Uchwalenie przez Sejm ustawy podnoszącej wiek emerytalny do 67 lat spowodowało, że ponownie rozgorzała dyskusja o wysokości składek na ubezpieczenie społeczne. Związki zawodowe domagają się, aby przedsiębiorcy opłacali składki ubezpieczeniowe na takich samych zasadach jak pracownicy.

– Nie może nadal obowiązywać zasada, że właściciele dużych firm opłacają składki w minimalnej wysokości. W tym roku podstawą wymiaru składek jest 2115,60 zł, co biorąc pod uwagę dochody wielu tych firm jest śmieszną kwotą – mówi Andrzej Strębski, ekspert ubezpieczeniowy OPZZ.

Także NSZZ „Solidarność” domaga się, aby przedsiębiorcy płacili składki od kwoty (czyli 100, a nie 60 proc.) nie mniejszej niż prognozowane przeciętne wynagrodzenie.

Przedsiębiorcy wskazują, że nie można porównywać przychodu pracownika i firmy. Ta ostania ma przychody 10 razy wyższe niż zarobki pracownika, ale ponosi jeszcze koszty związane z prowadzeniem działalności.

– Z naszych wyliczeń wynika, że zmiana podstawy ustalania wysokości składek spowoduje, że pracodawca zamiast 900 zł będzie zmuszony zapłacić do ZUS aż 1500 zł – mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan, członek Rady Nadzorczej ZUS.

Zdaniem prof. Jana Klimka, przewodniczącego zespołu ds. ubezpieczeń społecznych Komisji Trójstronnej, wprowadzenie takich zmian doprowadzi do likwidacji firm.

Przedsiębiorcom nie podoba się także propozycja posłów PiS dotycząca obniżenia o połowę wysokości składek absolwentów po raz pierwszy rozpoczynających pracę. Zmiana sprowadza się do zmniejszenia podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe do 50 proc. przychodu w okresie 24 miesięcy od dnia pierwszego nawiązania stosunku pracy. Oznacza to, że obniżenie nie obejmie przychodów z tytułu umów agencyjnych, umów-zleceń lub innych umów o świadczenie usług, do których stosuje się odpowiednio przepisy o umowach-zleceniach. Propozycja zakłada również, że do osoby korzystającej ze wskazanej wyżej preferencji nie będą stosowane przepisy o ulgach w składkach ubezpieczeniowych dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą.

– Nie zgodzimy się na takie rozwiązanie, bo nie przyczyni się do zwiększenia zatrudnienia – mówi Jeremi Mordasewicz.