A trzeba pamiętać, że oczekiwanie na opinię przez kilka miesięcy nie jest u nas niczym nadzwyczajnym.

Są obszary, w których problem z biegłymi jest szczególne dotkliwy. Chodzi o sprawy z zakresu ubezpieczeń społecznych. W wielu z nich, np. gdy chodzi o przyznanie renty z tytułu niezdolności do pracy, rozstrzygnięcie nie jest możliwe bez udziału lekarza, który zweryfikuje prawidłowość ustaleń lekarzy orzeczników dokonanych na etapie postępowania przed ZUS. W tego typu sprawach niejednokrotnie na opinię biegłego czeka się już nie kilka miesięcy, a rok, a nawet dwa lata. Dlaczego tak się dzieje? Otóż dla lekarza bycie biegłym sądowym to ani fucha (bo wynagrodzenia nie zachęcają), ani też żadna przyjemność (bo są wystawieni na krytykę ich opinii).

W efekcie tych, którzy się na to decydują, zarzuca się ogromną liczbą zleceń. Bywają przypadki, gdy w jednym czasie biegły otrzymuje ich kilkadziesiąt czy nawet kilkaset (oczywiście w ogromnej większości odmawia). Tymczasem brak biegłych w sprawach ubezpieczeniowych uderza w najsłabszych i pogłębia tragedie życiowe osób, które przychodzą do sądu z nadzieją na podważenie niekorzystnej dla nich decyzji organu rentowego. Z reguły bowiem świadczenia z ZUS to dla nich źródło utrzymania, a wobec restrykcyjnego podejścia organu muszą się o nie upominać przed sądem. Finał ciągnących się postępowań jest taki, że albo wypłata świadczeń jest znacząco opóźniona, albo – np. z uwagi na zły stan zdrowia – osoby zainteresowane same rezygnują z dochodzenia sprawiedliwości przed sądem. Co ciekawe, z powodu braku biegłych traci również ZUS, któremu przez długi czas oczekiwania na rozpatrzenie sprawy rosną odsetki od świadczeń, które będzie musiał wypłacić, gdy sąd nie zgodzi się z jego decyzją.

ZAINTERESOWAŁ CIĘ TEN TEMAT? CZYTAJ WIĘCEJ W TYGODNIKU E-DGP >>