• Wczoraj Sejm rozpoczął prace nad nowelizacją ustawy o systemie oświaty. Zgodnie z nią od 2009 roku naukę w I klasie ma zacząć część sześciolatków. Na realizację tego pomysłu rząd zarezerwował 347 mln zł. Czy z powodu korekty projektu ustawy budżetowej środki te nie zostaną zmniejszone?

- Dla premiera i dla rządu edukacja jest priorytetem i dlatego na realizację tego projektu rząd zapewni ustaloną kwotę 347 mln zł w całości.

• Do kogo trafią te środki i na co zostaną przeznaczone?

- Pieniądze będą przekazywane samorządom na trzy cele: koszty nauki dzieci sześcioletnich, doposażenie szkół, choć swój udział w tym zadaniu mają mieć także samorządy, oraz na dobrą opiekę świetlicową. Wszystko zależy od tego, ilu rodziców zdecyduje się posłać swego sześciolatka do I klasy. W zależności od liczby dzieci może okazać się konieczne utworzenie nowych klas oraz dodatkowych grup opieki świetlicowej po lekcjach. Samorząd będzie dzielił te środki stosownie do potrzeb poszczególnych szkół.

• Zdaniem samorządów na reformę potrzeba trzy razy więcej pieniędzy.

- Rząd będzie wprowadzał te zmiany przez trzy lata i co roku przeznaczy na nie dodatkowe środki. Tegoroczna rezerwa to tylko 1/3 pieniędzy, jakie wydamy na te zmiany. Zdaję sobie sprawę, że gminy, w których więcej sześciolatków przyjdzie do szkół, będą potrzebować więcej pieniędzy. Dlatego będziemy ten proces monitorować.

• Czy ten pierwszy rok nie będzie najtrudniejszy, bo szkoły pierwszy raz dostaną pieniądze na edukację sześciolatków?

- Sytuacja w poszczególnych gminach pewnie będzie różna. Przez cztery pierwsze miesiące, od września do końca grudnia, edukacja sześciolatków będzie finansowana ze wspomnianej dotacji, a od nowego roku - z ogólnej subwencji oświatowej. We wrześniu będzie można zaplanować subwencję także dla nich, bo będziemy już dokładnie wiedzieć, ilu sześciolatków rozpoczęło naukę.

• Czy nauczyciele wiedzą już, czego mają uczyć w klasach, do których będą uczęszczać zarówno sześcio- jak i siedmiolatki?

- Podstawa programowa została przedstawiona już w kwietniu i jest dostępna na stronie internetowej MEN. Dodatkowo w listopadzie i grudniu tego roku odbywa się łącznie 430 konferencji powiatowych, poświęconych wdrażaniu nowej podstawy programowej. Podczas tych spotkań dyrektorzy szkół zapoznają się z nowymi rozwiązaniami organizacyjnymi, które trzeba będzie wprowadzić. Z kolei nauczyciele dowiadują się, jak realizować nową podstawę programową na lekcjach poszczególnych przedmiotów. Każda szkoła w styczniu dostanie też opracowanie zawierające nową podstawę programową wraz z komentarzem, jak ją wdrażać.

• Czy MEN wesprze samorządy w doposażeniu szkół poprzez zmianę przeznaczenia środków z funduszy unijnych?

- Fundusze unijne na te cele są dzielone w regionach. O to trzeba więc pytać marszałków województw. Rozmawiamy obecnie z Ministerstwem Rozwoju Regionalnego na temat przyspieszenia wydawania funduszy UE lub przekazania na oświatę pieniędzy z tych sektorów, w których nie są one do końca wykorzystywane.

• Czy MEN opracuje standardy wyposażenia szkół?

- Przedstawiamy samorządom, jaki jest pożądany stan szkół. Przepisy tego nie definiują. Ważne jest przede wszystkim, aby rodzice mieli większy wpływ na warunki nauczania i opieki w szkołach. Takie standardy trzeba ustalać właśnie z rodzicami. Rodzice lepiej od ministerstwa potrafią wskazać, jak polepszyć wyposażenie konkretnej szkoły lub, na przykład, że opieka świetlicowa w danej placówce powinna trwać pół godziny dłużej, bo takie są potrzeby rodziców.

• Czy to nie spowoduje jeszcze większego zróżnicowania warunków nauki?

- Na przykład w Warszawie dzieci mogą potrzebować opieki do godziny 17, a w jakiejś małej miejscowości wystarczy tylko do godziny 15. Po co więc minister ma z góry ustalić, że świetlice w każdej szkole są czynne do jakiejś konkretnej godziny.

• W jaki sposób rodzice mogliby wpływać na decyzje szkół?

- Warto, aby rada rodziców w szkole miała realne kompetencje, aby dyrektor szkoły musiał z nią uzgadniać wiele rozwiązań. Rada rodziców mogłaby, na przykład, opiniować koncepcję opieki nad dziećmi w danej szkole po lekcjach. Sądzę, że rodzice byliby tym zainteresowani, bo z ostatnich badań wynika, że ponad połowa z nich uważa, że ma za mały wpływ na to, co się dzieje w szkole. To może mieć też znaczenie przy decyzjach rodziców w sprawie posyłania sześciolatków do I klasy. 75 procent spośród nich chce mieć wgląd w warunki nauki przed wysłaniem sześciolatka do szkoły. Jeśli okaże się, że do danej szkoły nie trafi żaden sześciolatek - bo rodzice wiedzą, że to nie jest dobrze zorganizowana placówka - powinien zainterweniować nadzór pedagogiczny.

• Czy MEN przygotuje projekt nowelizacji ustawy o systemie, który umożliwi większy wpływ rodziców na działalność szkół?

- Na pewno znajdziemy sposób, aby zobowiązać szkoły do konsultowania swojej działalności z przedstawicielami rodziców.

• MEN opracował jakiś plan B w razie prezydenckiego weta planowej reformy?

- Będziemy przekonywać, że to są dobre rozwiązania. Wierzę, że przekonamy do nich zarówno parlamentarzystów, jak i prezydenta.

• Nie ma więc planu, aby przełożyć w czasie wprowadzenie tych zmian?

- Przecież będziemy je wprowadzać stopniowo, aby zminimalizować jakiekolwiek ryzyko.

• Projekt noweli przewiduje też uproszczenie procedury przekazywania szkół publicznych stowarzyszeniom, firmom i osobom fizycznym. Czy oznacza to, że nadal będą one bezpłatne i powszechnie dostępne?

- Tej sprawy dotyczy jedyna wątpliwość, jaką zgłosił nam pan prezydent. Chcę jeszcze raz podkreślić, że szkoły te będą bezpłatne, dostępne dla wszystkich i bardziej dostosowane do lokalnych potrzeb. Dziś zdarza się, że samorząd z różnych powodów ma problemy z prowadzeniem danej szkoły. Bo jest na przykład za mało uczniów i są dla nich miejsca w pozostałych szkołach. I już dziś działa ponad 500 takich szkół, które nadal są publiczne, prowadzą je tzw. inne organy - np. stowarzyszenie rodziców, dyrektor szkoły itp. Tyle że obecnie procedura przekazania im tego zadania jest bardzo trudna. Żeby móc przekazać szkołę, którą prowadził samorząd, trzeba ją najpierw zlikwidować. A to powoduje niepokój rodziców i nauczycieli oraz brak płynności finansowej, w sytuacji gdy w miejsce likwidowanej placówki ma powstać szkoła prowadzona np. przez rodziców. Likwidacja nie będzie już konieczna. Rodzice nie będą się więc obawiać, że nie powstanie nowa placówka, a nauczyciele - że stracą pracę. Zapewniona zostanie też płynność finansowa, więc szkoły prowadzone przez rodziców nie będą musiały się martwić o finansowanie działalności na starcie. Od dnia przejęcia szkoły będą bowiem otrzymywać dotację na każdego ucznia.

• Czyli szkoły takie nie będą mogły pobierać czesnego?

- Nie, takie uprawnienie przysługuje tylko szkołom niepublicznym. Nie mogą też odmówić przyjęcia dziecka, jeśli zgodnie z zasadami rekrutacji do szkół publicznych powinno ono uczęszczać właśnie do tej placówki.

• A czy samorządy nie pójdą na łatwiznę i będą zlecać prowadzenie szkół każdemu, kto się zgłosi? Zdaniem opozycji doprowadzi to do prywatyzacji oświaty.

- W kwestii wydatków samorządów na oświatę niewiele się zmieni. Stowarzyszeniom prowadzącym szkoły też trzeba będzie przekazywać środki z subwencji oświatowej.

• Ale czy samorządy nadal będą musiały inwestować w infrastrukturę takich szkół?

- Samorząd jest odpowiedzialny za zadania oświatowe. Musi też prowadzić na terenie gminy czy powiatu szkoły odpowiedniego szczebla. Te zmiany nie zwolnią samorządu z odpowiedzialności za sieć szkolną i ofertę edukacyjną dla ucznia. Jeśli jednak na przykład stowarzyszenie rodziców miałoby problemy z prowadzeniem przejętej szkoły, będzie musiało ją oddać z powrotem samorządowi.

• A czy stowarzyszenie będzie mogło przekształcić np. podstawówkę w szkołę policealną?

- Nie. Tylko samorząd może o tym zdecydować. Nie może więc zdarzyć się, że stowarzyszenie przekształci konkretną szkołę w jakąkolwiek inną instytucję.

• Czy przekazanie szkół stowarzyszeniom nie spowoduje obniżenia poziomu nauki?

- Jakością edukacji musi się też interesować samorząd, bo co roku wójt, burmistrz czy prezydent będzie musiał informować radę gminy o wynikach edukacyjnych osiąganych przez uczniów w tamtejszych placówkach oświatowych. Zainteresowanie wynikami nauczania będzie więc coraz większe, a nadzór coraz lepszy.

• KATARZYNA HALL

założycielka Gdańskiej Fundacji Oświatowej. Przed objęciem funkcji ministra edukacji narodowej była wiceprezydentem Gdańska