Rewolucję w sposobie przechowywania dokumentacji pracowniczej rząd zaplanował na 2018 rok. Pierwotnie obiecywano, że firmy będą miały obowiązek przechowywania akt osobowych tylko przez dekadę, licząc od dnia zwolnienia pracownika. Jak jednak dowiedział się DGP, ten krótszy okres będzie dotyczył wyłącznie osób, które zaczęły pracę po 31 grudnia 1998 r. Wystarczy, że ktoś rozpoczął karierę zawodową kilka dni wcześniej, a jego dokumentacja będzie podlegać ochronie przez 50 lat.

Taki podział nie podoba się przedsiębiorcom. Bo w praktyce oznacza, że w jednej firmie będą obowiązywać dwa różne systemy przechowywania akt pracowniczych. – To doprowadzi do totalnego bałaganu – twierdzi Dorota Wolicka, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. I przypomina, że obecnie pracodawcy nie muszą się przejmować tym, od kiedy pracuje ich podwładny. Przyjmując pracownika, interesują się jego kwalifikacjami. – Teraz będziemy mieli do czynienia z absurdalnymi sytuacjami, gdy rozmowa o pracę będzie się zaczynać od pytania o dokładną datę rozpoczęcia kariery zawodowej – uważa.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Przedsiębiorcy nie mają wątpliwości, że nowe rozwiązania spowodują problemy z prowadzeniem działalności. – Który przedsiębiorca zdecyduje się na zniszczenie dokumentacji po 10 latach od zwolnienia pracownika, jeśli nadal będzie mógł być za to karany? Osoba prowadząca biznes nie ma czasu na sprawdzanie, kiedy kto zaczął pracę – dodaje Dorota Wolicka.

Dwa systemy

Andrzej Strębski, niezależny ekspert ubezpieczeniowy, zwraca uwagę, że w polskim systemie ubezpieczeniowym wielokrotnie już dzielono ubezpieczonych ze względu na datę urodzenia albo datę rozpoczęcia pracy. I zawsze wywoływało to protesty. Tym razem nie będzie inaczej.

– Rząd wychodzi z założenia, że osoby, które zaczęły pracę po 31 grudnia 1998 r., będą otrzymywały tylko świadczenia kapitałowe oraz że wszystkie ich dane znajdują się w ZUS. A to nieprawda. W Polsce renty z tytułu czasowej niezdolności do pracy nadal są przyznawane na starych zasadach i są uzależnione od stażu, a nie kwoty zgromadzonej na koncie. Może się więc okazać, że osoba ubiegająca się o takie świadczenie będzie potrzebowała dokumentów sprzed 20 lat. Ale tych już nie będzie – tłumaczy Strębski. I dodaje, że nie ma pewności, czy dane na kontach zakładu są kompletne.

Brak zaufania do systemu powoduje, że Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy Konfederacji Lewiatan i członek rady nadzorczej ZUS, zachęca do tworzenia prywatnych archiwów. – Na wszelki wypadek pracownicy powinni gromadzić nie tylko świadectwa pracy, lecz także raporty RMUA, gdzie jest zestawienie odprowadzanych składek. Warto także mieć w domowym archiwum informacje ZUS o stanie konta – radzi.

Zbuntowane służby

Zaproponowane zmiany nie podobają się także resortowi spraw wewnętrznych i administracji. Wiceminister Sebastian Chwałek proponuje, żeby akta osobowe oraz inna dokumentacja prowadzona przez pracodawców były przechowywane przez 30 lat. Bez względu na to kiedy, kto rozpoczął karierę zawodową. Powód? W samym resorcie pracują osoby zatrudnione na podstawie różnych przepisów, m.in. ustawy z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 1111 ze zm.) lub ustawy z 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 269 ze zm.). Co więcej – jak podkreśla MSWiA – służby finansowe i kadrowe, ustalając uprawnienia mające związek ze służbą, korzystają z dokumentacji z całego okresu zatrudnienia. W przypadku policjantów pojawiają się nawet kilkuletnie przerwy spowodowane zawieszeniem w pełnieniu służby (związane np. z postępowaniem wyjaśniającym). To zaś dodatkowo uzasadnia wprowadzenie 30-letniego okresu przechowywania akt osobowych. Więc co dalej?

– Musimy poczekać na projekt ustawy, który powinien odpowiedzieć na liczne pytania. Nie można bowiem ograniczać bezpieczeństwa przyszłych emerytów – dodaje Henryk Nakonieczny, członek Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.