykonywanie jest zakończone. Kiedy więc pracodawca kończy działalność, oczywiste jest, że praca nie jest wykonywana i wynagrodzenia nie będą wypłacane, a ubezpieczeni powinni zostać wyrejestrowani. Zdarza się, że przedsiębiorca albo członkowie organów spółki z różnych przyczyn nie dopełniają tego obowiązku. Co więcej, nie wypowiadają nawet pracownikom umów o pracę. Formalnie pozostają więc oni w zatrudnieniu i występują do ZUS o świadczenia, twierdząc, że umowa o pracę trwa. ZUS nie otrzymuje jednak za pracowników ani składek, ani dokumentów rozliczeniowych, próbuje się więc skontaktować z pracodawcą, aby to potwierdzić i ustalić wysokość wynagrodzenia. Nie otrzymuje żadnej odpowiedzi, bo pod wskazanym adresem najczęściej będzie się znajdowało tylko puste biuro. Tymczasem pracownik, nawet gdyby otrzymał wypowiedzenie przed faktycznym zamknięciem firmy, z pewnością tego nie ujawni. Gdy otrzyma decyzję ZUS o odmowie zasiłku i odwoła się do sądu, może liczyć na jego przychylność. Zdaniem sądów skoro nie ma dowodów na ustanie stosunku pracy, to nie ma również powodów, aby odmawiać prawa do świadczeń. Idąc tym tokiem rozumowania, jeśli z pracodawcą (płatnikiem) nie ma żadnego kontaktu, to rzekomy pracownik może w nieskończoność figurować w ZUS jako ubezpieczony. A to oznacza również możliwość pobierania świadczeń, mimo że stosunek pracy dawno ustał i żadne składki nie są odprowadzane (zgodnie z zasadą, że nieopłacanie składek nie może mieć wpływu na uprawnienia ubezpieczonych).
Wyroki nie mogą być inne
Nasz ekspert zwraca uwagę, że sądy w takich przypadkach nie mają wyboru. Kodeks pracy nie przewiduje bowiem wygaśnięcia pracy z powodu jej niewykonywania. Skoro więc umowa o pracę nie została rozwiązana, a przynajmniej nie ma na to dowodu, tytuł ubezpieczeniowy nadal istnieje. Powstaje więc pytanie, jak zaradzić tego typu przypadkom. Może, jak sugerują niektórzy, niezbędne byłoby wprowadzenie zmian legislacyjnych, które dawałyby ZUS prawo do stwierdzenia wygaśnięcia stosunku pracy. Inna koncepcja jest analogiczna do już stosowanej praktyki – ZUS może stwierdzać, że zatrudnienie nie istnieje, bo umowa o pracę była zawarta fikcyjnie. W takich wypadkach sądy badają rzeczywiste wykonywanie pracy i chociaż częściej przyznają rację ubezpieczonym, to zdarza się, że stwierdzają, iż mimo podpisania umowy o pracę tytuł ubezpieczeniowy nie powstał. Podobnie więc w tym przypadku sądy powinny zbadać pełny stan faktyczny sprawy, a nie tylko szukać dowodu na wypowiedzenie umowy o pracę przez którąkolwiek ze stron. Trudno sobie jednak wyobrazić, aby w takich sytuacjach kiedykolwiek mógł zostać odnaleziony.
OPINIE EKSPERTÓW
Sytuacja jest patowa
W istocie problem ten jest bardzo skomplikowany. Ustawa systemowa nie wymaga, aby stosunek pracy był faktycznie wykonywany, co oznacza, że ubezpieczenie społeczne trwa, nawet jeżeli stosunek pracy nie jest wykonywany od dłuższego czasu. Może to prowadzić do sytuacji patologicznych, np. pracodawca od lat nie działa, choć nie jest wykreślony z KRS, nie wypłaca pracownikom wynagrodzeń, pracownicy nie świadczą pracy, a mimo wszystko występują o świadczenia do ZUS. Zakład wypłaca świadczenia, a nie ma szans na ściągnięcie zaległych składek – pracownicy nie mają interesu, by wypowiedzieć taką umowę o pracę. Kodeks pracy nie przewiduje wygaśnięcia stosunku pracy ze względu na jego niewykonywanie. Co prawda kiedyś w kodeksie istniało wygaśnięcie stosunku pracy ze względu na porzucenie pracy, ale obecnie już takiej możliwości nie ma. Ponadto nawet gdyby było, to nie rozwiązywałoby statusu stosunku pracy w sytuacjach innych niż porzucenie pracy.
W tej sytuacji sądy, który uznają prawo do świadczeń ze względu na istnienie stosunku pracy, w istocie w świetle obowiązującego prawa nie mają innego wyjścia. Sytuacja jest patowa. Wydaje się zatem, że konieczna jest ingerencja ustawodawcy przynajmniej w celu eliminowania takich skrajnych przypadków. Można by dookreślić, kiedy stosunek pracy stanowi tytuł do ubezpieczenia, albo przyznać ZUS prawo do występowania do sądu z wnioskiem o stwierdzenie jego wygaśnięcia. Wymagałoby to jednak bardzo przemyślanego rozwiązania, tak aby nie wprowadzić furtki do łatwego podważania stosunku pracy jako tytułu do ubezpieczeń. Takie przepisy mogłyby być wykorzystywane przez ZUS do uchylania się od wypłaty świadczeń z ubezpieczeń społecznych.
Fikcja nie powinna być utrzymywana
Jak długo dana osoba jest stroną stosunku pracy, tak długo podlega ubezpieczeniom społecznym z tego tytułu. Nie powinna mieć miejsca sytuacja, gdy stosunek pracy od dłuższego czasu faktycznie pomiędzy stronami nie istnieje, a jednak ubezpieczenie trwa. Problemem jest jednak zamknięty katalog przypadków, gdy dochodzi do rozwiązania się umowy o pracę (art. 30 kodeksu pracy). Jeżeli nie zawarto porozumienia rozwiązującego i żadna ze stron nie wypowiedziała umowy, to formalnie zatrudnienia trwa. W konsekwencji ciągle istnieje tytuł do objęcia ubezpieczeniem społecznym.
Jestem zdania, że w sytuacjach, gdzie nie ma wątpliwości, iż w rzeczywistości stosunek pracy nie jest wykonywany, a co więcej, po żadnej ze stron nie ma woli jego kontynuacji, należałoby przyjąć, że został on rozwiązany, choćby w sposób dorozumiany. Takie podejście byłoby zgodne z celem przepisów o ubezpieczeniach społecznych, które stanowią, że pracownik podlega ubezpieczeniom od dnia nawiązania stosunku pracy do dnia jego ustania. Niedopełnienie formalności nie powinno tworzyć fikcji, że zatrudnienie trwa w nieskończoność. W sytuacjach odwrotnych, tj. gdy zamiarem stron nigdy nie było wykonywanie pracy, lecz pomimo to zawierały umowę o pracę i pracownik był zgłaszany do ubezpieczeń, sądy prezentują raczej ugruntowane stanowisko, że brak jest podstawy do objęcia ubezpieczeniem z tego tytułu. Wydaje się, że uzasadnione byłoby analogiczne zastosowanie takiego podejścia również w sprawach, gdy zatrudnienie faktycznie ustało, lecz nie dopełniono niezbędnych formalności.
Podstawa prawna
Art. 6 ust. 1 pkt 1, art. 13 i art. 36 ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 963).
Art. 30 ustawy z 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 1502 ze zm.).