Zarządzający OFE zostaną zmuszeni do ostrej konkurencji, ich zyski mają w większym stopniu zależeć od umiejętności pomnażania naszych pieniędzy. Takie są m.in. ustalenia zespołu, któremu przewodniczy Michał Boni, minister w kancelarii premiera, a który pracuje nad zmianami w systemie emerytalnym. W momencie zamykania tego numeru trwały jeszcze rozmowy rządu z zarządzającymi OFE, ale wszystko wskazuje, że:

● OFE będą mogły lokować pieniądze osób, które nie ukończyły 55 lat, do 85 proc. w akacjach. Teraz limit wynosi 40 proc., a wszyscy klienci OFE bez względu na wiek oszczędzają tak samo. Osoby 55-letnie będą przenosić kapitał emerytalny do ukończenia 65 lat do funduszy bezpiecznych, które w akcjach będą miały do 15 proc.

● Zmieni się sposób oceny zysków, jakie wypracowują OFE. Obecnie są oceniane na podstawie tzw. średniej ważonej stopy zwrotu. Uwzględnia ona wyłącznie wyniki osiągane przez same OFE, a w dodatku największy w nich udział mają duże fundusze. Naśladują więc strategie inwestycyjne, na czym tracą klienci, bo zyski, jakie osiągają, są zaniżone. Rząd wprowadzi tzw. zewnętrzny benchmark, tj. punkt odniesienia, na podstawie którego będą oceniane zyski OFE. Będzie się opierał na indeksie warszawskiej giełdy WIG.

● Więcej pieniędzy emerytów trafi za granicę – limit inwestycji ma zostać zwiększony z 5 do 15 proc.

● Opłaty dla zarządzających mają bardziej zależeć od osiąganych przez nich wyników, mają też zmaleć prowizje od składki dla starszych osób, które oszczędzają w bezpiecznych funduszach – z 3,5 proc. do 2,1 proc.

Nowelizacja ustawy o OFE ma wejść w życie w kwietniu przyszłego roku, a zmiany od 2012 roku. Osoba 65-letnia, zarabiająca średnią pensję, ma zyskać prawie 200 zł miesięcznie. Jej świadczenie z OFE na dzisiejsze warunki zamiast 900 zł miesięcznie wyniesie prawie 1,1 tys. zł.