Skąd pomysł na stanowisko pełnomocniczki ds. kobiet w Warszawie? To spełnienie politycznej obietnicy, chęć przypodobania się lewicowemu elektoratowi czy jednak ratusz doszedł do wniosku, że w Polsce jest problem z prawami kobiet?
Zauważamy, że problemów dotyczących praw kobiet jest bardzo dużo. Nastąpił regres w ich respektowaniu, co widać chociażby po październikowym wyroku TK w sprawie prawa do aborcji. Z tego właśnie wynikają działania prezydenta i program „Warszawa dla kobiet”. To samorządy muszą teraz przejmować inicjatywę w obszarach, które powinny być załatwiane na poziomie ogólnokrajowym.
Reklama
Jakie ma pani plany, żeby kobietom w stolicy żyło się lepiej?
W wielu obszarach podjęliśmy już działania. O wszystkich informujemy na bieżąco na głównej stronie urzędu miasta, w mediach oraz na moim profilu publicznym na Facebooku. Na przykład, aby umożliwić kobietom powrót do pracy, wdrożyliśmy program żłobkowy i w ciągu roku podwoiliśmy liczbę bezpłatnych miejsc. Zapewniamy teraz większości dzieci w wieku do lat 3 dostęp do bezpłatnej opieki instytucjonalnej. W zakresie zatrudnienia i aktywizacji zawodowej zapoczątkowaliśmy również program „Mama warszawianka na rynku pracy. Wygrajmy z COVID-19”. W tym roku będzie on kontynuowany – ma za zadanie pomóc młodym matkom przebywającym na urlopie rodzicielskim bądź wychowawczym wrócić na rynek pracy, a także wspomóc te, które straciły swoje stanowisko w związku z kryzysem wywołanym pandemią. W obszarze dostępu do usług medycznych zwiększyliśmy finansowanie programu in vitro, wprowadziliśmy darmowe szczepienia przeciwko wirusowi HPV dla 12-latków oraz szczepienia na grypę dla kobiet w ciąży. Uruchomiliśmy dwa gabinety ginekologiczne dla kobiet z niepełnosprawnościami, jak i bez tzw. klauzuli sumienia. Do tego dochodzą działania w obszarze przeciwdziałania przemocy w rodzinie.

Reklama
Jest z tym jakiś istotny problem w zakresie reagowania na to zjawisko?
Jednym z priorytetów prezydenta jest wzmocnienie „łańcucha pomocy” dla osób doświadczających przemocy. Liczba punktów, w których te osoby mogą uzyskać pomoc, zwiększyła się, jest więcej szkoleń dla profesjonalistów, a w związku ze wzrostem skali zjawiska w czasie pandemii prowadziliśmy kampanię „Przemoc karmi się milczeniem”. Ponadto organizacje pozarządowe wskazywały nam, że kobiety miewają kłopoty z otrzymywaniem zaświadczenia lekarskiego o obrażeniach powstałych w wyniku przemocy domowej. Każdy lekarz, niezależnie od specjalizacji, ma obowiązek w razie potrzeby wypełnić taki dokument. To informacje, które można wykorzystać podczas postępowania sądowego. Lekarze mieli za mało wiedzy, nie znają specyfiki zjawiska przemocy w rodzinie. Dlatego przygotowaliśmy modelową ścieżkę uzyskania zaświadczeń w warszawskich podmiotach leczniczych i przeprowadziliśmy w tym zakresie szkolenia wśród medyków pracujących w tych podmiotach.
A jeśli chodzi o pracę administracji? Sprawdzono lukę w wynagrodzeniach?
Badamy to na bieżąco. Wraz z biurem kadr i szkoleń staramy się ją analizować i zmniejszać. W ostatnim roku to się udało.
Jak ta luka wygląda obecnie?
Zmniejszyła się w ciągu ostatniego roku o ok. 100 zł i dotyczy ogólnej średniej wynagrodzeń kobiet i mężczyzn. Nie porównujemy tu specyfiki poszczególnych stanowisk.
To dane z wynagrodzeń całego urzędu i wyliczenie średniej?
Tak, luka jest w granicach 7 proc.
W Polskim Ładzie jest propozycja, by pracownik mógł poprosić o uzasadnienie własnej pensji i zwrócić się o zestawienie wynagrodzeń na podobnych stanowiskach w firmie. To dobry pomysł?
Tak, transparentność to bardzo dobry pomysł. Różnica wynagrodzeń w Polsce wynosi ok. 20 proc. według GUS i nie zmienia się od lat. W tzw. męskich branżach potrafi sięgać aż 37 proc. Jawne zestawienie płac, bez nazwisk oczywiście, pomoże w ocenie, ile rzeczywiście powinno zarabiać się w danej firmie na danym stanowisku.
Jak idzie przekonywanie urzędników do żeńskich końcówek, feminatywów?
Zainteresowanie jest spore. Ratusz to największy pracodawca w Warszawie, więc społeczność też jest różnorodna. Urzędniczki pytały, kiedy i one – tak jak ja – będą mogły posługiwać się żeńską formą. Powoli to wdrażamy. Zawsze podkreślam, że jeśli ktoś życzy sobie zwracania w takiej formie, to należy to uszanować. Pracownicy to respektują.
Pani woli być pełnomocniczką niż pełnomocnikiem. Oficjalne stanowisko też tak się nazywa?
Tak – mam je na pieczątkach i dokumentach urzędowych. Była taka możliwość, bo moje stanowisko nie wynika z rozporządzenia o wynagrodzeniach pracowników samorządowych.
Aldona Machnowska-Góra jest podpisana jako zastępczyni prezydenta, ale już Renata Kaznowska jako zastępca. To wynik osobistych preferencji czy niedopatrzenia?
Pani prezydent Kaznowska zdecydowała, że chce używać dotychczasowej formy i należy to uszanować, korzystanie z feminatywów jest możliwością, nie obowiązkiem.
Cała operacja językowa daje potencjał memotwórczy – wiele form może kuleć językowo. Czy pani współpracuje z językoznawcami?
Tak, współpracujemy z ekspertami w urzędzie, korzystamy ze słownika nazw żeńskich polszczyzny wydanego we Wrocławiu. To bardzo przydatne źródło wiedzy. Język polski daje nam wiele możliwości.
To jak np. będzie sędzia w wersji żeńskiej?
„Pani sędzia” zostanie, bo sędzina to żona sędziego.
A w drugą stronę, tj. męski odpowiednik na stanowisku sekretarki? W przypadku samorządu terytorialnego nazwanie go sekretarzem nie ma sensu, bo to zupełnie inne stanowisko w urzędzie.
Zgoda, dlatego przyjęliśmy formę „pracownik sekretariatu”.
A co zrobić z kobietą będącą sekretarzem gminy?
To sekretarzyni, tak jak burmistrzyni.
Pani funkcja jest nowa i nie ujęta w żadnych ustawach czy rozporządzeniach, dlatego jej formalne „sfeminizowanie” nie było problemem. Ale gdyby pani Machnowska-Góra chciała się podpisać jako „wiceprezydentka” na oficjalnym dokumencie, to mógłby on zostać podważony.
Tak. Dlatego wprowadziliśmy to rozwiązanie w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej czy systemach informatycznych. Mamy ją w nagłówkach pism, stopkach e-mailowych czy na tabliczkach na drzwiach. Ale w zakresie legitymacji służbowych czy pieczątek nie mogliśmy przyjąć takiego rozwiązania z powodu ewentualnych wątpliwości co do legalności działań podjętych na podstawie np. dokumentów podbitych pieczątką z formą stanowiska, które nie jest wyraźnie wskazane w rozporządzeniu o wynagrodzeniach pracowników samorządowych. Dlatego rozmawiamy z posłankami opozycji na temat stosownej inicjatywy ustawodawczej nowelizującej pięć aktów prawnych, na podstawie których wydawane są rozporządzenia regulujące nazwy zawodów i stanowisk. To ustawa o służbie cywilnej, pracownikach samorządowych, pracownikach urzędów państwowych, promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy oraz prawo oświatowe. Tam wystarczy dodać sformułowanie, że na podstawie tej ustawy trzeba wydać rozporządzenie, które uwzględni wykaz stanowisk czy zawodów w obu formach: męskiej i żeńskiej.
Rozmawiali: Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki
Współpraca Grzegorz Kowalczyk