"Słuchając premiera można było odnieść wrażenie, że winę za kłopoty gospodarcze państwa ponoszą głównie emeryci. To bardzo nieuczciwe, bo przecież wszyscy oni przez wiele lat odłożyli sobie na przyszłą emeryturę" - powiedział Radzikowski. Dodał, że "przeciętny mężczyzna w Polsce żyje niewiele ponad 70 lat i z tego przez 35 czy 40 lat płaci składki na ubezpieczenie emerytalno-rentowe, z których większość nigdy nie wykorzysta".

Zdaniem Radzikowskiego plany rządu, mówiące o podwyższeniu wieku emerytalnego, prowadzą do tego, by ludzie pracowali całe życie i nigdy nie wykorzystali tego, co odkładają na emeryturę.

"To na pewno nie naprawi finansów publicznych"

"Równie dobrze rząd mógłby przedstawić plan, w którym cała reforma emerytalna składałaby się z dwóch punktów. Pierwszy mówiłby, że pracujemy do śmierci, a drugi, że odprowadzone do ZUS i OFE składki nie są dziedziczone" - powiedział Radzikowski.

Ekspert OPZZ podkreślił, że rząd nie przedstawił żadnego planu zmniejszenia bezrobocia, konkretnych zachęt do tworzenia nowych miejsc pracy. "Mówiąc jedynie o problemach emerytalnych rząd próbuje odwrócić uwagę od prawdziwych przyczyn kryzysu, od największego problemu, jakim jest długotrwałe bezrobocie" - powiedział.

Zdaniem Radzikowskiego pozostałe propozycje rządowe to "mieszanie w garnku, od czego jednak w tym garnku nie przybywa". "Rządowy plan to plątanina ogólników i szczegółowych, niesystemowych propozycji, np. w kwestiach podatkowych". "To na pewno nie naprawi finansów publicznych" - ocenił.