Polska administracja centralna jest sfeminizowana. Pracuje w niej tylko 31 proc. mężczyzn.

W większości krajów należących do OECD w urzędach jest zatrudnionych od 40 do 50 proc. kobiet. Tak jest m.in. w Finlandii, Hiszpanii, Szwecji. Najwięcej mężczyzn w administracji zatrudnia Turcja – 90 proc., ale niewiele mniej Japonia i Niemcy – około 80 proc.

Zdaniem profesora Zdzisława Czajki z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, przyczyn sfeminizowania polskich urzędów jest co najmniej kilka. Jedną z nich są uwarunkowania historyczne.

– Ponieważ w czasach PRL wzrosło zapotrzebowanie na mężczyzn w przemyśle i budownictwie, to kobiety musiały zająć się pracą w urzędach – mówi Zdzisław Czajka.

Ponadto prace w przemyśle i budownictwie wymagały konkretnych kwalifikacji. Natomiast do końca lat 70., aby zostać urzędnikiem, wystarczyło mieć jedynie wykształcenie średnie.

Robert Sobiech z Uniwersytetu Warszawskiego zauważa, że administracja jest bardziej otwarta i przyjazna dla kobiet. Sektor prywatny wymaga większego zaangażowania i wysiłku, w tym dłuższych godzin pracy. Ponadto urzędy w pełni respektują uprawnienia macierzyńskie.