Od stycznia najniższa pensja ma być wyższa od obecnej o 752 zł, a od lipca wzrośnie o kolejne 58 zł. To oferta przyjęta wczoraj przez Radę Ministrów.

Rządowa propozycja, która ma teraz zostać poddana negocjacjom w Radzie Dialogu Społecznego, to 4242 zł płacy minimalnej od stycznia przyszłego roku i 4300 zł od lipca. W związku z tym, że inflacja w przyszłym roku wyniesie powyżej 5 proc. (rząd prognozuje, że w przyszłym roku będzie ona na poziomie ok. 6,6 proc.), możemy liczyć – zgodnie z wymogami ustawowymi – na dwukrotną podwyżkę najniższych pensji.

– Dla gospodarstw domowych będą to dodatkowe wpływy na poziomie 18 mld zł – poinformowała Marlena Maląg, minister rodziny i polityki społecznej, na konferencji zorganizowanej po obradach rządu. Dodała, że relacja między minimalnym a przeciętnym wynagrodzeniem w Polsce jest jedną z najwyższych w Unii Europejskiej i będzie stanowić ponad 50 proc.

Rząd poinformował także, że w przyszłym roku możemy liczyć na 12,3-proc. wzrost emerytur i rent. Jak wskazała szefowa resortu rodziny, cały koszt podwyższenia w przyszłym roku tych świadczeń – łącznie z waloryzacją 13. i 14. emerytury – wyniesie ponad 43 mld zł.

Prezentacja oferty obozu rządzącego to konieczność wynikająca z ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 2207). Zgodnie z nią do 15 czerwca każdego roku Rada Ministrów musi bowiem przedstawić RDS własną propozycję wzrostu wskaźników płacowych.

– Zrobimy wszystko, aby polskie wynagrodzenia rosły jak najszybciej – zapewniał na wczorajszej konferencji premier Mateusz Morawiecki.

Okazuje się jednak, że wysokie podwyżki zapowiadane na kolejny rok z rzędu to efekt nie tyle hojności rządu, ile wciąż wysokiego poziomu wzrostu cen towarów i usług.

– Zaprezentowane przez rząd wskaźniki wzrostu są na poziomie inflacji. Propozycja wysokości płacy minimalnej na 2024 r. to w zasadzie minimalny poziom, jaki rząd musi zadeklarować zgodnie z wymogami prawa – wskazuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). Dodaje, że wzrost gwarantowany ustawą jest już i tak bardzo duży, bo to podwyżka rzędu 20 proc. Nie jest więc zasadne, by mocno wykraczać ponad tę wielkość. – To też propozycja bliska temu, co proponowaliśmy jako FPP. Oczywiście to tylko wstęp do dalszych negocjacji w RDS. Zobaczymy, jaki będzie ich wynik – zaznacza.

Jeśli w ciągu 30 dni od otrzymania propozycji rządowej, czyli najpóźniej do 15 lipca, RDS nie dojdzie do porozumienia, ostateczną wysokość minimum płacowego ustali w połowie września rząd – i niewykluczone, że przebije swoją obecną ofertę. W poprzednim roku tak właśnie było. ©℗

Jakie wzrosty są proponowane / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe