Trybunał Konstytucyjny do godz. 8 rano w środę przerwał rozprawę, na której bada ustawę o racjonalizacji zatrudnienia w państwowych jednostkach budżetowych, która zakłada zwolnienie 10 proc. pracowników.
Publikacja: 10 maja 2011, 09:53 Aktualizacja: 10 maja 2011, 17:47
W styczniu ustawę skierował do TK prezydent Bronisław Komorowski. W swoim wniosku prezydent podniósł, że obejmuje ona m.in. urzędników mianowanych i korpus służby cywilnej - miałoby to być sprzeczne m.in. z konstytucyjną zasadą zaufania do państwa.
Inny zaskarżony przepis dotyczy nadania premierowi prawa wydania rozporządzenia, w którym może wskazać, w jakich jednostkach administracji może nie być redukcji zatrudnienia. Skarżący podnosi, że jest to sprzeczne z zasadą wyłączności ustawy, która zakłada, że najważniejsze dla funkcjonowania państwa i jego organów oraz dla obywateli sprawy powinny być regulowane wyłączenie w drodze ustawowej, a nie podrzędnych aktów normatywnych.
Uzasadniając w imieniu prezydenta wniosek radca Aleksander Proksa podkreślał, że prezydent nie jest przeciwny racjonalizacji zatrudnienia w administracji publicznej, bo ta potrzeba jest powszechnie uznawana i nie kwestionuje również wyliczeń skutków finansowych przedstawionych przez rząd.
Problemem do rozstrzygnięcia jest natomiast to, czy stan finansów publicznych może wpływać na stabilność stosunków pracy w administracji i czy metody redukcji zatrudnienia w rozpatrywanej ustawie spełniają konstytucyjne standardy - mówił Proksa. Pytał też, czy możliwe jest ustalenie minimalnych standardów przy redukcji zatrudnienia z przyczyn natury finansowej.
Sędzia Teresa Liszcz pytała Boniego, dlaczego zatrudnienie w administracji rosło nawet wtedy, gdy światowy kryzys dotarł do Polski
Przedstawiciele Sejmu i rządu podnosili z kolei, że w ustawie chodzi o ochronę dóbr konstytucyjnych, takich jak stabilność finansów publicznych i budżet państwa i ta ochrona w nadzwyczajnej sytuacji, z jaką państwo ma obecnie do czynienia, może prowadzić do ograniczenia ochrony urzędników mianowanych.
Poseł Grzegorz Karpiński argumentował, że konstytucja nie gwarantuje ciągłości pracy i każdy zatrudniony w administracji musi się liczyć z tym, że ochrona jego praw może się zmienić w związku z sytuacją społeczną. Każdy musi być gotowy na zmianę na gorsze, np. z powodu deficytu budżetowego - mówił.
Występujący w imieniu zaproszonego na rozprawę premiera minister Michał Boni podkreślał, że w sytuacji zagrożenia długiem publicznym i deficytem finansów konieczne jest wprowadzenie zasad pozwalających na oszczędności. Podkreślał, że wdrażanie ustawy pozwoliłoby na uzyskanie przy tej okazji dokładnych danych o strukturze zatrudnienia w administracji w stosunku do jej zadań. Przyznał też, że rząd nie ma obecnie na ten temat rzetelnej wiedzy.
Sędzia Teresa Liszcz pytała Boniego, dlaczego zatrudnienie w administracji rosło nawet wtedy, gdy światowy kryzys dotarł do Polski. Minister odpowiadał, że okazało się, iż rząd nie ma odpowiednich instrumentów do powstrzymania tego wzrostu i dlatego zaproponował ustawę o racjonalizacji zatrudnienia. Pytany z kolei, dlaczego ustawa ma w tytule racjonalizację, a nie redukcję zatrudnienia odparł, że zaoszczędzone dzięki zwolnieniom środki zostaną przeznaczone na podwyżki zamrożonych obecnie płac innych urzędników i to jest właśnie racjonalizacja. Tłumaczył też, że dzięki temu w kolejnych latach fundusz płac w administracji nie będzie rósł, co samo w sobie jest oszczędnością.
Cięcia etatów nie obejmą m.in. policji, straży pożarnej i granicznej oraz jednostek organizacyjnych prokuratur
Sędziowie dopytywali też m.in. o kryteria zwalniania urzędników, czego ustawa nie precyzuje, delegując tę czynność na dyrektorów poszczególnych jednostek administracji. Pytali również o kwestie ściśle proceduralne, głównie o zakres zaskarżenia.
W trakcie rozprawy zarówno skarżący, jak i przedstawiciele Sejmu i rządu przyznali, że ustawa, która miała zacząć obowiązywać od lutego br., wprowadzała sztywne ramy czasowe wdrożenia, że nawet jeśli Trybunał jej nie uchyli w całości bądź częściowo, to i tak trzeba ją będzie szybko nowelizować.
Ustawa przewiduje 10-proc. zmniejszenie zatrudnienia w administracji publicznej w stosunku do stanu zatrudnienia pod koniec drugiego kwartału 2010 r. Zatrudnienie na zmniejszonym poziomie ma obowiązywać do końca grudnia 2013 r.
Cięcia etatów nie obejmą m.in. policji, straży pożarnej i granicznej oraz jednostek organizacyjnych prokuratur.
1: WodzuAS z IP: 178.36.0.* (2011-05-10 10:47)
Za dużo na jeden i ten sam temat piszecie w Gazecie Prawnej. Nie przypominam sobie żeby GP poswięcała tyle miejsca na swoich szpaltach sprawie orzekania przez TK o niezgodności z konstytucją ustawy o dłuznikach alimentacyjnych - dotyczyło zatrzymywania praw jazdy za niepłacenie alimentów.
Czy dziennikarze zatrudnieni w GP to też wazeliniarze, którzy straszą Polaków neofaszyzmem!? Jesli tak, to p. Michnik się zrewanzuje.
2: proste z IP: 88.199.34.* (2011-05-10 13:25)
Dużo piszą bo sprawa dotyczy setek tysięcy ludzi i działania całego państwa
3: Bolek z IP: 91.199.132.* (2011-05-10 15:37)
kiedy wyrok?
4: krasnodudek z IP: 178.73.50.* (2011-05-10 18:40)
Wyrok prawdopodobnie jutro, 5 sędziów zadawało pytania w dniu dzisiejszym wiec, pozostał ich jeszcze 9.
5: Bert z IP: 79.191.166.* (2011-05-10 19:07)
Boni wije sie jak piskorz i plecie głupstwa. Rząd z pompą sam odstąpił od limitowania etatów w administracji bo mu się zdawało, że tam są przerosty i szefowie urzędów sami zaczną zwalniać, żeby podnosić zarobki. Co za idioci. Naprawdę nie mają zielonego pojęcia o obciążeniu pracą w administracji bądź co bądź rządowej, co z rozbrajającą szczerością sam autor "racjonalizacji" przyznał przed Sądem. Boni opowiada teraz bajdy, że rząd nie ma innych instrumentów, żeby zahamować zatrudnianie. A wytłumaczenie nazwania redukcji "racjonalizacją" to pure nonsense. Zwłaszcza jeśli się zauważy, że ponoć jej uzasadnieniem są oszczędności budżetowe. Ludzie, kto nami rządzi.
6: krasnodudek z IP: 178.73.50.* (2011-05-10 19:20)
Bert - na rozprawie sie załamałam jak Boni nawet nie wie jak działa administracja, spod tej ustawy wyłączyli swoje resorty. A robotnice chca wywalić.
7: gość z IP: 95.171.99.* (2011-05-10 20:13)
Dlaczego nie traktuje się wszystkich pracowników budżetówki w równy sposób? Co z zasadą równości wszystkich obywateli wobec prawa? Jeśli jest kryzys to niech każdy obywatel objęty zostanie ograniczeniami, tak jest sprawiedliwie. I w tą sprawiedliwość chcę wierzyć, ale jest to co raz trudniejsze.
8: mackiewicz z IP: 88.199.34.* (2011-05-10 20:54)
stawiam na uwalenie tego knota
ale wymówkę donek będzie miał że próbował złe siły i lobbing tych potwornych urzędasów zablokował, ale on jeszcze ...
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Zakład Ubezpieczeń Społecznych daruje właścicielom firm niektóre zaległości. Wnioski o umorzenie powinni móc składać także wspólnicy spółki.