KE rozpoczęła dziś konsultacje w sprawie planowanego przeglądu zasad dotyczących czasu pracy w Unii Europejskiej. Nowa KE wraca tym samym do sprawy nieprzyjętej w ubiegłym roku nowelizacji dyrektywy, która dopuszczała pracę nawet przez 65 godzin tygodniowo.
Publikacja: 24 marca 2010, 17:13 Aktualizacja: 24 marca 2010, 18:57
Chodzi o propozycję KE z 2004 r. określającą m.in. maksymalny tygodniowy czas pracy w UE na 48 godzin, który jednak za zgodą pracownika można wydłużyć, korzystając z tzw. klauzuli opt-out, do 60-65 godzin tygodniowo. W kwietniu ubiegłego roku, po pięciu latach sporów, przedstawiciele rządów krajów członkowskich i Parlament Europejski nie doszli jednak do porozumienia i ostatecznie odrzucili propozycję KE.
Poszło przede wszystkim o różnicę zdań w sprawie opt-out: eurodeputowani opowiadali się za 48-godzinnym tygodniem pracy w rocznym okresie rozliczeniowym. Ponadto nie chcieli się zgodzić na możliwość zaliczenia części czasu spędzonego na dyżurach (w tym lekarskich czy strażackich) do tzw. nieaktywnego czasu pracy. Pogrzebana dyrektywa przewidywała, że tydzień pracy w UE będzie nadal wynosił do 48 godzin, ale za zgodą pracownika będzie go można wydłużyć do 60 godzin w trzymiesięcznym okresie rozliczeniowym, chyba że inaczej stanowi zbiorowy układ pracy lub porozumienie partnerów społecznych w danym kraju.
Przy braku porozumienia i przy zaliczeniu nieaktywnego czasu dyżurów do normalnego czasu pracy (tak jak w Polsce) tygodniowy czas pracy można by wydłużyć nawet do 65 godzin. Ponadto miał obowiązywać podział dyżurów na dwie części: aktywną, kiedy lekarz zajmuje się pacjentem (a strażak gaszeniem pożarów), oraz nieaktywną, kiedy w gotowości czeka na telefon. Ten kompromis popierał rząd Polski należący, obok m.in. Wielkiej Brytanii, do krajów zabiegających o liberalne zapisy. Polsce zależało, by uniknąć ryzyka braków kadrowych w służbie zdrowia.
Zmiany na rynkach pracy
KE zapowiada, że przy kolejnym gruntownym przeglądzie unijnych przepisów zamierza wziąć pod uwagę zmiany na rynkach pracy, które zaszły w ciągu ostatnich dwudziestu lat, takie jak skrócenie czasu pracy czy wzrost liczby pracowników w niepełnym wymiarze godzin. Partnerzy społeczni (przedstawiciele pracowników i pracodawców) mają teraz sześć tygodni na przekazanie opinii, czy w ogóle UE powinna podjąć działania w tej sprawie, a jeśli tak, to jakie. Na razie KE nie przesądza kształtu przyszłej propozycji legislacyjnej.
"To, że nie udało się osiągnąć porozumienia przy zeszłorocznej próbie wprowadzenia zmian do przepisów dotyczących czasu pracy, nie oznacza, że problemy związane z obowiązującymi przepisami zniknęły. Potrzebujemy kompleksowego przeglądu zasad przeprowadzonego na podstawie rzetelnej oceny skutków kładącej szczególny nacisk na wymiar społeczny" - powiedział komisarz ds. zatrudnienia i spraw społecznych Laszlo Andor.
KE zapowiada, że jeśli będzie miała poparcie partnerów społecznych do działania, kolejne konsultacje będą dotyczyły meritum przyszłej propozycji.
Z najnowszych dostępnych danych Eurostatu (z 2007 r.) wynika, że pełnoetatowy pracownik w UE pracuje średnio 41,8 godzin w ciągu tygodnia; w Polsce - 42,9. W skali unijnej pracownik zatrudniony na niepełnym etacie pracuje średnio 20 godzin tygodniowo.
Z braku nowelizacji w mocy pozostaje wciąż obecna dyrektywa z 1993 roku. Poprawiona 10 lat później, daje ona możliwość wydłużenia tygodnia pracy nawet do 78 godzin - za zgodą pracownika.
1: n z IP: 213.25.175.* (2010-03-24 20:53)
Zwykle pracuje sie 42 godziny. Mozna pracowac oczywiscie jesli pracodawca sie na to zgodzi nawet i 65 godzin tygodniowo. Ciekawe co na to komisja europejska. Piekna Danusia Holecka ekspert w dziedzinie ekonomii z pieknymi zakietami wie w tej materii niezwykle duzo.
2: n z IP: 213.25.175.* (2010-03-24 21:30)
pomylka - wlasciwie 48 godzin.
3: nik z IP: 91.150.197.* (2010-03-25 09:24)
Szukanie oszczędności na pracownikach. Ta śmieszna UE udaje troskę, bo starzeją się kraje europejskie, jednocześnie robiąc wszystko, żeby ludzie nie mieli czasu na dzieci. Dziwny jest też brak troski o wyrównanie zarobków w krajach UE. Parę lat temu jedynie troszczyli się o wyrównanie cen. Kiedy ceny się zrównały, o zarobkach zapomniano. Można bez żadnej wątpliwości stwierdzić, że pracownicy, którzy muszą pracować w Polsce tylko stracili na tej integracji z UE.
4: Jacek z IP: 83.9.150.* (2010-03-25 17:32)
Już to widzę jak pracodawca "zmusza" do pracy, a pracownik się na to "zgadza" bo nie ma wyjścia - takie są realia w tym "naszym" kraju.
5: Krokodylowy z IP: 109.197.99.* (2010-06-12 23:04)
Do tego Balcerowicz teraz krzyczy o konieczności podwyższenia wieku emerytalnego. W takim wypadku mało kto emerytury dożyje. Tylko ci, którzy pierdzą w stołki. Balcerowicz, gdyby był mądry, pomyślałby, jakby tu cały ten bajzel ruszyć, żeby wiek emerytalny jeszcze obniżyć. Zabija nas rak i stres. Dojdzie przepracowanie i brak życia prywatnego. To musi ****** i skończyć się rewolucją.
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Szpitale przestaną pokrywać koszty pobytu pacjentów, którzy nie wymagają leczenia, lecz jedynie całodobowej opieki.