W oczekiwaniu na podpis prezydenta już teraz pracodawcy muszą m.in. zmieniać harmonogramy pracy. W niektórych przypadkach mogą pojawić się wątpliwości, czy mają do tego podstawę prawną.

Zgodnie z nowelizacją ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz niektóre inne dni (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 158; dalej: nowelizacja), przyjętą już przez Sejm i Senat, zakupów nie zrobimy w niedzielę 24 grudnia. W zamian sklepy będą jednak otwarte 10 grudnia (również 17 grudnia – co wynika już z aktualnego brzmienia przepisów). Podczas prac nad projektem sejmowi legislatorzy mieli wątpliwości, czy do ustawy nie należy wprowadzić przepisów przejściowych ze względu na regulacje kodeksu pracy (k.p.) dotyczące terminu na przedstawienie pracownikom rozkładu pracy z odpowiednim wyprzedzeniem. Ustawodawca się na to nie zdecydował. W ocenie ekspertów podstawą do zmiany harmonogramów będzie sama znowelizowana ustawa lub przepisy wewnątrzzakładowe zakładające taką konieczność ze względów niezależnych od pracodawcy.

Zmiana harmonogramu nieuregulowana…

Podczas posiedzenia sejmowej komisji gospodarki i rozwoju przedstawiciel Biura Legislacyjnego zwrócił uwagę, że art. 129 par. 3 k.p. nakazuje przekazanie pracownikowi rozkładu czasu pracy (harmonogramu) co najmniej na tydzień przed rozpoczęciem pracy w okresie, na który został sporządzony ten rozkład. Eksperci podkreślają, że k.p. wprawdzie wskazuje wprost termin na przekazanie harmonogramu na kolejny miesiąc, ale nie reguluje jego zmiany.

– Pracownicy zatrudnieni w handlu powinni już byli dostać swoje harmonogramy na grudzień, a nowelizacja dotycząca niedziel handlowych spowoduje konieczność ich zmiany. Stąd, warto byłoby wprowadzić przepisy przejściowe, które wprost tę kwestię regulują. Natomiast brak takich przepisów przejściowych nie spowoduje, że pracodawcy pozostaną na lodzie – komentuje Karolina Schiffter, partner w PCS Paruch Chruściel Schiffter Stępień Kanclerz | Littler.

…ale możliwa

W pierwszej kolejności z pomocą pracodawcy mogą przyjść przepisy wewnątrzzakładowe, określające zmianę rozkładu czasu pracy. Jeśli jednak regulamin pracy tego nie przewiduje, to na jego zmianę przed 10 grudnia jest już za późno – dokument wchodzi w życie w ciągu dwóch tygodni od dnia podania go do wiadomości pracowników. To też nie musi jednak oznaczać jeszcze kłopotów dla pracodawcy. Jednostronną zmianę rozkładu czasu pracy dopuszcza również Państwowa Inspekcja Pracy (PIP), która wypowiedziała się na ten temat w piśmie z 6 kwietnia 2009 r. (GPP-417-4560-19/09/PE/RP). Wskazano w nim, że zmiany są możliwe w sytuacjach określonych w zakładowych źródłach prawa pracy oraz w kodeksie pracy. Według mec. Karoliny Schiffter stanowisko PIP – mimo upływu prawie 15 lat i zmian przepisów w zakresie czasu pracy – zachowuje aktualność i należy interpretować je szeroko.

– W mojej ocenie intencja PIP była tutaj szersza, tj. uznanie, że dla zmiany rozkładu konieczna jest podstawa prawna znajdująca się np. w regulaminie pracy albo w przepisach powszechnie obowiązujących, aby zapobiec arbitralnym zmianom harmonogramów przez pracodawców. Nowelizacja jest szczególną okolicznością i tworzy podstawę prawną do zmiany rozkładów czasu pracy. Nie ma przy tym znaczenia, czy pracodawca ma wewnętrzne regulacje dotyczące zmiany rozkładów, bo akurat te zmiany są wymuszone przez ustawodawcę – podkreśla ekspertka.

Tak samo przepisy interpretuje mec. Małgorzata Małecka z Kancelarii Prawa Pracy. – Zmiana przepisów pozwala pracodawcom na modyfikację rozkładów czasu pracy. Gdyby interpretować kodeks pracy literalnie i nie dopuszczać takiej możliwości z przyczyn niedotyczących pracodawców, mogłoby to doprowadzić do narażenia istotnych interesów pracodawców, do ochrony których mają oni prawo. Należy także mieć na uwadze, że pracownik ma obowiązek stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy – podkreśla prawniczka.

Nie ma na co czekać

Chociaż nowelizacja nie została jeszcze podpisana przez prezydenta – wejdzie w życie z dniem następującym po dniu ogłoszenia – to właściciele sklepów, a przede wszystkim duże sieci handlowe już teraz muszą przygotowywać się do handlu w najbliższą niedzielę. Ci przedsiębiorcy, których regulaminy pracy nie przewidują dziś odpowiednich zmian w harmonogramach, żeby zdążyć ze wszystkimi procedurami, muszą więc działać jeszcze przed formalnym uzyskaniem do tego podstawy prawnej.

– To skomplikowane procesy, które wymagają wcześniejszych przygotowań. Chodzi przede wszystkim o zatowarowanie – zapewnienie produktów na półkach 10 grudnia, cały ciąg logistyczny i zmianę grafików dla pracowników. Mamy bardzo mało czasu i to ogromne wyzwanie dla handlu – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Chociaż branża postulowała już w połowie roku przełożenie niedzieli handlowej z Wigilii na 10 grudnia, to rząd rozpoczął procedowanie swojej wersji ustawy dopiero w listopadzie. Zakładała ona otwarcie tego dnia sklepów, ale tylko do godz. 14 – podobnie jak co do zasady zostało to określone dla handlu 24 grudnia (pisaliśmy o tym szerzej w artykule „Wigilia bez handlu? Rząd wywołał chaos”, DGP nr 219/2023). Ostatecznie nowa większość parlamentarna zdecydowała inaczej.

– Z jednej strony jest to wyjście naprzeciw oczekiwaniom pracowników, z drugiej odpowiedź na potrzeby konsumentów, którym stwarzamy możliwość zrobienia zakupów przed świętami w dwie niedziele przedświąteczne w pełnym wymiarze godzinowym – ocenia Renata Juszkiewicz.©℗

Niedziele handlowe / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe