Funkcjonariusze i żołnierze zawodowi wracają do projektu przepisów dotyczących whistleblowerów, choć wcześniej z niego wypadli. Modyfikacji ulega też vacatio legis regulacji. Zdaniem ekspertów obie zmiany mogą być źródłem zamieszania.

Resort rodziny opublikował kolejny już projekt ustawy o ochronie osób zgłaszających naruszenia prawa. W nowej wersji projektu dokonano włączenia funkcjonariuszy służb i żołnierzy zawodowych do katalogu osób, które mogą dokonywać zgłoszeń naruszenia prawa. Zmiana ta może być zaskoczeniem, ponieważ wcześniej obydwie grupy zawodowe wypadły z projektu. Możliwość bycia sygnalistą przez funkcjonariusza czy żołnierza zawodowego przewidywał jeszcze projekt z lutego br. Ale już w marcowym takich zapisów zabrakło. W ostatniej opublikowanej właśnie lipcowej wersji projektu funkcjonariusze i żołnierze powracają.

Zderzenie stanowisk

Skąd ta sinusoida? Z burzliwych uzgodnień międzyresortowych projektu. Odmienne jest jednak stanowisko właściwych ministerstw co do obecności funkcjonariuszy i żołnierzy w regulacji o sygnalistach. Jeśli chodzi o tych ostatnich, resort obrony narodowej sam domagał się objęcia ich tymi przepisami. Natomiast w odniesieniu do funkcjonariuszy policji Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji było przeciwne temu rozwiązaniu. Resort twierdził m.in., że „przyjęcie proponowanych rozwiązań może wprowadzić błędną interpretację sugerującą, że policjant może działać w trybie właściwym dla sygnalisty, podczas gdy obowiązki policjantów oparte są na innych (…) podstawach prawnych”, np. na podstawie ustawy o policji. Podnosił również, że dyrektywa odnosi się do pracowników, a nie osób związanych stosunkiem administracyjnym. Resort pracy twierdził natomiast, że dyrektywa nr 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii nie przewiduje wyłączeń podmiotowych z zakresu jej stosowania. Stanowisko to poparł także minister ds. Unii Europejskiej. Powrót funkcjonariuszy i żołnierzy do projektu został przesądzony na etapie prac Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Słuszna decyzja, ale…

Z przywrócenia funkcjonariuszy jako grupy, która może korzystać ze statusu sygnalisty w trybie projektowanej ustawy, zadowoleni są m.in. sami policjanci.

– To rozwiązanie europejskie, więc dlaczego nasza formacja miałaby być tego pozbawiona. Nowe przepisy o sygnalistach powinny dotyczyć również służb mundurowych – uważa Andrzej Szary z Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Policjantów. Zwraca on uwagę, że struktura służby w policji jest hierarchiczna, a wobec tego informowanie o nieprawidłowościach jest utrudnione. – Wiele jest spraw, o których policjanci dziś nie chcą mówić głośno, a jako sygnaliści mogliby przekazać odpowiednie informacje. Wprawdzie NSZZ Policjantów gwarantuje anonimowość, ale nie wszyscy są jego członkami. Poza tym samo objęcie funkcjonariuszy przepisami o sygnalistach może dać efekt odstraszający przed nadużyciami. Może to być ostrzeżenie dla przełożonych, by powstrzymali się np. przed mobbingiem – zauważa.

Ponowne włączenie funkcjonariuszy służb mundurowych do katalogu potencjalnych sygnalistów pozytywnie ocenia także dr hab. Beata Baran-Wesołowska, radca prawny, partner w BKB Baran Książek Bigaj.

– Jest to nie tylko zabieg eliminujący ryzyko nierównego traktowania w stosunku do pracowników cywilnych zatrudnionych w poszczególnych formacjach. Przede wszystkim „powrót” funkcjonariuszy umożliwia zwiększenie stopnia bezpieczeństwa i transparentności działania poszczególnych formacji, w szczególności w przypadku zmaterializowania się ryzyka zaistnienia nieprawidłowości – wskazuje mec. Baran-Wesołowska. Dodaje, że w sytuacji zaistnienia nieprawidłowości także funkcjonariusze, którzy zaobserwują naruszenia prawa, będą mogli liczyć na ochronę przewidzianą dla sygnalistów. – A tego rodzaju gwarancje, w szczególności w strukturach mocno zhierarchizowanych, mogą stanowić niebagatelny argument w podjęciu decyzji o przekazaniu raportu whistleblowingowego – zauważa.

Zastrzeżenia co do objęcia funkcjonariuszy i żołnierzy regulacją o sygnalistach ma natomiast dr Damian Tokarczyk, adwokat, starszy prawnik w kancelarii Raczkowski. – Zgłoszenia nieprawidłowości, o których mówi projekt ustawy, mogą dotyczyć tylko zakresu spraw wskazanych w katalogu zawartym w tej regulacji, a te odnoszą się przede wszystkim do naruszeń w obszarze rynku wewnętrznego UE. Chodzi m.in. o naruszenia prawa z zakresu ochrony środowiska, konkurencji czy ochrony zbiorowych interesów konsumentów. Funkcjonariusze nie mają tu czego zgłaszać – mówi adwokat.

Ekspert obawia się przy tym sytuacji szerokiego zgłaszania nieprawidłowości, zwłaszcza w przypadkach, których projekt ustawy nie obejmuje, i domagania się ochrony z tego tytułu. – Takie przypadki już teraz zresztą mają miejsce. W firmach pojawiają się przypadki zgłaszania potencjalnych naruszeń prawa i wnioski o to, by objąć te osoby ochroną z dyrektywy, mimo że ustawa w tym zakresie jeszcze nie obowiązuje – zauważa. Doktor Tokarczyk zaznacza przy tym, że wprawdzie już od grudnia 2021 r. organy państwowe powinny stosować dyrektywę, ale nie dotyczy to podmiotów prywatnych (jest dyskusja co do spółek państwowych).

Termin wejścia w życie wciąż problematyczny

Karuzela zmian objęła także termin vacatio legis. W lutowej wersji projektu ustawy przewidziano, że ustawa wejdzie w życie po dwóch miesiącach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw, ale kolejne dwa miesiące dano pracodawcom na stworzenie systemu zgłoszeń wewnętrznych. Marcowy projekt mocno zaostrzył kurs, bo na to ostatnie przewidywał już tylko jeden dzień od urzędowej publikacji ustawy. W ostatnim projekcie stanowisko to zostało nieco złagodzone, bo zamiast jednego dnia firmy mają mieć 14 dni na realizację obowiązków.

– Mimo zaproponowanych zmian uważam, że okres ten jest daleko niewystarczający dla właściwego wdrożenia w organizacjach systemu zgłoszeń wewnętrznych – wskazuje prof. Baran-Wesołowska.

Według analiz dr. Tokarczyka, aby wdrożyć system, w większości firm potrzeba na to trzech miesięcy.

– Obecny termin przewidziany w lipcowej wersji projektu może więc dla niektórych okazać się za krótki. Tymczasem wdrożenie procedury zgłoszeń wewnętrznych wymaga konsultacji projektu regulaminu przyjmowania zgłoszeń ze związkami zawodowymi lub przedstawicielami pracowników – wskazuje dr Tokarczyk.

– A to oznacza, że przedsiębiorcy i pozostałe podmioty, które będą podlegać nowym obowiązkom ustawowym, powinny z wyprzedzeniem podjąć działania przygotowawcze – stwierdza dr hab. Beata Baran-Wesołowska. ©℗

ikona lupy />
Postawy społeczne / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe