Sprawa dotyczyła pracownika z Czech, który od 2010 r. był zatrudniony w spółce na etacie (jako projektant). We wrześniu 2017 r. wybrano go na prezesa zarządu tej spółki i zawarł z nią umowę, która przewidywała, że z tytułu pełnienia wspomnianej funkcji nie przysługuje mu wynagrodzenie. Jednocześnie aneksowano jednak jego umowę o pracę, wskazując, że na tej podstawie ma prawo do pensji, i doprecyzowując, że przejął funkcję dyrektora firmy. Kilka miesięcy później spółka stała się niewypłacalna i prezes wystąpił do urzędu pracy w Pradze o wypłatę zaległego wynagrodzenia za okres od lipca do września 2018 r. (gwarancja płacowa na podobieństwo polskiego Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych). Jego wniosek został jednak odrzucony, bo uznano, że nie jest pracownikiem. Zainteresowany złożył odwołanie do czeskiego resortu pracy, ale ten je oddalił. Podkreślono, że w ramach funkcji prezesa i dyrektora skarżący wykonywał te same czynności, czyli prowadzenie spraw tej spółki. Nie można więc uznać, że był z nią związany stosunkiem pracy. Ostatecznie sprawa trafiła do sądu, który przyjął podobne stanowisko. W I instancji uznał, że zainteresowany nie ma statusu pracownika, przy czym nie uwzględniono argumentu, że zajmował się on nie tylko zarządzaniem, ale też pracował jako kierownik budowy i menedżer projektów realizowanych przez spółkę. Po złożeniu skargi kasacyjnej sprawą zajął się czeski najwyższy sąd administracyjny, który wystosował pytanie prejudycjalne do TSUE w kontekście dyrektywy 2008/94/WE z 22 października 2008 r. w sprawie ochrony pracowników na wypadek niewypłacalności pracodawcy (Dz.U. 2008, L 283, s. 36). Chodziło o zbadanie, czy łączenie pracy na stanowisku dyrektora z pełnieniem funkcji w zarządzie spółki pozbawia statusu zatrudnionego (a tym samym gwarantowanych świadczeń na wypadek bankructwa firmy).
TSUE przypomniał, że wspomniana dyrektywa nie definiuje pojęcia pracownika. Nie oznacza to jednak zupełnej dowolności na poziomie przepisów krajowych. Trzeba bowiem pamiętać o celu unijnych przepisów, czyli zagwarantowaniu minimalnego poziomu ochrony wszystkim pracownikom w razie niewypłacalności zatrudniającego (ma zaspokoić ich roszczenia z umowy o pracę i wypłacić im należne wynagrodzenie; TSUE wskazał to już m.in. w wyroku z 5 listopada 2014 r. w sprawie Tümer, C 311/13). Jednocześnie samo pojęcie pracownika wiąże się w sposób nieunikniony ze stosunkiem pracy. A to oznacza, że samo łączenie funkcji dyrektora spółki i członka jej organu statutowego nie pozwala z góry ani domniemywać, ani wyeliminować etatu. TSUE przypomniał, że w omawianej sprawie strony łączyła ważna umowa o pracę, więc nie jest wykluczone, że skarżącego można uznać za pracownika w rozumieniu dyrektywy 2008/94/WE (zdecyduje o tym sąd, który skierował pytanie prejudycjalne).