Do 15 września Rada Ministrów ma ostatecznie zdecydować o tym, ile wyniesie najniższa płaca w przyszłym roku. Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej, zaproponowała, aby było to 1500 zł. Wszystko wskazuje na to, że na taką właśnie kwotę zgodzi się rząd. Pewne jest, że przyszłoroczne minimalne wynagrodzenie nie będzie niższe niż 1500 zł, bo podwyżkę o 114 zł (z 1386 zł) rząd przedstawił Komisji Trójstronnej (KT). A zgodnie z art. 2 ust. 5 ustawy z 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę (Dz.U. nr 200, poz. 1679 z późn. zm.) ostateczna wysokość płacy nie może być niższa od przedstawionej KT.

– Podwyżka płacy minimalnej oznacza, że w przyszłym roku wzrośnie też wysokość innych świadczeń, które są z nią powiązane. To m.in. dodatek za pracę w nocy oraz minimalna pensja za czas przestoju – tłumaczy Agnieszka Waszczyk, prawnik z Kancelarii Wilczak i Wspólnicy.

Zdaniem pracodawców najwyższa od lat podwyżka płacy minimalnej może przyczynić się do ograniczenia zatrudnienia i prób obchodzenia przepisów (na przykład zatrudniania na czarno). Związki zawodowe uważają natomiast, że rząd powinien dążyć do tego, aby najniższa płaca osiągnęła wysokość połowy przeciętnej pensji. Dlatego NSZZ „Solidarność” złożył obywatelski projekt zmiany ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Przewiduje on, że jeśli roczny wzrost PKB przekroczyłby 3 lub 4 proc., szybciej rosłaby też najniższa płaca. Powinna ona w jak najkrótszym czasie wynosić połowę średniej krajowej. Jeśli wzrost gospodarczy byłby niższy lub miałby wartość ujemną, projekt zakłada, że minimalne wynagrodzenie byłoby ustalane według dotychczas przyjętych zasad.

– Pierwsze jego czytanie odbędzie się w najbliższy czwartek. Ma duże szanse na uchwalenie, bo pozytywnie wyrażają się o nim ugrupowania parlamentarne, w tym także ze strony rządowej – mówi Henryk Nakonieczny, członek Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.