W ubiegłym roku o 4 tys. zmniejszyła się liczba pracowników tymczasowych agencji zrzeszonych w Polskim Forum HR (to spadek o 2 proc.). Jednocześnie o 17,7 proc. wydłużyła się średnia liczba dni przepracowanych przez takich zatrudnionych (z 49,8 w 2020 r. do 58,6 w 2021 r.), a obroty pośredników w zakresie pracy tymczasowej wzrosły o 21 proc. (do 3,4 mld zł). Te dane wskazują, że rynek przyjąłby większą liczbę zatrudnionych, ale brakuje rąk chętnych do pracy.
Szansą dla agencji może być jednak migracja wywołana inwazją Rosji na Ukrainę. Do tej pory do Polski przybyło już ok. 2 mln uchodźców. Wielu z nich zależy na szybkim znalezieniu czasowego zatrudnienia (zwłaszcza jeśli planują powrót do Ukrainy po zakończeniu działań wojennych). Pośrednicy i pracodawcy muszą się jednak zmierzyć z wieloma barierami, w tym np. brakiem znajomości języków, odpowiednich kwalifikacji lub dopasowanych miejsc pracy. Nie uda się też zapewne uniknąć nadużyć, bo nie wszystkie agencje przestrzegają przepisów, a uchodźcom - nieznającym realiów rynku - może być trudniej ocenić, czy mają do czynienia z nieuczciwymi pośrednikami.
Słupki w górę
Reklama
Wspomniane wcześniej dane pochodzą z corocznego raportu Polskiego Forum HR (PFHR), którego członkowie zatrudniali w ubiegłym roku łącznie 181 tys. pracowników tymczasowych. Statystki wskazują, że branża odrabia straty po kryzysowym - z uwagi na pandemię - 2020 r.

Reklama
- W ubiegłym roku zmniejszyła się liczba pracowników tymczasowych, m.in. dlatego, że firmy stawiały na budowanie stałych, własnych zespołów pracowniczych. Ale średni czas pracy tymczasowej się wydłużył, bo moim zdaniem agencje mają dobre rozeznanie lokalne i branżowe co do stawek wynagrodzenia. Potrafiły więc przekonać pracodawców, że w danym regionie lub sektorze trzeba zaoferować wyższe pensje, niż proponowali - wskazuje Wojciech Ratajczyk, prezes Trenkwalder (jednej z największych agencji zatrudnienia na rynku polskim) i członek zarządu PFHR.
Kolejny rok też może być udany dla całej branży.
- Nie wiemy jeszcze, jak na gospodarkę wpłynie załamanie łańcucha dostaw w związku z działaniami wojennymi lub sankcjami. Wierzę, że świat dość szybko poradzi sobie z tymi problemami. Jeśli tak się stanie, to w 2022 r. wzrosną obroty na rynku pracy tymczasowej. Moim zdaniem będzie to wzrost jednocyfrowy, czyli nie tak duży jak w 2021 r., który wynikał m.in. z niskiego pułapu porównawczego z uwagi na kryzysowy 2020 r. - dodaje prezes Trenkwalder.
Wzrost ten - jak podkreślają eksperci - zależy m.in. od tego, czy branża będzie w stanie zapewnić możliwość zatrudnienia migrantów z Ukrainy. Napływ tak znaczącej liczby potencjalnych pracowników to jednak nie tylko szansa, lecz także wyzwanie.
- W ubiegłym miesiącu zostało opublikowanych łącznie blisko 600 tys. ofert pracy, więc potencjał zatrudnieniowy jest znaczący. Ale wyzwania też są istotne. Pamiętajmy, że w początkowej fazie migracji przyjechali uchodźcy związani z Polską, np. rodziny pracujących tu Ukraińców. Teraz coraz częściej przyjeżdżają osoby bez takich kontaktów. Są to matki z dziećmi, a liczba miejsc pracy dla kobiet jest ograniczona. Pojawia się też pytanie o zapewnienie instytucjonalnej opieki nad dziećmi - wskazuje Agnieszka Zielińska, dyrektor PFHR.
Tego typu barier jest oczywiście więcej.
- Wyzwaniem na pewno będzie dostosowanie miejsc pracy do potrzeb i możliwości kobiet. Chodzi np. o przepisy bhp dotyczące norm dźwigania, wysiłku. Sądzę, że firmy sobie z tym poradzą, bo zależy im na pozyskaniu rąk do pracy, których w ostatnich latach brakowało - podkreśla Wojciech Ratajczyk.
Wskazuje też na problemy z kwalifikacjami.
- Z naszych kontaktów z uchodźcami szukającymi pracy wynika, że zdecydowana większość, bo 80 proc., nie zna języka polskiego, a 60 proc. nie zna języka angielskiego. 70 proc. wskazało, że jest po raz pierwszy w Polsce, a ok. 60 proc. planuje wrócić do Ukrainy natychmiast po zakończeniu działań wojennych - dodaje prezes Trenkwalder.
Wiele z tych osób będzie potrzebowało wsparcia w znalezieniu pracy.
- Z tej perspektywy zatrudnienie przez agencję ma znaczny plus, bo to ona zajmuje się procedurami. To istotne w szczególności dla osób, które szybko potrzebują czasowej pracy - wskazuje Agnieszka Zielińska.
Z ostrożnością
Praca tymczasowa wiąże się jednak także z pewnymi ryzykami. Osoby, które chcą w ten sposób zarobkować, powinny się upewnić, że agencja, z którą się zwiążą, jest zarejestrowana, ma doświadczenie w działalności i nie jest prowadzona w celu oszukania zatrudnionych, czyli np. nie zostanie zlikwidowana z dnia na dzień, gdy zalega z wypłatą wynagrodzeń. Takie zamykanie i ponowne otwieranie agencji pod innym szyldem nie jest rzadką praktyką (w ubiegłym roku zamknięto 1,8 tys. takich podmiotów, a jednocześnie otwarto 1,9 tys. nowych agencji). Warto też podkreślić, że pośrednicy znacząco różnią się co do podstaw zatrudnienia, jakie oferują. W skali całego rynku 44 proc. pracowników tymczasowych jest zatrudnionych na etacie (pozostali na kontraktach cywilnoprawnych), ale proporcje te znacząco się różnią m.in. w zależności od wielkości agencji (te większe zdecydowanie częściej oferują umowy o pracę).
- Na pewno trzeba monitorować kwestie warunków zarobkowania cudzoziemców. Dobrze, że w uproszczonym zgłoszeniu zatrudnienia do urzędu pracy jest rubryka „podstawa zatrudnienia”, w której trzeba wskazać, czy dana osoba będzie zarobkować na etacie czy zleceniu. Konieczny jest w tym względzie skuteczny nadzór Państwowej Inspekcji Pracy, np. przeprowadzenie kontroli z osobami, które znają język ukraiński, oraz lepsza współpraca związków zawodowych z organizacjami pracodawców. Trzeba promować te agencje i firmy, które oferują etaty - podsumowuje Andrzej Radzikowski, przewodniczący OPZZ.
Potencjał zatrudnieniowy jest duży. Tylko w lutym zostało opublikowanych 600 tys. ofert. Problem w tym, że do Polski przyjeżdżają kobiety, a dla nich pracy jest mniej
Rynek pracy tymczasowej w Polsce / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe