- Podwyżka płacy minimalnej niewątpliwie spowoduje taki efekt. Podwyżek mogą się domagać jednak tylko ci pracownicy, którzy zarabiają niewiele więcej. To normalne zjawisko, bo każda taka osoba będzie chciała zachować dotychczasową relację swojego wynagrodzenia do płacy minimalnej, zwłaszcza jeśli wzrost tej ostatniej jest wysoki. A to jest możliwe tylko poprzez żądanie podwyżek. Nie sądzę, aby to zjawisko miało masowy charakter. Po podwyżce płacy minimalnej struktura wynagrodzeń wróci do równowagi, bo pensje, a więc także średnie wynagrodzenie, wciąż rosną. Zwiększane raz w roku wynagrodzenie minimalne obniża się więc w ciągu roku w stosunku do reszty płac.

• Czy pracodawcy spełnią żądania pracowników?

- Podwyżka płacy minimalnej zawsze stawia pracodawców przed wyborem: podnieść płace czy zwolnić pracowników, zwłaszcza jeśli zdaniem szefa konieczność podwyższenia pensji spowoduje, że dalsze zatrudnienie pracownika przestanie mu się opłacać. Wyższe minimum może więc doprowadzić do tego, że firmy będą zwalniać lub zatrudniać na część etatu najmniej wydajnych podwładnych, albo nie będą przyjmować do pracy nowych osób.

Nie przeceniałbym jednak skali tego zjawiska. Dotyczy ono bowiem zazwyczaj tylko niektórych grup pracowników, np. osób młodych, bez doświadczenia zawodowego lub o bardzo niskich kwalifikacjach, zwłaszcza jeśli pracują w słabiej rozwiniętych regionach kraju, gdzie płace są ogólnie niższe, więc konieczność wypłacenia podwyższonej płacy minimalnej ma większe znaczenie niż np. w wielkich miastach.

• Płaca minimalna powinna być więc różnicowana w zależności od regionów?

- Tak. Polska jest krajem o dość dużych różnicach w rozwoju gospodarczym poszczególnych województw. Płaca minimalna może wynosić 40 proc. przeciętnego wynagrodzenia, ale nie ogólnokrajowego, lecz średniej płacy w danym województwie. Nie sądzę też, aby w skali kraju uzasadnione było podwyższanie takiej relacji do 50 proc., tak jak chcą związki. Na obecnym poziomie wynagrodzenie minimalne pełni pozytywną funkcję zmniejszania nierówności płacowych. Gdyby stanowiło połowę przeciętnej pensji, znacznie zwiększą się koszty zatrudnienia, a to spowoduje, że pracodawcy nie będą przyjmować do pracy nowych osób, a w okresie dekoniunktury gospodarczej będą ich zwalniać. Nikt nie płaci pracownikom więcej od wartości dóbr, jakie potrafią wytworzyć, a w dobie kryzysu gospodarczego wartość produkcji spada. Trzeba o tym pamiętać, bo właśnie zbliża się okres dekoniunktury na rynkach światowych, który nie ominie Polski.