Zmiany w świadczeniu pielęgnacyjnym to informacja, która działa jak czerwona lampka alarmowa na rodziców wychowujących niepełnosprawne dzieci. Nie inaczej stało się w przypadku wiadomości umieszczonej w mediach społecznościowych dotyczącej planowanych przez rząd zmian w zasadach jego przyznania, a pochodzącej ponoć od osoby zaangażowanej w te prace.
Wynikało z niej, że przygotowane zostały dwa warianty nowych przepisów. W pierwszym kwota świadczenia pielęgnacyjnego miałaby zostać obniżona z 1830 zł do 1200 zł, a rodzice dodatkowo otrzymywaliby bon opiekuńczy o wartości 2400 zł, który pokrywałby 60 godzin miesięcznie usług asystenta lub opieki wytchnieniowej. Mieliby też prawo do dorabiania. Druga propozycja miała zakładać pozostawienie świadczenia w dotychczasowej wysokości, ale bez jego corocznego waloryzowania. Tu również miałaby zostać przyznana możliwość dorabiania do określonego limitu w skali roku.
Już na pierwszy rzut oka widać, że nie byłaby to zwykła zmiana, ale prawdziwa rewolucja w zasadach pobierania świadczenia pielęgnacyjnego. Nic więc dziwnego, że po pojawieniu się takiej zapowiedzi zaczęły się gorące dyskusje wśród rodziców. Zaczęli oni głośno wyrażać swój sprzeciw wobec zmian, które pozbawiałyby ich wsparcia w dotychczasowej formie – dodajmy, wywalczonej podczas pierwszego protestu matek w Sejmie, gdy rządziła koalicja PO-PSL – a w szczególności wobec jakiejkolwiek obniżki jego wysokości. Wiadomość o zmianach zaczęła w ekspresowym tempie rozprzestrzeniać się wśród opiekunów, a niedługo potem pojawiło się oficjalne dementi Pawła Wdówika, wiceministra rodziny i jednocześnie pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych. W wydanym oświadczeniu podkreślił, że pojawiające się informacje są nieprawdziwe, a Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej nie prowadzi żadnych prac, które miałyby wprowadzać negatywne zmiany w obecnym kształcie świadczenia, w tym dotyczące jego obniżki oraz rezygnacji z waloryzacji.
Czy więc była to tylko burza w szklance wody, czy faktycznie rząd szykował – jak to określali sami rodzice – zamach na ich prawa nabyte? Możemy tylko gdybać, choć warto przy tej okazji pamiętać o słowach rosyjskiego dyplomaty Aleksandra Gorczakowa, który mówił, że nie wierzy w niezdementowane informacje. Na razie po zapewnieniach ze strony ministra Wdówika opiekunowie się uspokoili.
Widać jednak wyraźnie, że rząd nie radzi sobie ze świadczeniem pielęgnacyjnym, a problemów z nim związanych ma do rozwiązania całkiem sporo. Tym najświeższym jest kwestia dotycząca zniesienia zakazu łączenia aktywności zawodowej z pobieraniem świadczenia, czego domaga się coraz większa grupa rodziców. Wskazują, że nie mogą podejmować żadnej pracy (nawet dorywczej i zdalnej), co niekorzystnie wpływa na sytuację finansową całej rodziny. Kwota świadczenia nawet w połączeniu z innymi dochodami nie jest bowiem w stanie pokryć wydatków związanych z opieką i rehabilitacją niepełnosprawnego dziecka.
Do tego wszystkiego dochodzi niewykonany przez sześć lat wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że prawo do świadczenia pielęgnacyjnego powinni mieć nie tylko rodzice niepełnosprawnych dzieci, ale też opiekunowie zajmujący się osobą, która doznała dysfunkcji zdrowotnej w dorosłym życiu. Ponieważ rząd Zjednoczonej Prawicy konsekwentnie chowa głowę w piasek i za orzeczeniem nie poszła odpowiednia zmiana w przepisach, opiekunowie musieli wziąć sprawy w swoje ręce i walczą o należną im pomoc w samorządowych kolegiach odwoławczych i sądach – o czym od lat piszemy w DGP.
Na korzystne przepisy czekają też matki niepełnosprawnych dzieci (dziś już dorosłych), które przed laty skorzystały z możliwości przejścia na specjalną wcześniejszą emeryturę, a teraz pieniądze wypłacane im przez ZUS są niższe od kwoty świadczenia pielęgnacyjnego. One chciałyby otrzymywać pomoc w takiej samej wysokości, ale na razie mogą ją uzyskać jedynie na drodze sądowej.