PROBLEM: Sytuacja prowadzonych przez powiaty domów pomocy społecznej jest bardzo trudna. Pobyt w nich jest bardzo kosztowny – często na tyle, że ani pensjonariuszy, ani samorządów nie stać na opłaty. Do niektórych osób wciąż jeszcze – chociaż z roku na rok do coraz mniejszej grupy – dokłada państwo. Pozostali muszą zdać się na swoją emeryturę, wsparcie bliskich, a biorąc pod uwagę koszty utrzymania w DPS – liczyć na portfel samorządu. Problem w tym, że nie w każdym regionie jest on wystarczająco zasobny. A DPS-y mają konkurencję w prywatnych domach opieki i nierzadko świecą pustkami. Jedna z przyczyn to wysokie standardy takiej opieki, na którą społeczeństwa po prostu nie stać. ©?
Ludwik Węgrzyn starosta bocheński, prezes Związku Powiatów Polskich / Dziennik Gazeta Prawna
Jan Grabiec do niedawna starosta legionowski / Dziennik Gazeta Prawna
Wacław Strażewicz starosta giżycki / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Trudna sytuacja DPS-ów niepokoi Związek Powiatów Polskich. W lipcu skierował on oficjalny apel do posłów i senatorów o dostosowanie wysokości dotacji na podopiecznych do rzeczywistych kosztów jednostek samorządu terytorialnego.

Reklama
5 złotych na śniadanie, obiad i kolację
Chodzi o osoby przyjęte do domów przed 1 stycznia 2004 r. Według ZPP w niektórych domach jednostkowe stawki wyżywienia wynoszą mniej niż 5 złotych dziennie. Z kolei pracownicy za swoją ciężką, odpowiedzialną pracę często pobierają wynagrodzenie minimalne.
ZPP zauważa również poważne dysproporcje w zasadach naliczania dotacji w zależności od województwa. Rozbieżność w przeliczeniu na mieszkańca domu waha się w granicach prawie 1000 złotych miesięcznie. Przykładowo w województwie łódzkim pobyt jednego mieszkańca dotowany jest kwotą około 1600 złotych, a w województwie warmińsko-mazurskim kwota ta wynosi nieco ponad 2000 zł. Ale i to, biorąc pod uwagę wyśrubowane standardy, jakie mają spełniać DPS-y, nie do końca wystarcza. W ostatecznym rozrachunku samorządy różnicę w kosztach muszą pokrywać same.
Co za 5 złotych ma dostać do jedzenia podopieczny? Minimum trzy posiłki, jeśli potrzeba według odpowiedniej diety.Niespełna 5 złotych to kwota analogiczna do minimalnej, przeznaczonej na wyżywienie więźniów. Zarówno w DPS-ach, jak i w szpitalach stawek nie regulują przepisy. Wszystko zależy od portfela jednostki.
Kosztowne przestrzenie i personel
Drugim elementem, który tworzy koszty, są warunki bytowe. Określa je rozporządzenie ministra pracy i polityki społecznej z 23 sierpnia 2012 r. w sprawie domów pomocy (Dz.U. poz. 964). I chodzi nie tylko o brak barier architektonicznych czy minimalną wielkość pokoi, ale i określone przepisami powierzchnie wspólne.
Wyśrubowane są też normy zatrudnienia personelu, a także zajęć, do których pensjonariusz powinien mieć dostęp.
Graniczny rok 2004
Punktem zwrotnym dla DPS-ów jest rok 2004, w którym całkowicie zmieniły się zasady finansowania pobytu osób tam skierowanych. Wraz z reformą ustalono zasadę, że podopieczny za swój pobyt płaci maksymalnie 70 proc. swoich dochodów. Niedobory w finansowaniu powinni pokryć najbliżsi. Z reguły nie stać ich na spore kwoty, więc koszty te obciążają gminę. – Pod rządami poprzedniej ustawy, przed rokiem 2004, zauważalna była tendencja do „wypychania” osób do DPS. Z punktu widzenia finansowego dla gminy bardziej opłacalne było skierowanie podopiecznego, który stał się bardziej nieporadny, do DPS niż organizowanie dla niego usług opiekuńczych – mówi Grzegorz Kubalski, zastępca dyrektora biura ZPP.
Ci, którzy zostali przyjęci przed reformą i wciąż mieszkają w DPS, finansowani są w inny sposób. Utrzymania „starych” pensjonariuszy nie można było oprzeć na nowym modelu, gdyż spotkało się to ze sprzeciwem ze strony samorządów. Dlatego zastosowano dotacje z budżetu wojewody, w teorii jednolite i mające pokryć w 100 proc. zapotrzebowanie, bez względu na profil domu (dla osób starszych, przewlekle somatycznie chorych czy też dla osób niepełnosprawnych umysłowo i psychicznie chorych standardy są jeszcze bardziej wyśrubowane, zarówno w zakresie części wspólnych domu, wyspecjalizowanego personelu, jak i zajęć dydaktycznych i terapeutycznych). Jednak pula dotacji na poszczególne DPS-y zmniejsza się wraz z wykruszaniem się pensjonariuszy przyjętych na starych zasadach. Dotacje nie uwzględniają również rzeczywistych, zmieniających się kosztów utrzymania. Według raportu GUS państwo w latach 2011–2013 wydało odpowiednio: 976 mln zł, 965 mln zł i 930 mln zł na domy pomocy społecznej. Tylko w samym 2013 roku gminy dołożyły do tego 404 mln zł, powiaty 1785 mln zł i miasta na prawach powiatu 965 mln zł.
Konkurencja nie śpi
DPS-y muszą bezwzględnie spełniać określone standardy, jeśli chodzi o to, co jest zapewniane poszczególnym pensjonariuszom na miejscu. Inaczej jest w przypadku prywatnych domów pomocy społecznej, których koszt prowadzenia jest nierzadko o połowę niższy niż jednostek publicznych. Domy te działają wyłącznie na zasadach komercyjnych, nierzadko zysk i niskie wydatki uzyskiwane są kosztem komfortu mieszkańców. Często prowadzi to do naruszania przepisów. Ośrodki są zamykane i po miesiącu otwierane w innym miejscu. Jednak dla gmin, które stale szukają oszczędności, takie placówki stają się bardzo atrakcyjnym rozwiązaniem. Emerytury czy renty pensjonariuszy ogólnie są niskie, więc gmina, by wyrównać zapotrzebowanie i zaopiekować się jedną osobą, musi płacić kwoty do ponad 30 tys. złotych rocznie.
Samorządowcy podkreślają, że istnieje realna groźba, iż domy budowane według nowych standardów nie wytrzymają konkurencji z placówkami optymalizowanymi kosztowo. Należy jednak pamiętać, że koszty wciąż są ponoszone, gdyż zgodnie z przepisami pracownicy DPS-ów muszą być zatrudniani w odpowiedniej liczbie, a obiekty trzeba utrzymać.
OPINIE EKSPERTÓW
Jednostki samorządu terytorialnego świadczą usługi opiekuńcze na rzecz osób wymagających opieki z powodu wieku, choroby lub niepełnosprawności, niemogących samodzielnie funkcjonować w codziennymżyciu. Jedną z form jest umieszczanie w domu pomocy społecznej. Należy jednak pamiętać, że opłaty związane z pobytem w DPS pokrywają sami pensjonariusze. Uzależnione jest to jednak od ich dochodów, które często są bardzo niskie lub nawet zerowe. W tym przypadku stosowną opłatą powinni zostać obciążeni małżonek, zstępni lub ewentualnie wstępni osoby uprawnionej, co również uzależnione zostało przez ustawodawcę od uzyskiwanego przez nich dochodu. Podkreślenia wymaga, że pojęcie dochodu, od którego uzależnia się wysokość i zakres ponoszonych opłat, nie uwzględnia wartości majątku danej osoby. Oznacza to, że organy pomocy społecznej nie mogądomagać się od osób umieszczonych w DPS-ach sprzedaży posiadanego przez nich majątku, by pokryć koszty pobytu. Dotyczy to także osób, które w dalszej kolejności zobowiązane są do ponoszenia opłat za pobyt w DPS. Oczywiście oprócz wskazanych osób koszt pobytu w DPS może być ponoszony przez inne osoby prowadzące wspólne gospodarstwo domowe. Zależy to jednak od ich woli, nawet gdy korzystają one z majątku pensjonariusza. Faktycznie więc często wszelkie koszty pobytu w DPS przerzucane są na jednostki samorządu terytorialnego. Pewnym rozwiązaniem tej sytuacji jest wytaczanie na rzecz pensjonariuszy DPS powództw alimentacyjnych, co jednak musi odpowiadać przepisom kodeksu rodzinno-opiekuńczego.
Problemem staje się coraz większa konkurencja pomiędzy jednostkami publicznymi a prywatnymi. W tych drugich utrzymanie jest o wiele tańsze, jednak kosztem standardów. Tam też coraz więcej pensjonariuszy trafia z gmin. Przez to spada nabór do publicznych DPS-ów, a zwiększa się ich koszt utrzymania. My np. nie możemy oferować pobytów czasowych, co jest bardzo praktyczne np. w wakacje, kiedy rodziny chcą sobie zrobić przerwę od opieki. Domy prywatne mogą takie usługi oferować. Należy również zwrócić uwagę, że procedura skierowania do domu jest zbiurokratyzowana, gminy muszą prześwietlać dochody tego, kto z własnej kieszeni chce zapłacić za pobyt. Musi składać oświadczenia, przez ośrodek pomocy społecznej prowadzony jest wywiad środowiskowy. Następnie gmina weryfikuje dochody, by sprawdzić, czy ktoś w nieodległej przyszłości nie okaże się bezrobotny i nie przerzuci kosztów na gminę. Dla ludzi, którzy chcą wyjąć pieniądze z własnego portfela, procedura jest zbyt uciążliwa i upokarzająca, dlatego często decydują się na domy prywatne.
Mamy duży DPS, liczący ponad 130 miejsc o profilu dla osób starszych. Miejsca są obsadzone, a nawet można mówić o małej kolejce. Dom nie jest drogi, jego koszt oscyluje w okolicy 2,5 tys. złotych, co dla okolicznych gmin jest bardzo istotne. Konkurencji nie mamy wielkiej i się jej nie obawiamy. W okolicy jest tylko jeden dom niepubliczny, bodajże na 30 miejsc. Konkurencja w kraju nie dotyczy wyłącznie placówek publicznych i niepublicznych, ale istnieje nawet między publicznymi. Przykładem może być dom po drugiej stronie województwa warmińsko-mazurskiego. Jego koszt to 4,5 tys. złotych, zatem ten w naszym powiecie jest bardziej atrakcyjny dla gmin. Należy podkreślić, że krępowanie finansowe powiatów w kontekście DPS-ów nie jest dobrą drogą. Ustalenie liczby etatów na mieszkańców jest brakiem zaufania do powiatu, który sam powinien wiedzieć, jak ma kształtować płace, co w ostatecznym rozrachunku może też korzystnie wpłynąć na koszty pomocy społecznej.