Rząd przekonuje, mimo że sam dwa lata temu ułatwiał łączenie emerytury i pracy: trzeba zwalniać etaty dla młodych i zmniejszyć wydatki ZUS. To bałamutny argument. W nowym systemie emerytalnym świadczenie pochodzi ze składek i państwo nie powinno się wtrącać, czy ubezpieczony pracuje, czy nie. Mitem jest też to, że wyrzucanie z pracy starszych zwalnia etaty dla młodych. Najlepiej dla gospodarki, gdy pracują jedni i drudzy. A zamiast niższych wydatków na emerytury niższe będą składki i podatki od pracujących emerytów. Budżet na tym straci.

Na luty rząd zaplanował prawdziwą ofensywę przeciw starszym osobom. W ustawie o zwolnieniach w urzędach bez ogródek zapisał, że jako pierwsi mają tracić etaty. Nieważne, jak pracujesz, jak jesteś twórczy i ile masz energii. Starsza osoba musi odejść. I to wbrew wyrokom Sądu Najwyższego, który zakazuje zwalniania za wiek. Na koniec, we wrześniu, ci, którzy łączą już emeryturę i pracę, stracą świadczenie, jeśli wcześniej nie odejdą z firmy. Jaki będzie tego efekt? Zostaną na emeryturze, a pracować będą w szarej strefie. Albo, co gorsza, w ogóle nie będą.

To, że wzrosną wydatki na świadczenia socjalne, że z rynku pracy odejdą twórcze osoby, to głupota. Do tego przywykliśmy. Nieludzkie jest jednak, że ludziom, którzy oddają się z zapałem pracy i wolą być potrzebni, niż siedzieć na kanapie, mówimy – was już nikt nie potrzebuje.