Niektóre szkoły wyższe i instytuty zdecydowały się na złożenie skarg do sądu administracyjnego w sprawie przyznanej przez ministra nauki oceny ich dorobku naukowego. Większość jednak, mimo licznych zastrzeżeń do przebiegu i zasad ewaluacji, zrezygnowała z drogi sądowej.

Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Wrocławski, Instytut Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk – m.in. te placówki zaskarżyły do wojewódzkiego sądu administracyjnego decyzje o przyznanej kategorii za poziom prowadzonych badań naukowych (patrz: infografika).

– Mimo wielu uwag do przebiegu ewaluacji, w trakcie której resort oceniał uczelnie i instytuty, niewiele z nich jednak zdecydowało się złożyć skargę do sądu. Wynika to z tego, że sprawy te ciągną się w sądach latami, tymczasem pozytywne rozstrzygnięcie, poza satysfakcją z wygranej, nie zawsze przynosi korzyść dla uczelni – mówi prof. Piotr Stec z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego.

Obowiązkowa ewaluacja

Z ustawy z 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 742 ze zm.) wynika, że uczelnie i instytuty co cztery lata są poddawane ocenie poziomu prowadzonych badań naukowych, czyli ewaluacji jakości działalności naukowej. Na podstawie tej oceny, przeprowadzonej przez Komisję Ewaluacji Nauki (KEN), minister nauki przyznaje placówkom kategorie (od najwyższej A+ do najniższej – C). Od przyznanej noty jest uzależnione prawo do nadawania stopni naukowych, do prowadzenia studiów oraz finansowanie.

Pierwsza ewaluacja wyjątkowo, z uwagi na pandemię, objęła pięcioletni okres – lata 2017–2021 i została przeprowadzona w 2022 r., a jej ostateczne wyniki poznaliśmy dopiero w tym roku. W ramach ewaluacji minister przyznał 1145 ocen. Uczelnie miały mnóstwo zastrzeżeń do jej przebiegu – aż 583 zwróciło się do ministra o ponowne rozpatrzenie sprawy. Resort nauki uznał wówczas większość uwag i podwyższył oceny w 294 przypadkach. Tym, które nadal nie zgadzały się z notą od ministra, pozostała już tylko droga sądowa. Skorzystali z niej nieliczni. Z wyliczeń Ministerstwa Edukacji i Nauki wynika, że liczba skarg do wojewódzkiego sądu administracyjnego na decyzje w sprawie przyznania oceny dotyczy tylko 2 proc. wszystkich wydanych decyzji administracyjnych w tej sprawie.

Skandaliczne modyfikacje

– Chodzi o zasady. Zdecydowaliśmy się na wniesienie skargi, ponieważ chcemy, aby sąd administracyjny skontrolował prawidłowość wydanej decyzji i procedury ewaluacji – wyjaśnia prof. Jerzy Pisuliński, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, który nie zgadza się z przyznaną oceną A dla nauk prawnych. – Uważam, że zasadniczą wadą zeszłorocznej ewaluacji były zmiany przepisów, według których została przeprowadzona, wprowadzane już w trakcie trwania oceny. Skandaliczne były też modyfikacje wykazu czasopism (na podstawie którego przyznawane są punkty dla ocenianej placówki), zwłaszcza że ministerstwo dokonywało ich pod sam koniec okresu ewaluacji z mocą wsteczną bez wystarczającego uzasadnienia – mówi. W skardze wydział wskazuje m.in. też, że punktacja polskich czasopism prawniczych jest odwrotnie proporcjonalna do ich znaczenia.

– Publikacje w czasopismach o najwyższej liczbie punktów w wykazie są nierzadko wielokrotnie rzadziej cytowane niż publikacje w czasopismach o znacznie niższej liczbie punktów, w których proces recenzyjny jest bardziej surowy, a liczba odrzucanych tekstów stosunkowo duża – tłumaczy prof. Jerzy Pisuliński. Zdaniem profesora decyzje wydane przez ministra są wadliwe także z tego względu, że zostały oparte na uchwałach KEN niedostępnych dla stron postępowania.

– Przykładem nietransparentności procedury ewaluacji był fakt, że uchwały podejmowane przez KEN nie były jawne, a na ich podstawie minister wydawał swoje decyzje. Gdy niezwłocznie po otrzymaniu decyzji ewaluacyjnej w trybie dostępu do informacji publicznej zwróciłem się o ich udostępnienie, ministerstwo przedłużyło czas na ich przekazanie i otrzymałem je dwa dni po upływie terminu do złożenia odwołania. Nie sądzę, że był to przypadek – uważa prof. Pisuliński.

Zrezygnowane uczelnie

Mimo zastrzeżeń do przebiegu ewaluacji na skargę do sądu nie zdecydował się Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk.

– Nie zaskarżaliśmy przyznanych kategorii naukowych, co nie oznacza, iż uważamy, że ewaluacja została przeprowadzona uczciwie – mówi wprost prof. Elżbieta Wilk-Woźniak, dyrektor IOP PAN. I wylicza podobne uwagi do tych wskazywanych przez osoby, które zdecydowały się na skargę, czyli m.in. zmiany na listach czasopism, punktację nie zawsze zgodną z jakością i renomą czasopisma, wprowadzenie zmian zasad ewaluacji i eksperymentowanie na „żywym organizmie” w trakcie okresu ocenianego oraz indywidualne podnoszenie ocen przez ministra, jeśli jednoosobowo uznał to za stosowne.

– Szczerze mówiąc, zarówno ja, jak i pracownicy jesteśmy zmęczeni ewaluacją, ciągłymi zmianami, niedopowiedzeniami, niedopracowaniem systemu, ręcznym sterowaniem, przymykaniem oczu na „kreatywne” podejście do zasad, punktozą, brakiem stabilności, bezsensownym liczeniem punkcików zamiast zajęciem się prawdziwą nauką, brakiem finansowania i traktowania nas (Instytutów Polskiej Akademii Nauk) jak bękartów nauki – mówi prof. Elżbieta Wilk-Woźniak.

Na skargę nie zdecydował się też m.in. Instytut Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.

– Rozważaliśmy złożenie skargi do WSA w Warszawie w sprawie przyznania instytutowi kategorii B+ z politologii – przyznaje Maciej Łuczak, radca prawny, ISP Polskiej Akademii Nauk. Dyrekcja instytutu uznała, że wkroczenie na drogę postępowania sądowego w sprawie oceny daje jedynie niewielką szansę na odniesienie sukcesu. Odwołanie sądowe wiązałoby się z długotrwałym sporem, który mógłby w konsekwencji doprowadzić jedynie do uchylenia decyzji z powodu naruszenia przepisów postępowania, a nie do jej merytorycznej zmiany i automatycznego przyznania kategorii A. Tym samym pieniądze dla instytutu z budżetu państwa byłyby i tak przyznawane przez cały czas zgodnie z kategorią B+. – Z moich doświadczeń wynika, że orzeczenie przez WSA w Warszawie jest wydawane relatywnie szybko, a więc w ciągu paru miesięcy, natomiast na termin rozprawy przed NSA trzeba czekać około dwóch lat – mówi Łuczak.

Profesor Piotr Stec również uważa, że korzyści ze sporu sądowego dla uczelni, nawet w przypadku wygranej, byłyby niewielkie. – Po pierwsze, nie oznacza to, że placówka otrzymałaby utracone środki finansowe, które miała przydzielone na podstawie niższej, niesłusznie przyznanej kategorii. Po drugie dlatego, że kolejna ewaluacja zaplanowana jest na 2026 r., a w jej wyniku przecież uczelnie i instytuty otrzymają nowe kategorie naukowe. Zatem poprawioną, wyższą kategorię na skutek korzystnego rozpatrzenia sprawy przez sąd uczelnie mogłyby pochwalić się przez krótki okres. Potem dostaną nową na podstawie następnej, cyklicznej ewaluacji – tłumaczy Piotr Stec.©℗

Najwięcej z oceną B+ / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe