Dzięki zmianie definicji długu publicznego nie zniszczymy reformy emerytalnej, a budżet państwa nie zostanie sparaliżowany przez przekroczenie 55-proc. progu ostrożnościowego – postulują współtwórcy reformy emerytalnej Marek Góra i Agnieszka Chłoń-Domińczak oraz Maciej Bukowski z Instytutu Badań Strukturalnych.

Ich propozycje już trafiły do ministra finansów Jacka Rostowskiego i ministra w kancelarii premiera Michała Boniego. Bardzo krytycznie odnieśli się w nich do pomysłu resortu pracy i finansów, aby zmniejszać składkę do OFE, a większy strumień pieniędzy skierować do ZUS. – Jest to podporządkowane krótkoterminowej perspektywie gaszenia pożaru w budżecie. To sztuczka, która pozwala na formalne ominięcie problemów konstytucyjnych i pozornie ułatwia drogę do euro – wskazują.

W zamian proponują inne, radykalne rozwiązanie – wprowadzenie zamiast jednej trzech definicji długu publicznego.

● Pierwsza to dług całkowity. Uwzględniałby, czego nie robi żaden kraj w Unii, nie tylko zobowiązania wynikające z emisji papierów skarbowych, ale także zobowiązania systemu emerytalnego. Byłby więc zdecydowanie wyższy od obecnego długu publicznego. Można się spodziewać, że wynosiłby około 200 proc. PKB.

● Druga to nieemerytalny dług publiczny – czyli dług wynikający głównie z wyemitowanych już papierów wartościowych, który dziś przekracza 630 mld zł. Ale to zobowiązanie byłoby pomniejszone o pieniądze, jakie OFE mają ulokowane w obligacjach skarbowych – obecnie 110 mld zł. To właśnie ta definicja miałaby być brana pod uwagę w wyliczeniach dotyczących progów ostrożnościowych (50, 55 i 60 proc. PKB). Gdyby zastosować ją teraz, dług publiczny zmniejszyłby się o mniej więcej 9 pkt proc. i rządowi nie groziłaby w najbliższych latach groźba gwałtownego równoważenia budżetu.

● Trzecia to emerytalny dług publiczny, tj. różnica między długiem całkowitym a nieemerytalnym. Ujawniałby więc zobowiązania Skarbu Państwa wynikające z nabytych uprawnień emerytalnych Polaków.

Eksperci postulują, aby taki sposób księgowania długu wprowadzić najpierw w Polsce, a później przekonać do niego (najlepiej podczas naszej prezydencji) wszystkie kraje UE. – To ujawni, że większość krajów Unii ma znacznie większe zobowiązania ukryte wobec przyszłych emerytów niż Polska. Pozwoli też lepiej ocenić stabilność finansów publicznych UE – piszą.

Ich zdaniem ta propozycja pomoże Ministrowi Finansów w złapaniu oddechu potrzebnego do naprawienia zaszłości w finansach publicznych i jednocześnie nie spowoduje destrukcji systemu emerytalnego. Dodają jednak, że problem nierównowagi budżetowej wymaga reform i zdecydowanych działań w zupełnie innych sferach niż system emerytalny.

45 proc. PKB wynosi dług publiczny bez pieniędzy OFE ulokowanych w obligacjach