Sezon grypowy bywa nieubłagany. Załóżmy więc taką sytuację: w styczniu i lutym pracownik chorował łącznie 33 dni, a tym samym wykorzystał okres pobierania wynagrodzenia chorobowego. W marcu grypa znowu uderzyła – wydawałoby się, że ze zdwojoną siłą. Ostatecznie choroba trwała 4 dni, a zwolnienie od pracy opiewa na 2 tygodnie. Oczywiście w takiej sytuacji wielu z nas zdecydowałaby się odpocząć przez okres, który pozostał do końca zwolnienia, ale znajdą się i tacy, którzy będą chcieli wrócić do pracy, np. ze względów finansowych. Przyjmijmy więc, że chęcią powrotu do pracy pała nasz pracownik. Idzie do lekarza, a ten potwierdza, że pacjent jest zdrowy. Zatrudniony wraca do pracy, pracodawca powiadamia ZUS, a ten... zabiera pracownikowi zasiłek za cały okres choroby.
To bynajmniej nie jest zły sen. Tak właśnie wygląda praktyka ZUS, w sytuacji gdy ubezpieczony rezygnuje z wykorzystani części zwolnienia. Decyzja organu rentowego o zwrocie całości zasiłku to kuriozum – choć jednocześnie przyznać należy, że wynika z – delikatnie rzecz ujmując – niedostatków ustawowej regulacji. Przepisy nie przewidują bowiem trybu, w którym zwolnienie mogłoby w prosty sposób zostać częściowo anulowane. Z praktycznego punktu widzenia trudno jednak w takim podejściu doszukać się jakichkolwiek plusów. Jest ono szkodliwe zarówno dla pracowników (zniechęca ich do powrotu do pracy), jak i pracodawców (pozbawia ich kadr i zmniejsza wydajność osób zastępujących nieobecnych). Za czas pobierania zasiłków organ rentowy nie otrzymuje też składek na ubezpieczenia społeczne (gdyby pracownik wrócił do pracy, byłyby one naliczane od jego wynagrodzenia), ale kalkulacja ZUS wydaje się prosta – rzeczywiście w niektórych sytuacjach zwrot zasiłku bardziej mu się opłaca niż wpływy z tytułu składek. Ale tylko w niektórych.
Reklama

Reklama
Negatywne skutki podejścia ZUS dostrzegł też zapewne Sąd Najwyższy, który w uchwale z 17 lutego przesądził, że w razie wcześniejszego powrotu zatrudnionego do pracy ZUS nie ma prawa odebrać mu zasiłku za okres choroby. Ale czy stanowcze stwierdzenie SN wpłynie na zmianę praktyki organu rentowego? Na ten temat wypowiadają się nasi eksperci w pierwszej części opracowania.
W drugiej zaś omawiamy jeszcze jedną uchwałę Sądu Najwyższego, która zapadła w ubiegłym miesiącu (2 lutego) i ma znaczenie dla chorowitych pracowników oraz ich pracodawców. SN odniósł się w niej do zasady obniżania składki zdrowotnej do wysokości zaliczki na podatek dochodowy. Uchwała dotyczy m.in. zatrudnionych, którzy przez większą część miesiąca chorują i pobierają zasiłek, a pracują tylko przez niewielki jego ułamek. W ich przypadku może się bowiem okazać, że zaliczka na PIT od wynagrodzenia za pracę będzie bardzo niska – nawet zerowa. SN przesądził, że w takiej sytuacji również składka zdrowotna od wynagrodzenia ma być opłacana w takiej samej wysokości (adekwatnie – może jej nie być w ogóle). I nie ma tu znaczenia, że w danym miesiącu zatrudniony otrzymał jeszcze jeden przychód – zasiłek chorobowy. Ten nie podlega bowiem oskładkowaniu, a wobec tego nie może być brany pod uwagę przy ustalaniu składki zdrowotnej. Tu również SN orzekł nie po myśli ZUS, który uważał do tej pory, że zaliczki na PIT od wynagrodzenia i zasiłku należy sumować i do nich łącznie przyrównywać wysokość składki zdrowotnej (co zmniejszało szanse na to, że okaże się ona wyższa od zaliczki i będzie podlegać obniżeniu). Wskazujemy więc, jaki wpływ ma uchwała SN na rozliczenia płacowe i ostateczną wysokość wynagrodzeń pracowników.