Pani Barbara z Warszawy przeszła w styczniu poważną operację. Najpierw otrzymała zwolnienie lekarskie ze szpitala, które potem zostało przedłużone. Po kilku tygodniach odezwał się ZUS. Kobieta nie była zdziwiona wezwaniem na kontrolę do lekarza orzecznika. Jak podkreśla - zakład ma do tego prawo. Ale była zdumiona terminem. List dotarł do niej w piątek o godzinie 13.00. Żądano, żeby stawiła się w ten sam piątek o 12:45. Pani Barbara zadzwoniła do ZUS-u i dzięki temu, że zrobiła to natychmiast - udało jej się rozwiązać sprawę polubownie. Wyznaczono kolejny termin. Gdyby się nie udało - unieważniono by jej zwolnienie lekarskie, nie z jej winy.

List do pani Barbary został wysłany w poniedziałek. Zakładano więc, że dotrze najpóźniej we czwartek. Tak się jednak nie stało. Skrzywdzonych w ten sposób osób gazeta zna więcej. Panu Włodzimierzowi spod Warszawy unieważniono zwolnienie. Wezwanie dotarło do niego dwa dni po wyznaczonym terminie wizyty. Nic nie pomogły tłumaczenia. Co roku ZUS unieważnia kilkadziesiąt tysięcy zwolnień lekarskich. Część z powodów biurokratycznych, gdy chory nie stawi się na kontrolę.