Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) proponowała, by rozszerzyć kryteria przymusowego przyjęcia do szpitala psychiatrycznego w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego. Chciała, by środek ten można było zastosować wobec osób, których zachowanie zagraża bezpośrednio ich życiu lub zdrowiu ich (lub innych osób), ale nie ujawniają one znamion choroby psychicznej; wystarczą „zaburzenia psychiczne spowodowane nadużywaniem alkoholu lub innych substancji psychoaktywnych”.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Psychiatrzy kategorycznie na nie

Pomysł ten oburzył psychiatrów. Zgodnie skrytykowały go Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, Rada ds. Zdrowia Psychicznego, Stowarzyszenie Oddziałów Psychiatrycznych Szpitali Ogólnych, Konsultant Krajowy w dziedzinie psychiatrii oraz dyrektor Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

– Po tej nowelizacji każde upicie się spełniałoby kryteria przyjęcia do szpitala psychiatrycznego. Przejęłyby one funkcję izby wytrzeźwień – mówi Marek Balicki, były minister zdrowia, szef Wolskiego Centrum Zdrowia Psychicznego w Warszawie i prezes Stowarzyszenia Oddziałów Psychiatrycznych Szpitali Ogólnych.

Wobec negatywnej opinii psychiatrów propozycja PARPA nie została skierowana do dalszych prac legislacyjnych – poinformował nas resort zdrowia. To jednak oznacza, że problem, któremu chciała zaradzić agencja, pozostanie wciąż nierozwiązany.

PARPA ma swoje racje

Krzysztof Brzózka, dyrektor PARPA, twierdzi, że środowisko psychiatrów błędnie zinterpretowało tę propozycję. Nie chodzi bowiem o kierowanie do szpitali wszystkich osób pod wpływem alkoholu, ale o wąskie grono tych, którzy piciem zagrażają swojemu życiu.

– Psychiatrzy przyjmują do szpitali – i taki jest przepis w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego – pacjentów, którzy mają chorobę alkoholową i objawy psychotyczne. Jednak nie wszyscy, którzy piją ogromne ilości alkoholu, mają te objawy. Takie osoby nie są objęte żadną opieką, nawet gdy piją w sposób zagrażający życiu. Jest w Polsce grupa ludzi – tysiąc, może półtora tysiąca rocznie – która popełnia samobójstwo za pomocą alkoholu i nie ma żadnej opieki prawnej – tłumaczy szef PARPA.

– Proponuję takie porównanie: dla potencjalnego samobójcy, który staje na krawędzi dachu, uruchamia się wszystkie służby państwowe, a nikt się nie interesuje takim, który nie ma nawet siły wejść na dach, a widać, że doprowadzi się piciem do śmierci – dodaje.

Jego zdaniem teraz nie ma miejsc, gdzie można pod nadzorem i w zgodzie z obowiązującym prawem przerwać takim osobom ciąg alkoholowy i motywować ich do zmiany postępowania.

Wskazuje, że miejscem dla takich osób nie są izby wytrzeźwień. Po pierwsze dlatego, że aby tam trafić, trzeba wejść w konflikt z otoczeniem, a w tym przypadku mowa o ludziach, którzy często nikomu nie wadzą. Po drugie – pobyt na izbie jest krótkotrwały.

Zagrożenie dla pacjentów

Psychiatrzy przekonywali, że nie można zaakceptować pozbawiania wolności w szpitalu osób odurzonych alkoholem lub substancjami psychoaktywnymi, które z tego powodu mogą ujawniać jakieś zaburzenia psychiczne, ale niekoniecznie spełniające kryteria choroby (zaburzeń psychotycznych). Dziś przepisy są tak skonstruowane, że chronią podmiotowość chorych, zapewniając, że ograniczenie wolności jest możliwe tylko wtedy, gdy ich zachowanie stwarza bezpośrednie i wąsko zakreślone przesłanki zagrożenia.

– W chorobie psychicznej pozbawienie wolności czy naruszenie nietykalności bywają uzasadnione. W sytuacji wprowadzenia się w stan upicia alkoholowego – nie. Przyjęcie na oddział bez zgody pacjenta jest możliwe w przypadku osób, które nie ponoszą odpowiedzialności za swoje zachowanie. A nie można tego powiedzieć o osobach, które się upijają – podkreśla Marek Balicki.

Jego zdaniem w takim wypadku szpitale psychiatryczne przestałyby pełnić funkcje lecznicze, a zajmowałyby się kontrolą zachowań, czyli tym, co jest w gestii izb wytrzeźwień i policji. A to by naruszało prawa innych pacjentów.

– To wymaga rozwiązania, ale na pewno nie jest nim przyjmowanie osób pod wpływem alkoholu na oddziały psychiatryczne – kwituje Marek Balicki.