Firma nie może tak po prostu zwolnić pracownika za to, że wbrew regulaminowi wysyłał ze służbowego komputera prywatne wiadomości. Zwłaszcza jeśli nie wiedział, że cała jego korespondencja jest monitorowana. To sedno najnowszego wyroku Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Sprawa dotyczyła Bogdana Bărbulescu, zatrudnionego na stanowisku inżyniera ds. spraw sprzedaży. Na prośbę przełożonych mężczyzna zainstalował sobie komunikator internetowy Yahoo Messenger, aby za jego pośrednictwem szybko odpowiadać na pytania klientów. Po jakimś czasie szefostwo poinformowało pracownika, że przez tydzień monitorowano jego aktywność w sieci i są dowody na to, że korzystał z niej do celów prywatnych, czego zakazuje regulamin.
Wprawdzie Bărbulescu przekonywał, że to nieprawda, ale pracodawca przedstawił mu 45-stronicową transkrypcję wiadomości, które wymienił ze swoją narzeczoną i bratem. Wszystkie dotyczyły spraw osobistych. W konsekwencji rozwiązano z inżynierem umowę o pracę za naruszenie wewnętrznych regulacji przedsiębiorstwa.
Bărbulescu poskarżył się do sądu, gdzie dowodził, że wypowiedzenie jest nieważne, gdyż firma ograniczyła jego konstytucyjne prawo do tajemnicy korespondencji. Pozew został oddalony. Sąd stwierdził, że zwolnienie dyscyplinarne było zgodne z przepisami, bo pracownicy firmy byli informowani o zakazie korzystania w niej z internetu do celów prywatnych. Kontrolowanie korespondencji personelu to zaś jedyny sposób, aby sprawdzić, jak wykonują swoje obowiązki. Rozstrzygnięcie to podtrzymał sąd odwoławczy. W konsekwencji Bărbulescu złożył skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, powołując się na naruszenie jego prawa do życia prywatnego i ochrony korespondencji (art. 8 konwencji).