Dziś poznamy strategię rozwoju szkolnictwa wyższego do 2020 roku. Jej autorzy nie zalecają szybkiego wprowadzenia powszechnej odpłatności za studia. O dotacje z budżetu państwa będą konkurować zarówno uczelnie publiczne, jak i niepubliczne.
Publikacja: 3 lutego 2010, 03:00 Aktualizacja: 3 lutego 2010, 13:46
Na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego strategię przygotowało konsorcjum Ernst & Young i Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Z naszych informacji wynika, że nie przewiduje ona szybkiego wprowadzenia powszechnej odpłatności za studia. Jej autorzy proponują jednak, aby budżetowe środki na kształcenie w szkolnictwie wyższym były dzielone w drodze konkursów. Mogłyby się o nie ubiegać zarówno uczelnie publiczne, jak i niepubliczne. Ma także zmienić się system kontroli wydatkowania publicznych pieniędzy.
– Proponujemy wprowadzenie bardziej konkurencyjnego sposobu finansowania szkół wyższych – mówi Piotr Ciżkowicz z Ernst & Young.
W części konkursów będą mogły brać udział również uczelnie niepubliczne. Zgodnie z obowiązującymi przepisami uczelnie publiczne otrzymują dotację dydaktyczną niezależnie od jakości prowadzonych studiów i poziomu badań naukowych. Najwięcej funduszy otrzymują te, które kształcą najwięcej studentów. W efekcie tylko ok. 16 proc. środków budżetowych przeznaczonych na szkolnictwo wyższe rozdziela się na zasadach konkursów. W krajach przodujących w nauce jest odwrotnie. Teoretycznie najlepsze uczelnie niepubliczne mogłyby również otrzymywać dotację na studia stacjonarne, jednak minister nauki wstrzymuje się z wydaniem stosownego rozporządzenia.
Profesor Andrzej Jajszczyk z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej uważa, że ostra konkurencja w walce o środki zmusi uczelnie, przynajmniej te z ambicjami, do zatrudniania najlepszych ludzi, zdolnych do pozyskiwania grantów, a pozbywania się tych, którzy nie chcą lub nie potrafią pracować.
Zdaniem Krzysztofa Pawłowskiego, byłego rektora Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu, wprowadzenie konkurencji w ubieganiu się o budżetowe pieniądze między uczelniami spowoduje, że publiczne szkoły będą zmuszone lepiej nimi gospodarować.
Według GUS koszt jednostkowy studiów na kierunku ekonomicznym na uczelniach prywatnych jest prawie 2 tys. zł mniejszy niż na publicznych. Rektorzy uczelni publicznych podkreślają jednak, że uczelnie niepubliczne nie prowadzą badań.
1: tak z IP: 83.2.87.* (2010-02-03 09:27)
wydaje mi się , że odpłatność powinna dotyczyć wszystkich . Natomiast powinny być gradacje tj studenci z rodzin o dochodach wysokich płacą naajwięcej, mniej płacą studenci ze średnim dochodem , jeszcze mniej z niższym . Natoniast powinni być zwolnieni z opłat studenci z rodzin najbiedniejszych.Natomiast stypedia naukowe powinne być zachowane i powinne je otrzymac studenci z najwyższą oceną. Ten model jest sprawiedliwy i jest motywacyjny oraz dostarcza dodatkowe środki finansowe dla uchelni.
2: Fred z IP: 83.27.169.* (2010-02-03 10:27)
Odpłatność za studia tak ale jednocześnie stopniowe poprawianie nauki, większa dostępność kadry naukowej dla studentów, i brak pracy na 11 etatach jednocześnie jak to jest dzisiaj. Do tego bardzie rozbudowany system stypendialny.
3: ................... z IP: 80.50.233.* (2010-02-03 10:45)
3 semestry roku na zaocznych?
nierealne i niezgodne z prwem uuropejskim,bo w systemie ECTS studia to 2500 godzin na 5 lat...
zreszta uczelnie nie moga przeprowadzac studiow zaocznych...bo takowe nie istnieja w UE
4: & z IP: 78.8.128.* (2010-02-03 11:36)
@ tak
aleś Ty naiwny...
zakładam działalność + nie wykazuje dochodu = jestem biedny = moje dzieci studiują za darmo.
jestem zatrudniony na etacie + nie łapie się na zapewne głodowo (abstrakcyjnie) ustalone limity (podobnie jak limity przy stypendium socjlalnym) = muszę płacić za studia
extra sprawiedliwość
5: za darmo z IP: 81.219.4.* (2010-02-03 11:37)
pierwsze studia powinny być za darmo...
6: pozdro z IP: 83.14.75.* (2010-02-03 14:53)
a mnie zastanawia po co studiowac na prywatnych szkolach wyzszych czegos tam i czegos jeszcze?
Absolwenci tych szkol sa traktowani na poziomie ludzi z matura. Nikt nie szanuje takich dyplomow.
Wszyscy doskonale wiedza, ze liczy sie tylko dyplom 5 letnich studiow magisterskich, ukonczonych w trybie dziennym na uczelni publicznej.
Reszta to sprzedawanie papierkow, na ktorych kazdy pracodawca juz dawno sie poznal.
Prosze popytac znajomych jakie kariery sie robi po takich studiach - zmywak w Irlandii, kasa w Tesco itp.
7: ArnoldUPR z IP: 78.8.16.* (2010-02-03 16:32)
do nr 6: piszesz bzdury. nie ma znaczenia czy mgr jest ze szkoly publicznej czy niepublicznej. wazne zeby mial jakies kwalifikacje i checi do roboty. owszem jesli konczy sie jakas renomowana uczelnie panstwowa to na pewno latwiej mu znalezc robote ale tych uczelni mamy w polsce ledwie kilka...
8: kus z IP: 79.187.100.* (2010-02-03 19:19)
Fakt przy przyjęciu do pracy dyplom uczelni ma znaczenie. W trakcie pracy to już tylko wyniki. Najlepiej jak pracownik uzupełnia wykształcenie w trakcie pracy, jak jest ambitny to bardzo duży zysk.

Narodowy Fundusz Zdrowia teoretycznie umożliwia przesłanie wniosków o europejską kartę ubezpieczenia zdrowotnego drogą elektroniczną. Tyle że odpadają te, na których brakuje... własnoręcznego podpisu.
Na jaką partię oddałbyś/oddałabyś głos, gdyby wybory odbywały się dzisiaj?