Związkowcy krytykują m.in. zasady przyznawania i wysokość nagród kadry zarządzającej PIP. Jej szef uważa, że to niepotrzebne ataki na pracodawcę.
Polityka kadrowa i płacowa w Państwowej Inspekcji Pracy była jednym z tematów poruszonych na wczorajszym posiedzeniu Rady Ochrony Pracy przy Sejmie RP (nadzoruje ona działalność PIP). Izabela Mrzygłocka, poseł KO, przytoczyła pismo, jakie do głównego inspektora pracy (GIP) skierował Związek Zawodowy Pracowników Państwowej Inspekcji Pracy.
– Związkowcy wyrazili dezaprobatę dla przyjętej przez GIP koncepcji przydzielania nagród oraz prowadzenia polityki personalnej – zatrudniania i awansowania – w Głównym Inspektoracie Pracy, o czym szeroko rozpisują się od pewnego czasu media – wskazała poseł KO.
Reklama
To DGP ujawnił, że szefowie departamentów w Głównym Inspektoracie Pracy w ubiegłym roku otrzymali przeciętnie po ok. 40 tys. zł z tytułu nagród, a ich zastępcy – po ok. 34 tys. zł. („Hojne nagrody dla dyrektorów w PIP”, nr 213 z 2019 r.). Wcześniej wskazaliśmy, że od momentu, gdy głównym inspektorem pracy został Wiesław Łyszczek (październik 2017 r.), intratne stanowiska w inspekcji (w tym m.in. wicedyrektorów departamentów) uzyskały osoby bez doświadczenia w pracy PIP, ale wywodzące się z Podkarpacia, z którego pochodzi też sam GIP („PIP – Praca i Przyjaciele”, DGP nr 120 z 2019 r.). Dla wybranych pracowników zorganizowano nawet przyspieszoną, zaoczną aplikację inspektorską.
– Opisana przez DGP praktyka rozmija się całkowicie z postanowieniami ustalonego przez GIP kodeksu etyki pracowników Państwowej Inspekcji Pracy, do którego przestrzegania zobowiązani są wszyscy – bez wyjątku – pracownicy PIP – wskazali związkowcy. Ich zdaniem takie działanie szkodzi wizerunkowo inspekcji i może skutkować zamrożeniem funduszu wynagrodzeń inspekcji (coroczny budżet PIP jest ustalany w ustawie budżetowej).

Reklama
– W konsekwencji za działania kierownictwa szkodę mogą ponieść wszyscy pracownicy zatrudnieni w urzędzie – wskazują działacze.
Podkreślają, że w przypadku zwykłego pracownika PIP wysokość nagrody rocznej jest zbliżona do kwoty odpowiadającej jednej pensji, a – jak się okazuje – w przypadku dyrektorów i wicedyrektorów w głównym inspektoracie – ok. 3–4 pensji (w 2018 r.). To nieuzasadniona dysproporcja. Zdaniem związku takie rozdysponowanie środków na nagrody jest niezgodne z załącznikami do regulaminu wynagradzania obowiązującego w inspekcji.
– Skończyły się czasy, gdy związki zawodowe decydowały o tym, kto ma zajmować dane stanowisko. Muszę tak dobierać kadrę kierowniczą, aby wypełniała zadania, które są nałożone ustawą. I tak będę to czynił – tłumaczył Wiesław Łyszczek, główny inspektor pracy.
Podkreślił, że zasady ustalone we wspomnianym kodeksie etyki rzeczywiście obowiązują wszystkich pracowników PIP. – Formułując zarzut ich naruszenia, należy określić, jakie zasady zostały naruszone. Twierdzenia takie bez skonkretyzowania trzeba uznać za gołosłowne i nieweryfikowalne. Zatem w tym stanie rzeczy nie sposób odnieść się do tak enigmatycznie sformułowanego zarzutu – dodał GIP.
Jego zdaniem nagrody w inspekcji są przyznawane transparentnie i z poszanowaniem przepisów, co potwierdziła kontrola Najwyższej Izby Kontroli. Trzeba jednak przypomnieć, że NIK zakwestionowała jednak np. tryb przeprowadzenia zaocznej, przyspieszonej aplikacji inspektorskiej.
W trakcie posiedzenia ROP poruszono także wątek naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych w PIP. We wrześniu 2019 r. prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nakazał inspekcji usunięcie danych z PIT inspektora pracy (łódzki urząd skarbowy przekazał takie informacje na wniosek PIP). Zdaniem UODO może ona pozyskiwać dane z PIT, ale kontrolowanych pracodawców, a nie swoich własnych pracowników (doszło do naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych, w tym RODO).
– Proszę o jednoznaczną informację, w ilu przypadkach występowano o takie informacje. To bardzo wrażliwe dane, chodzi przecież o dochody – wskazywała Izabela Mrzygłocka.
PIP zaskarżyła już wspomnianą decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. – Myślę, że w grudniu może pojawić się stanowisko UODO uchylające swoją decyzję. Nie chcę wybiegać w przyszłość, dajmy czas urzędowi w tej sprawie. Niech rozstrzygnie, czy faktycznie doszło do naruszenia prawa – wskazał GIP.