GUS szacuje, że do III kwartału tego roku nawet o połowę może zmniejszyć się liczba gospodarstw domowych, które skorzystają z różnych form wypoczynku. Dotychczas na urlopy regularnie wyjeżdżało 40 proc. polskich rodzin.

- Będzie ciężko, ale jakoś się obronimy - uważa Józef Ratajski z Polskiej Izby Turystyki.

Prognozy dla branży

- Jak na razie możemy mówić tylko o obserwacjach, bo sezon zimowy jeszcze trwa - zaznacza prezes zarządu Instytutu Turystyki dr Krzysztof Łopaciński.

Dodaje, że wprawdzie turyści tej zimy dopisali, ale już widać, że z turystyki wyjazdowej rezygnują średnio i słabiej sytuowani Polacy.

A to oni głównie wyjeżdżali na Słowację. Teraz niepewność na rynku pracy i drogie euro zatrzymało ich w kraju. Słowakom nie pomogły nawet mniejsze obciążenia podatkowe za usługi baz noclegowych. O wiele lepiej było w te ferie zimowe w Zakopanem, ale, jak zaznacza Józef Ratajski, wiceprezes Polskiej Izby Turystyki, za wcześnie jest na optymizm, bo jak mówi, prognozy nie należą do wesołych.

- Już teraz w skali całego kraju daje się zauważyć spadek obrotów w branży hotelarskiej o 10-15 procent. Modne, górskie miejscowości wypoczynkowe i czas ferii zimowych to osobny segment rynku, który nie daje realnego obrazu sytuacji - wyjaśnia Józef Ratajski.

Polska Izba Turystyki postanowiła zbadać sytuację na rynku. Do członków Izby rozesłano anonimowo ankiety z pytaniami: jak bezpośrednio odczuwasz skutki kryzysu, czy planujesz zwolnienia pracowników, czy masz problem z kredytem itp.? A sytuacja musi być niepokojąca, skoro w 17-letniej historii Izba przeprowadza dopiero po raz drugi tego typu badania.

- Wyniki ankiety będą znane już na początku marca, ale już spływające odpowiedzi nie napawają optymizmem. Generalnie spadły obroty w biurach podróży obsługujących pełen sezon letni, tu wczasy wykupuje się właśnie teraz w styczniu i lutym - mówi Józef Ratajski.

Turyści będą czekać do ostatniej chwili z podjęciem decyzji o wakacjach.

- Przypuszczamy, że 2009 będzie rokiem ofert last minute - mówi Józef Ratajski.

Biura a opcje walutowe

- Nie możemy udawać, że nie ma bezrobocia, wskaźniki GUS mówią, że przekroczyło ono 10 proc., a to oznacza półtora miliona bezrobotnych, którzy nie skorzystają z usług naszej branży - wylicza Józef Ratajski.

Obecnie dużym problemem biur podróży - podobnie jak w innych dziedzinach gospodarki - są opcje walutowe, w które weszli touroperatorzy, oraz wstrzymanie inwestycji budowlanych w związku z kryzysem na rynku kredytów.

Z ankiet napływających do PIT wynika, że jest zastój. Potencjalni turyści czekają, co się wydarzy na rynku pracy i płacy, a z nimi czeka cała branża. Ten zastój potrwa do długiego weekendu majowego.

- Wtedy okaże się, jak sprzedała się kompleksowo zima i jak będzie wyglądało lato. Ile wycieczek i wczasów zostało naprawdę sprzedanych, a ile będzie w ofercie last minute - mówi Ratajski.

Zwolnienia nieuniknione

Jednak w ankietach PIT pojawiają się pierwsze głosy, że i ta branża nie uniknie zwolnień. Najbardziej zagrożone są małe biura podróży, które utrzymują się z pośrednictwa.

- Mają najmniejsze szanse utrzymania się. Już teraz wiemy, że niektórzy agenci rezygnują z prowizji, którą dostawali od touroperatora, byle pozostać na rynku i utrzymać klienta, ale jak długo można tak prosperować, a w dodatku jest to niezgodne z przepisami - wskazuje Józef Ratajski.

Zamknięciem zagrożone są także małe biura podróży, które same organizowały wycieczki i wczasy. One mają minimalne szanse na negocjacje cen noclegowych przykładowo na Cyprze, Majorce czy w Grecji.

- Ci, co zakupili opcje walutowe, stracą najwięcej, zwłaszcza jeśli sprzedali część oferty po starej cenie, a latem będą płacić po nowych kursach - wyjaśnia Krzysztof Łopaciński.

Upadną też rodzinne firmy

Jak wskazują eksperci, na wiosnę tego roku wraz z rozwojem sytuacji gospodarczej zdecydują się losy rynku turystyki lokalnej. Jeśli do tego czasu nic się nie zmieni w Europie, to będzie bardzo źle. Przede wszystkim upadnie turystyka wypadowa. Kurorty, modne miejscowości, duże miasta jak Kraków odczują to najbardziej, bo nie będzie już jedno-, trzydniowego napływu turystów z Polski i zagranicy, a to oni w weekendy robili największe obroty. Zagrożone są ośrodki górskie i nadmorskie oparte na prywatnej kwaterach.