Niskie temperatury, zaspy śnieżne, zamiecie i zawieje usprawiedliwiają nieobecność pracownika w pracy, jeśli poinformuje on o tym pracodawcę, a ten uzna, że rzeczywiście uniemożliwiły one podwładnemu stawienie się w pracy. Pracownik musi przekazać informację w tej sprawie najpóźniej następnego dnia. Za czas nieobecności nie otrzyma jednak wynagrodzenia.

– Złe warunki atmosferyczne mogą być uznawane przez firmy za usprawiedliwioną przyczynę absencji. Pracownicy powinni jednak wykazać, że z tego powodu rzeczywiście nie mogli dotrzeć do pracy. Mogą na przykład postarać się o zaświadczenie z gminy potwierdzające, że drogi były nieprzejezdne – mówi Katarzyna Grzybowska-Dworzecka, prawnik z Kancelarii Michałowski Stefański Adwokaci.

Jeżeli regulamin pracy nie określa sposobu zawiadomienia o nieobecności, pracownik dokonuje go osobiście, przez inną osobę lub telefonicznie. Może też przekazać tę informację listownie. Za datę zawiadomienia uznaje się datę stempla pocztowego. Niedotrzymanie dwudniowego terminu zawiadomienia o nieobecności może być usprawiedliwione szczególnymi okolicznościami, w tym zdarzeniem losowym.

Nieobecność w pracy jest też usprawiedliwiona, jeśli zamknięte zostaną przedszkola lub szkoły. W takiej sytuacji wystarczy, że pracownik poinformuje pracodawcę o konieczności sprawowania osobistej opieki nad zdrowym dzieckiem do lat ośmiu z powodu nieprzewidzianego zamknięcia żłobka, przedszkola lub szkoły. Za czas takiej nieobecności rodzicom przysługuje zasiłek opiekuńczy z ZUS.

Jeśli pracownik chce zachować prawo do pensji, może skorzystać z urlopu na żądanie. Musi jednak poinformować pracodawcę jeszcze przed rozpoczęciem dniówki, która ma być wolna – czyli np. przed godziną 9 rano, jeśli wtedy zaczyna pracę.

– W ciągu roku pracownik ma prawo do czterech dni urlopu na żądanie – tłumaczy Katarzyna Grzybowska-Dworzecka.

Nie jest to jednak dodatkowy urlop. Dni te są odliczane z urlopu wypoczynkowego.