Pracodawcy RP chcą, aby lekarze pracy otrzymali nowe kompetencje i chcą by zajęła się tym Rada Dialogu Społecznego. Pomysł ten popierają związkowcy.
Medycyna pracy / Dziennik Gazeta Prawna
Przepisy dotyczące medycyny pracy pochodzą sprzed dwóch dekad i nie przystają do obecnej rzeczywistości, choćby wielogodzinnej pracy przed komputerem czy coraz częstszych przypadków chorób cywilizacyjnych. Jednak na liście priorytetów kolejnych ministrów zdrowia temat się nie przebijał. Dlatego z inicjatywą w tej sprawie postanowili wystąpić Pracodawcy RP, którzy chcą przygotować propozycje zmian wspólnie ze związkowcami. Jeszcze w tym roku mają one trafić do resortu.
Reklama
– Marnujemy potencjał lekarzy medycyny pracy, którzy są przygotowani do kompleksowej opieki nad pracownikami. Powinni nie tylko wydawać orzeczenia, lecz także doradzać pracownikom i ich firmom, jak stworzyć optymalne warunki pracy – przekonuje Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP.

Reklama
Związkowcy są otwarci na dyskusję. – Każda inicjatywa służąca pracy w zdrowiu będzie przez nas popierana – stwierdza Wiesława Taranowska, wiceszefowa OPZZ. Dodaje, że pomysł powinien zostać przedyskutowany najpierw w zespole zajmującym się zdrowiem, a potem na forum Rady Dialogu Społecznego.
Potrzebę zmian dostrzega także Paweł Wdówik, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny pracy.
– Obecny model medycyny pracy w Polsce funkcjonuje od 1997 r. Zbliża się 20-lecie ustawy i zdecydowanie powinna już zostać poddana rewizji – podkreśla Paweł Wdówik.
Przy czym jego zdaniem w pierwszej kolejności trzeba zająć się zmianą przepisów wykonawczych do kodeksu pracy, zwłaszcza załącznikiem nr 1 do rozporządzania ministra zdrowia w sprawie przeprowadzania badań lekarskich pracowników, z zakresu profilaktycznej opieki zdrowotnej nad pracownikami oraz orzeczeń lekarskich wydawanych do celów przewidzianych w kodeksie
– Pochodzi z połowy lat 90. i w części jest już niezgodny z aktualną wiedzą medyczną, co może stanowić zagrożenie dla pracowników i generuje wysokie koszty badań – stwierdza konsultant.
Jego zdaniem zbędne są też zapisy dotyczące kierowania pracowników do kolejnych medyków, np. okulisty, laryngologa czy neurologa. Zwłaszcza przy polskich brakach kadrowych w ochronie zdrowia.
– Lekarze medycyny pracy są bardzo dobrze przygotowani. Sami są w stanie ocenić podstawowe parametry zdrowia, a z innymi specjalistami konsultować powinni się w razie wątpliwości – opisuje Wdówik.
– Badania medycyny pracy powinny zostać też rozszerzone o pogłębioną analizę środowiska pracy. Chodzi o to, by jak najskuteczniej chronić nie tylko przed tradycyjnymi chorobami zawodowymi, lecz także cywilizacyjnymi – tłumaczy Anna Rulkiewicz, prezes Pracodawców Medycyny Prywatnej i grupy Lux Med. Chodzi m.in. o schorzenia kardiologiczne czy szeroko rozumiane zdrowie psychiczne.
Wśród postulowanych zmian jest też umożliwienie lekarzom rodzinnym i internistom zrobienia specjalizacji z medycyny pracy w przyspieszonym tempie.
Zmian oczekuje od nas też Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). W 2012 r. zaudytowała nasz model opieki nad pracownikami. Jako mocne strony wskazała m.in. dużą liczbę specjalistów, instytuty badawcze poświęcone medycynie pracy, doradcze i kontrolne. Jako słabości – brak koordynacji i współpracy między lekarzami medycyny pracy a osobami odpowiedzialnymi za BHP w firmach, a także brak współdziałania resortów zdrowia, pracy oraz partnerów społecznych.
Zmiany mogą pociągnąć za sobą większe koszty dla pracodawców. Ci wskazują, że już teraz coraz częściej z własnych pieniędzy wyręczają państwo i NFZ, finansując zatrudnionym opiekę. Ale to im się w ostatecznym rachunku opłaca.
– Zwiększenie roli medycyny pracy będzie się wiązać z dodatkowymi kosztami, ale firmy dzięki temu obniżą koszty związane z nieobecnością pracowników z powodu choroby oraz z prezenteizmem, gdy mimo złego stanu zdrowia pojawiają się w pracy, ale są mało wydajni. Pracodawcy będą jednak potrzebować wsparcia, np. poprzez ulgi podatkowe, ponieważ ich zaangażowanie w troskę o zdrowie pracowników jest elementem systemu zdrowia publicznego – podsumowuje Anna Rulkiewicz.