Przyczyniło się do tego ukrócenie masowego przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. To, co okazało się zbawienne dla finansów państwa, spowodowało problem na rynku pracy. – Szybszy wzrost liczby bezrobotnych po 50. roku życia wynika z likwidacji wcześniejszych emerytur w 2009 r. – potwierdza prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego.

A pracodawcy nie chcą się z nimi wiązać na dłużej. Jak ocenia prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny z UW, jeśli przedsiębiorcy nie mają wystarczającej liczby zamówień, to nie rezygnują z 30-letnich pracowników, bo mogliby ich nie odzyskać przy poprawie koniunktury. – Mniej ryzykowne jest rozstanie ze starszymi osobami, na ich miejsce łatwo znaleźć pracowników 40-letnich – tłumaczy Czapiński. A Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP, dodaje, że wśród pracodawców obowiązuje przekonanie, że starsi pracownicy są drożsi i mniej wydajni.

Program „Solidarność pokoleń 50+” okazał się porażką

Próba zaradzenia tej sytuacji, jaką było wprowadzenie programu „Solidarność pokoleń 50 +”, okazała się mało skuteczna. I wielką barierą przy zatrudnianiu starszych pracowników jest to, co teoretycznie powinno im pomagać: czteroletni okres ochronny przed emeryturą. – Gdy pracownicy zbliżają się do tego okresu, część pracodawców rozstaje się z nimi, bo nie chce mieć problemów z ich zwolnieniem przy pogorszeniu się sytuacji finansowej firmy – wyjaśnia Sędzimir.

Jeżeli tego rodzaju bariery będą funkcjonowały nadal, starsi pracownicy boleśnie mogą odczuć podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat. – Bez wątpienia będzie przybywać bezrobotnych po pięćdziesiątce – twierdzi prof. Kryńska. Jak wielu, będzie zależało od koniunktury gospodarczej. Jeśli będzie dobra, pozwoli utrzymać miejsca pracy, choć trudno liczyć, aby ich przybywało przy gwałtownie rosnącej wydajności.

Jednak na dłuższą metę sytuacja starszych pracowników powinna się poprawić, bo zaczną zastępować młodszych. – Nie będzie gwałtownych zmian po wydłużeniu wieku emerytalnego. Społeczeństwo się starzeje i będzie pracowało coraz mniej młodych. Gdyby nie wydłużono lat pracy, to w 2025 r. byłoby o milion osób mniej aktywnych zawodowo niż obecnie – przekonuje Piotr Lewandowski, ekspert z Instytutu Badań Strukturalnych.

Zmiany demograficzne wymuszą poszerzenie rynku pracy dla starszych

Z punktu widzenia pracodawcy główne atuty osób po pięćdziesiątce to doświadczenie i lojalność. Ale to często za mało, by pracę utrzymać. W najbardziej narażonej na brak pracy grupie osób, powyżej 55. roku życia, ponad połowa szuka pracy co najmniej rok. To efekt z jednej strony mało elastycznego prawa, z drugiej – niechęci tych osób do podnoszenia kwalifikacji.

– Kompetencje znacznej części pięćdziesięciolatków są przeterminowane – uważa Piotr Rogowiecki, ekspert organizacji Pracodawcy RP. Jego zdaniem starsze osoby niechętnie uczą się nowych technologii. Zastrzega jednak, że stary pracownik wcale nie oznacza gorszy. – Starsi są bardziej dokładni i lojalni. Jeśli pracodawca zainwestuje w szkolenie, to np. nie odejdą do konkurencji tak szybko, jak 20- czy 30-latek – mówi ekspert konfederacji.

Problem w tym, że wiele firm pozbywa się pracowników, zanim ci wejdą w okres ochronny. Ten zaczyna się cztery lata przed emeryturą. – Postulat likwidacji tego okresu był stawiany wielokrotnie, bo dyskryminuje on starszych pracowników – mówi analityk Invest-Banku Wiktor Wojciechowski. Na razie bez rezultatów, bo przeciwko temu są związki zawodowe.

Przedemerytalny okres ochronny dyskryminuje pracowników

Sytuację osób starszych na rynku pracy miał poprawić program „Solidarność pokoleń 50 plus”. Niestety, nie spełnił on oczekiwań. – Wprawdzie w latach 2008 – 2010 wskaźnik zatrudnienia wśród osób między 55. a 64. rokiem życia zwiększył się o 7 pkt proc., ale był to efekt ograniczenia przywilejów emerytalnych – mówi Wojciechowski. Nie zadziałały zachęty, mimo że pracodawcy nie odprowadzają od pracowników po 55. roku składek na FGSP i płacą tylko za 14 dni jego choroby (było 33).

Sytuacja osób starszych będzie się poprawiać w miarę, jak będzie zmniejszać się liczba osób w wieku produkcyjnym. Z powodu braku młodych pracowników firmy będą na nich zdane. To oznacza, że podejście muszą zmienić zarówno 50-latkowie, jak i firmy. Dziś na przykład brakuje w firmach specjalistów od zarządzania wiekiem. Firmy niechętnie też zatrudniają takie osoby w niepełnym wymiarze godzin.