Dostawcy produktów i usług medycznych nie mogą ignorować płynności finansowej szpitali publicznych, bo to ich główni odbiorcy. Rozbieżności pomiędzy wydatkami a przychodami tych placówek prowadzą w konsekwencji do kredytowania ich bieżącej działalności poprzez powstawanie wymagalnych zobowiązań wobec dostawców - mówi Witold Bartniak, dyrektor ds. Marketingu i Rozwoju Firm Magellan.

Zapłata za pół roku

Analitycy rynku zwracają jednak uwagę na duże zróżnicowanie w terminowości realizacji płatności w zależności od branży dostawcy, u którego powstała należność, oraz od rodzaju szpitala. Najdłuższe opóźnienia występują wobec dostawców farmaceutyków, najkrótsze w stosunku do dostawców mediów. Uwzględniając rodzaj szpitala, najlepszymi płatnikami są klinicznie i wysokospecjalistyczne placówki, a najgorszymi małe powiatowe, które mają największe problemy z płynnością finansową.

Średni termin zapłaty udzielany szpitalom wynosi 75 dni. Jest on prawie trzy tygodnie dłuższy niż udzielany hurtowniom przez producentów. Mimo to szpitale płacą po tym terminie około 117 dni. Łącznie więc okres kredytowania szpitali wynosi około 194 dni, czyli ponad pół roku - wynika z analizy należności prowadzonej przez Euler Hermes Zarządzanie Ryzykiem.

Nie powinna zatem dziwić opinia, że tzw. moralność płatnicza szpitali publicznych jest bliska zeru - dodaje Grzegorz Błachnio z Euler Hermes Zarządzanie Ryzykiem.

Z jednej strony, taką sytuację powoduje specyfika mechanizmu finansowania publicznej opieki medycznej. Z drugiej zaś strony, brak wykorzystania możliwości finansowania bieżącej działalności, jakie oferuje rynek.

Zobowiązania wymagalne stanowią ponad 70 proc. łącznej wartości zobowiązań szpitali publicznych. Pozostała ich część jest kredytowana przez banki (16 proc.) i instytucje pozabankowe (12 proc.) - wynika z raportu TNS OBOP.

Najszybciej rosną koszty

Obecnie w Polsce funkcjonują 1672 publiczne placówki ochrony zdrowia. Najwięcej z nich znajduje się w woj. mazowieckim, śląskim, dolnośląskim oraz małopolskim. W ubiegłym roku przyjęły one średnio ponad 15,5 tys. pacjentów, co oznacza, że leczyły o 2,5 proc. pacjentów więcej niż rok wcześniej. W związku z tym także dostawcy przewidują wzrost zapotrzebowania na oferowane przez nich produkty i usługi.

Ponad połowa dyrektorów badanych szpitali uważa, że taka tendencja utrzyma się, a zmiany te spowodują wzrost kosztów utrzymania szpitali. Choć przychody szpitali rosną od 2005 roku, to ich dynamika jest coraz niższa. W opinii ekspertów będą one rosły, jednak wolniej niż koszty, co będzie powodować coraz większe zadłużenie. Istotne jest też, że placówki niepubliczne, których jest coraz więcej, będą odbierać pacjentów placówkom publicznym. Zwłaszcza zamożniejszych, głównie w przypadku zabiegów tzw. chirurgii jednego dnia. Jednak większe i bardziej kosztowne zabiegi oraz hospitalizacja nadal będzie się odbywać w publicznych placówkach medycznych.

Zadłużenie szpitali stanowi ponad 95 proc. zadłużenia wszystkich samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej.

- Wysokie zobowiązania podmiotów w tym sektorze pokazują, iż nadal jest to ciekawa grupa docelowa dla banków i innych pożyczkodawców, jednak ze względu na dużą liczbę podmiotów, które są w złej sytuacji ekonomicznej, mogą się one okazać obarczone wysokim ryzykiem. stąd też taka współpraca wymaga szczególnie fachowej znajomości branży medycznej oraz możliwości rynku finansowego - mówi Marcin Gieros, kierownik ds. marketingu i sprzedaży Infocredit.

194 dni czyli ponad pół roku czekają dostawcy leków i urządzeń medycznych na zapłatę przez publiczne szpitale