Reklama
Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest ustawowo zobowiązany do kontrolowania prawidłowości orzekania o niezdolności do pracy, a także wykorzystania zwolnień lekarskich. Lekarze orzecznicy ZUS ustalają, czy pracownik faktycznie jest chory, a zwolnienie zasadne. Natomiast organ rentowy sprawdza, czy osoba przebywająca na zwolnieniu wykorzystuje je zgodnie z jego celem.
– To nasz ustawowy obowiązek, trwająca pandemia nie zwolniła nas od realizowania tego zadania – mówi Paweł Żebrowski, rzecznik ZUS.

System musi być szczelny

Z danych ZUS wynika, że w II kw. 2021 r. ZUS przeprowadził 85 tys. kontroli osób posiadających zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy. Zostało wydanych 3,9 tys. decyzji wstrzymujących dalszą wypłatę zasiłków chorobowych na kwotę ponad 3,3 mln zł. Dla porównania w analogicznym okresie ubiegłego roku kontroli było tylko 42,9 tys. W konsekwencji wydanych zostało 2,9 tys. decyzji wstrzymujących wypłaty na kwotę 3,6 mln zł. Oznacza to wzrost liczby przeprowadzonych kontroli o prawie 100 proc. W II kw. br. było ich natomiast o ponad 6 proc. więcej niż choćby w I kw. br. (patrz infografika).

Reklama
Pomimo wzrostu liczby kontroli widać, że pandemia w pewnym stopniu wyhamowała aktywność w tym zakresie – ZUS cały czas nie wrócił choćby do poziomu z I kw. 2020 r., kiedy to sprawdził 100,3 tys. korzystających ze zwolnień.
Powrót do wcześniejszego trendu nie niepokoi jednak ekspertów. – Są to działania niezbędne dla zapewnienia szczelności systemu – podkreśla Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich. Zgadza się z tym dr Antoni Kolek z Pracodawców RP. – Zarówno zmiany w przepisach, jak i zapowiedzi ZUS sugerowały chęć uszczelnienia funduszu chorobowego – dodaje.
Zdaniem Mikołaja Zająca, prezesa firmy Conperio specjalizującej się w zarządzaniu pracowniczą absencją chorobową, jest ich nawet za mało. – Osobom ubezpieczonym w ZUS wystawiono w 2020 r. ogółem 22,7 mln zaświadczeń lekarskich, a kontroli przeprowadzono 275 tys. – to jest niecałe 2 proc. To mało, nawet biorąc pod uwagę duży wzrost wystawianych zwolnień w związku z epidemią. Oznacza to spore straty dla państwa. Nie zakładam, że wszystkie nieskontrolowane świadczenia pobierane są nienależnie, ale część na pewno – mówi ekspert.
Łukasz Kozłowski nie spodziewa się jednak, aby ZUS chciał w tym względzie nadrobić stracony czas. – Dane za I i II kw. na to nie wskazują. Za nami specyficzny okres. Organ rentowy może też napotkać trudności dowodowe. Lepiej zatem, aby skupił się na bieżących sprawach – dodaje.

Nowe przepisy

Na wartość środków, które ZUS odzyskuje z tytułu nienależnie pobranych zwolnień lekarskich, mogą wpłynąć nowe przepisy. Od 18 września obowiązuje bowiem art. 84 ust. 2 pkt 3 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 423 ze zm.). Zgodnie z nim za nienależnie pobrane uważa się świadczenia z tytułu niezdolności do pracy spowodowanej chorobą w sytuacji, kiedy świadczeniobiorca wykonywał w tym czasie pracę zarobkową lub wykorzystywał L4 w sposób niezgodny z jego celem.
– To nie jest nowa norma. Wynika ona z art. 17 ustawy zasiłkowej, a nowy przepis zapewnia jej pełną egzekwowalność – podkreśla dr Tomasz Lasocki z WPiA UW. Jak wyjaśnia, problem wynikał z tego, że ocena sądów dotycząca podstawy żądania zwrotu nienależnie pobranych świadczeń z ubezpieczenia chorobowego nie była do tej pory jednolita. – Chodziło szczególnie o osoby, które zdążyły już pobrać zasiłek. Niektóre sądy twierdziły, że do zasądzenia zwrotu świadczenia w takim wypadku wystarczy art. 84 ust. 2 pkt 2, zgodnie z którym za nienależne uważa się świadczenie przyznane lub wypłacone m.in. na podstawie świadomego wprowadzania w błąd organu rentowego. Nie było to jednak regułą. Część sądów uważała bowiem, że o żadnym wprowadzeniu w błąd nie może być mowy i świadczeniobiorca nie musi zwracać pieniędzy – tłumaczy. Ekspert nie wyklucza, że były też przypadki, kiedy to sam ZUS miał problem z oceną sytuacji ze względu na niejasne prawo.
Potwierdza to Mikołaj Zając. – Przeprowadzaliśmy kontrolę zwolnień dla jednej z firm. Odkryliśmy, że jeden z pracowników, który przebywał na L4, robił remont w domu. Spisaliśmy protokół dokumentujący tę sytuację. ZUS następnie uznał zwolnienie za zasadne – relacjonuje.
Jak wskazuje dr Lasocki, nowy przepis powinien rozstrzygnąć niejasności. – Niezależnie od tego, czy ZUS dowie się o nieprawidłowościach przed czy po przelaniu świadczenia, w ciągu trzech lat od jego wypłaty trzeba będzie liczyć się ze zwrotem zasiłku – podkreśla. W jego ocenie to pozytywna zmiana, nie ma bowiem powodu, by osoba, której organ rentowy nie zdążył wypłacić świadczenia, miała ponosić konsekwencje, a z kolei ta, która je już pobrała, mogłaby ich uniknąć.
Mikołaj Zając ma jednak wątpliwości, czy nowe prawo nie będzie martwe. – Z mojej obserwacji wynika, że organ rentowy przeprowadza znikomą liczbę terenowych kontroli - wyjaśnia.
Paweł Żebrowski przypomina, że nie tylko ZUS ma uprawnienia do kontrolowania pracowników korzystających z L4. Mogą to robić również firmy, które zatrudniają ponad 20 osób.
Zdaniem Mikołaja Zająca należałoby ten krąg rozszerzyć. – Niedawno zgłosił się do nas właściciel firmy, która zatrudnia trzy osoby i powtarzająca się nieobecność w pracy jednej z nich jest dla niego sporym problemem. Nie mogłem mu pomóc w przeprowadzeniu kontroli, gdyż zatrudnia mniej niż 20 osób. Musi w takim przypadku polegać na ZUS – wyjaśnia. Organ rentowy ma natomiast swoje procedury. – Z reguły taka kontrola polega na ściągnięciu dokumentów i przekazaniu ich do lekarza orzecznika. To często jednak za mało. W stwierdzeniu nieprawidłowości wielokrotnie pomagała np. wizyta w miejscu zamieszkania pracownika – podkreśla ekspert. ©℗
Uszczelnianie funduszu chorobowego