Praktyka ZUS-u polegająca na uzależnianiu obowiązków składkowych od wpisu przedsiębiorcy do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) powinna ulec jak najszybszej zmianie. Słyszymy to ze wszystkich stron sceny politycznej.
Reklama
Po naszym poniedziałkowym tekście („Jak oszukiwać, to na całego”, DGP nr 181/2016) zareagowało też Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Otóż kierownictwo resortu poprosiło prezes ZUS Gertrudę Uścińską o wyjaśnienia.
O co chodzi? Otóż zgodnie z interpretacją stosowaną przez ZUS od 12 lat, jeśli ktoś nie zarejestruje swojej działalności gospodarczej w CEIDG, to organ rentowy nie naliczy składek, nawet gdy dowie się o nieprawidłowościach. Mówiąc prościej, ZUS nie obciąży żadnymi konsekwencjami osób prowadzących biznes na czarno.

Reklama
Eksperci wskazują, że takie podejście prowadzi do absurdu. A to dlatego, że kara za działalność bez wymaganego wpisu zgodnie z art. 601 par. 1 kodeksu wykroczeń wynosi do 5 tys. zł. Tym samym finansowo bardziej opłaca się nie rejestrować działalności i w razie wpadki zapłacić grzywnę, niż biznes zarejestrować i składki opłacać.
Przy czym warto dodać, że jeszcze pod koniec zeszłego tygodnia zarówno ZUS, jak i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przekonywały, że nie ma podstaw do naliczania składek osobom złapanym na prowadzeniu biznesu na czarno. A to dlatego, że art. 14 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 584 ze zm.) stanowi, iż przedsiębiorca może podjąć działalność gospodarczą w dniu złożenia wniosku o wpis do CEIDG albo po uzyskaniu wpisu do rejestru przedsiębiorców w Krajowym Rejestrze Sądowym.
Tyle że od kilku lat – o czym również pisaliśmy – orzecznictwo jednoznacznie wskazuje, iż sam fakt dokonania wpisu nie jest kluczowy dla oceny, czy działalność rzeczywiście jest prowadzona. A przepisy ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 963 ze zm.) – co podkreślają eksperci – nie odnoszą się wcale do wpisu jako elementu kreującego tytuł do ubezpieczeń, lecz do prowadzenia (wykonywania) działalności.
Podejście w resorcie rodziny po naszym tekście uległo zmianie. Świadczyć może o tym fakt, że poprosił on prezesa ZUS o wskazanie, czym się kieruje organ rentowy przy dalszym stosowaniu interpretacji pochodzącej z 2004 roku.
Zastrzeżenia mają też posłowie. Janusz Cichoń (PO), wiceminister finansów w latach 2013–2015, a obecnie wiceprzewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych, mówi: „Jeśli ZUS ustali, że ktoś wykonuje działalność, powinien naliczyć składki”.
Wtóruje mu Jerzy Meysztowicz (N), przewodniczący sejmowej komisji gospodarki i rozwoju.
– Mam jedynie nadzieję, że jeśli interpretacja ulegnie zmianie, będzie to dotyczyło wyłącznie przyszłych zdarzeń. Tak, by ZUS nie naliczył niektórym obywatelom składek za 5 lat wstecz wskutek zmiany podejścia – zaznacza parlamentarzysta.
Posłowie PiS zasiadający w komisji finansów publicznych nie chcą oficjalnie się wypowiadać. Wskazują jednak, że należy dać czas na działanie resortowi rodziny, który jest właściwy do wydania nowej interpretacji.
– Ale jeżeli tego nie zrobi w najbliższych tygodniach, obiecuję złożyć interpelację poselską w tej sprawie – słyszymy od jednego z polityków PiS.
Nie bez znaczenia jest również to, że w przypadku wykrycia działalności na czarno fiskus należny podatek nalicza.
– Nie widzę uzasadnienia dla innego zachowania w takiej samej sytuacji po stronie urzędu kontroli skarbowej, a innego po stronie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Pokazuje to, jak niespójnie funkcjonują polskie instytucje względem obywateli – słyszymy wśród parlamentarzystów PiS.
Adam Abramowicz, także z PiS, przekonuje, że przy okazji warto zwrócić uwagę na to, dlaczego aż tak wielu polskich przedsiębiorców ucieka do szarej strefy. I że być może sytuacja się poprawi po zrealizowaniu przez rząd jednego z elementów planu Morawieckiego w postaci 15-proc. CIT dla małych firm.