Zmiana rządu nie oznacza dla oszczędzających w pracowniczych planach kapitałowych (PPK) zagrożenia dla ich pieniędzy. Są one prywatne, gwarancje bezpieczeństwa w systemie są mocne. Co więcej, nowemu gabinetowi powinno zależeć na budowie dodatkowego, prywatnego filaru oszczędności emerytalnych.

W pracowniczych planach kapitałowych oszczędza już ok. 3,4 mln Polaków. Aktywa w systemie zbliżają się do 21 mld zł. Przed wdrożeniem PPK długoterminowo oszczędzało – na indywidualnych kontach emerytalnych (IKE), na indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) oraz w pracowniczych programach emerytalnych (PPE) – ok. 1 mln osób. Po jego uruchomieniu, także dzięki 100-proc. wzrostowi liczby uczestników PPE, ta liczba poszybowała do ok. 4,5 mln. Ten system dodatkowego oszczędzania na jesień życia nam się udał.

Niemożliwy scenariusz

Obecnie oszczędzający w PPK mogą się czuć nieco zaniepokojeni tym, czy nowy rząd nie będzie chciał likwidacji tego programu lub nawet nie pokusi się o nacjonalizację znajdujących się w PPK pieniędzy. Zwłaszcza że będzie on zbliżony pod względem udziału partii politycznych do tego, który 10 lat temu znacjonalizował pieniądze w Otwartych Funduszach Emerytalnych (OFE).

Taki scenariusz jest praktycznie niemożliwy z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze, od strony formalnej byłaby to nacjonalizacja prywatnej własności – trudna do wyobrażenia. Po drugie, każdemu rządowi powinno zależeć na budowie dodatkowych, długoterminowych oszczędności emerytalnych. Po trzecie wreszcie, w PPK istnieje dla oszczędzających praktyczne zabezpieczenie ucieczki z systemu z pieniędzmi w sytuacji zagrożenia ich bezpieczeństwa.

PPK to nie OFE

Zacznijmy od kwestii formalnych. Artykuł 3 ust. 2 ustawy o PPK (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 46 ze zm.) mówi jasno, że środki zgromadzone w PPK „stanowią prywatną własność uczestnika”. Ktoś może powiedzieć, że ustawę można zmienić. Być może. Ale konsekwencją takiego przepisu ustawowego jest jasność charakteru oszczędności i wynikające zeń konsekwencje prawne, np. możliwość dochodzenia roszczeń przed sądem. Rząd, nie łamiąc prawa własności, nie może więc po prostu tych środków znacjonalizować.

Ktoś może znów argumentować, że z OFE tak zrobił. To ważki argument, ale sytuacja w OFE była zgoła odmienna. Od samego początku jego istnienia był spór o charakter tych pieniędzy, rozstrzygnięty wreszcie w 2015 r. przez Trybunał Konstytucyjny. Ten wskazał, że są to środki publiczne. Wynikało to z tego, że w 1999 r., gdy wdrażano reformę emerytalną i powoływano do życia OFE, podzielono tylko składkę emerytalną ZUS. Z całych niemal 20 proc. pensji, które stanowią tę składkę, 7,3 proc. poszło do OFE, a 12,22 proc. zostawało w ZUS. Nie było tu zatem mowy o nowych pieniądzach – płaconych bezpośrednio z naszej pensji do OFE czy z kieszeni pracodawców jak w przypadku PPK. To był tylko nowy podział płaconej już wcześniej składki do ZUS.

Oczywiście wiele osób podnosi, że rząd złamał dawaną wcześniej Polakom obietnicę, że to są ich własne pieniądze. Tak od strony wizerunkowej było. W trakcie wdrażania OFE mówiono Polakom, że OFE są ich prywatną własnością, dano im np. prawo do dziedziczenia tych pieniędzy (takiego prawa nie było w ZUS), co przemawiało za takim przekonaniem. Sprawa była jednak od początku dyskusyjna.

W PPK takiej przestrzeni do dyskusji nie ma. Ustawa o PPK jednoznacznie określa charakter wpłat – to są prywatne pieniądze uczestników PPK z ich pensji netto oraz prywatne pieniądze ich pracodawców. Gdyby wyobrazić sobie nacjonalizację pieniędzy w PPK, równie dobrze można by wyobrazić sobie zabór przez rząd naszych mieszkań czy samochodów.

II filar ratuje też… rząd

Powszechnie wiadomo – dane te prezentuje ZUS – że świadczenia z systemu publicznego będą maleć w stosunku do pensji. Tak zwana stopa zastąpienia, obrazująca tę relację, zmaleje z ok. 50 proc. obecnie do ok. 25 proc. za 30–40 lat. To głównie efekt reformy emerytalnej z 1999 r., gdy przeszliśmy na wyliczenia emerytury zarówno według zgromadzonego kapitału, jak i zachodzących procesów demograficznych.

Dlatego bardzo ważnym dopełnieniem emerytury z systemu publicznego powinno być świadczenie odkładane na własną rękę przez obywateli. Od samego początku były też podejmowane próby zachęcania Polaków do takiego oszczędzania. Już w 1999 r. wdrożono PPE, potem, na początku lat dwutysięcznych, IKE i wreszcie w 2012 r. IKZE. Średnio się to udawało, bo do czasu PPK osób tam odkładających było ok. 1 mln.

Dopiero PPK przełamało tę niemoc i od 2019 r. ta liczba urosła przeszło czterokrotnie. Trudno zatem na poziomie racjonalnej dyskusji znaleźć argument za likwidacją tego systemu oszczędzania. Broni go też rzesza niemal 3,4 mln osób, które w PPK oszczędzają. To się opłaca rządowi, bo zmniejsza przyszłe napięcia społeczne związane z niskimi świadczeniami z systemu publicznego i buduje rodzimy kapitał.

Dodatkowym argumentem jest tutajsytuacja na naszym rynku kapitałowym. Duża część aktywów PPK jest zainwestowana na rodzimej giełdzie, a inwestorzy kalkulują przy wycenach spółek stały napływ tych pieniędzy. Gdyby rząd podjął decyzję o zamknięciu systemu PPK, zaszkodziłby nie tylko parkietowi, lecz także ogromnej rzeszy notowanych tam spółek. A to byłaby już szkoda w realnej gospodarce.

Szybka wypłata na konto

Istnieje wreszcie w PPK praktyczny system zabezpieczenia tych pieniędzy. Mimo że podstawowym celem programu PPK jest budowa oszczędności na emeryturę, ustawa daje uczestnikowi PPK dostęp do nich w każdej chwili. Może on np. – przed ukończeniem 60 lat – dokonać zwrotu zgromadzonych na rachunku PPK środków. I może to zrobić w bardzo prosty sposób. Często wystarczy jeden klik w systemie transakcyjnym instytucji finansowej, aby przelała zgromadzone środki na rachunek bankowy uczestnika. I, jak pokazuje praktyka, to działa. Jest już trochę osób, które takich zwrotów dokonały.

Gdyby zatem jakiemuś rządowi przyszło do głowy majstrowanie przy PPK, może się spodziewać szybkiego wycofania zgromadzonych tam środków. A to oznaczałoby nie tylko załamanie giełdy, lecz także faktyczny brak pieniędzy, po które rząd chciałby ewentualnie sięgnąć.

PPK, jak każdy system oszczędzania, potrzebuje stabilizacji i spokojnego rozwoju. Nie można też wykluczyć jego racjonalnych korekt. Ale najważniejsza jest stabilność, której efektem powinno być nabieranie zaufania do niego przez coraz więcej osób. Wielką wartością tego programu jest jego atrakcyjność dla oszczędzających i systemowo wbudowane bezpieczeństwo gromadzonych przez uczestników PPK środków.

Można się spodziewać, że podobnie będzie myślał każdy przyszły rząd. Gdyby bowiem komuś przyszło do głowy przejęcie tych oszczędności, to nie tylko złamie prawo, obietnicę, umowę społeczną i narazi się na odszkodowawcze procesy, lecz także na dekady może się pożegnać z myślą, że Polaków uda się przekonać do jakiegokolwiek systemu dodatkowego długoterminowego oszczędzania. ©℗