#YOUTHEMPOWERED

Kryzys gospodarczy najbardziej uderzył w młodych. Bezrobocie w tej grupie wiekowej poszybowało w górę i przez wiele lat utrzymywało się na wysokim poziomie. Do tej pory, mimo dobrej sytuacji na rynku pracy, odsetek osób bez zajęcia wśród najmłodszych znacznie przewyższa średnią.

Dla młodzieży problemy zaczęły się jeszcze przed upadkiem Lehman Brothers. W 2006 r. bez płatnej posady pozostawało 7,7 proc. osób w wieku 25–29 lat i aż 16,6 proc. w wieku 20–24 lata – wynika z danych GUS. Dla porównania, wśród trzydziestolatków nie pracowało zaledwie 5 proc. Wielu z tych, którzy znaleźli zatrudnienie, rozczarowało się, bo była to praca poniżej ich kwalifikacji i w zamian za niskie wynagrodzenie. W efekcie od 2008 roku systematycznie rosła liczba osób niepracujących i nieuczących się. Spośród tych najmłodszych aż 11 proc. nie chce tej sytuacji zmienić.

Dlaczego są tacy

Brak możliwości znalezienia odpowiedniego zajęcia to niejedyne tłumaczenie młodych, zwanych NEET-sami. – Ta grupa jest mocno niejednorodna, a przyczyn, dla których młodzi ludzie pozostają bez pracy i nie chcą jej znaleźć, jest więcej. Z jednej strony mamy osoby niezaradne życiowo i klientów pomocy społecznej, którzy korzystają z niej z pokolenia na pokolenie. Z drugiej strony są „ambitni pechowcy”, którzy mają wyższe wykształcenie i aspiracje, ale nie mogą znaleźć odpowiedniej posady. Do tego dochodzi grupa osób pracujących w szarej strefie, osoby niepełnosprawne i wreszcie imprezowicze oraz ci, którzy mają zamożnych rodziców, dzięki którym mogą przedłużyć okres młodości – mówi Łukasz Broniszewski z Fundacji Stabilo.

Potwierdzają to osoby, które brały udział w badaniu przeprowadzonym przez Kantar MillwardBrown na zlecenie Coca-Cola HBC Polska. W ankietach można znaleźć takie odpowiedzi: „Jestem z wyboru bezrobotna. Byłam kelnerką, opiekunką do dzieci. Studia ekonomiczne rzuciłam, bo się tym znudziłam. Mieszkam z narzeczonym, utrzymują mnie on i rodzice, mam też swoje oszczędności. Teraz próbuję dowiedzieć się, co chcę robić w życiu, odnajduję siebie. Lubię piec i gotować, w związku z tym może założę swoją firmę, ale boję się, że przez to znielubię swoją pasję. Chcę pracy, która sprawi mi przyjemność, bo każdy dzień w korporacji to nuda i brak sensu. Gdybym poszła do pracy, to nie miałabym czasu, żeby zastanowić się, co robić w życiu, tylko męczyłabym się. Chciałabym mieć pracę marzeń. Rodzice rozumieją to moje podejście i dają mi czas”.

Powstanie dużej grupy polskich NEET-sów zawdzięczamy dobrej sytuacji gospodarczej. – Jeśli przeanalizujemy statystyki, okaże się, że nie brakuje rodzin, w których dochód na jednego członka rodziny wynosi 2 tys. zł. To sprawia, że młodzi, którzy nie bardzo wiedzą, co chcą zrobić ze swoim życiem, mają możliwość długiego poszukiwania – mówi Łukasz Broniszewski. Wtóruje mu prof. Urszula Sztandar-Sztanderska z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego: – Młodzi ludzie nie muszą zabiegać o dobry start. Zostali wyposażeni przez swoich rodziców w telefony, komputery, a nierzadko i samochody. Poza tym rodziców stać na to, aby utrzymywać ich trochę dłużej, niż to się przyjęło.

Badania potwierdzają te obserwacje. Młodzi z pokolenia „ani-ani” oceniają swoją sytuację życiową jako stabilną i bezpieczną, właśnie dzięki przychodom rodziców i w większości są zadowoleni z tego, co mają. Z badania Kantar MillwardBrown wynika, że w co piątym gospodarstwie domowym, w którym występuje przedstawiciel pokolenia NEET, dochód na jedną osobę wynosi 2–3 tys. zł. 20 proc. może rozporządzać miesięcznie kwotą 3–4 tys. zł, a 13 proc. nawet 4–5 tys. zł.

Poczucie wartości

Charakterystyczne jest to, że przedstawiciele pokolenia „ani-ani” mają dość wysokie oczekiwania, jeśli chodzi zarobki. W pierwszej pracy chcieliby dostawać 2500 tys. zł netto. „Skończyłem technikum informatyczne. Nie dostałem się na studia z powodu słabych ocen, nie starałem się ich poprawiać. Nie pracuję i nie szukam pracy. Utrzymują mnie rodzice. Dla mnie to wygodne, a oni są zadowoleni, że mają mnie w domu. Zazwyczaj łapię fuchy u znajomych rodziców, naprawiam komputery, zarabiam w ten sposób ok. 500 zł miesięcznie, to mi wystarcza na imprezy czy inne wydatki. Moi znajomi studiują, imprezujemy razem. Oni nie myślą jeszcze o pracy, więc ja też nie myślę. Mam kolegów, którzy pracują. Po opłaceniu mieszkania zostaje im tyle samo pieniędzy, ile mam ja. To się nie opłaca” – tłumaczy jeden z uczestników badania.

Okazuje się, że rodzice niezbyt chętnie wypychają swoje dzieci z domu, a kreowanie relacji kumpelskich nie sprzyja wzięciu przez potomków odpowiedzialności za własne życie. Sytuację ułatwiają młodym czynniki gospodarcze – niskie bezrobocie, brak inflacji, zapewniające stabilizację rodzinie. Nie czują też presji na założenie własnej rodziny, czemu sprzyja coraz powszechniejsza moda na nieposiadanie lub późne posiadanie dzieci.

Rodzina dla NEET-sów jest ważna. W hierarchii swoich wartości stawiają ją na drugim miejscu, ale prawie na równi z pierwszym na liście zdrowiem. Mogłaby ona stać się dla nich motywacją do działania, ale w tym pokoleniu posiadanie żony czy męża to rzadkość. Kobiety w badaniu Kantar MillwardBrown twierdzą wręcz, że potencjalne (lub już realne) posiadanie dzieci hamuje ich rozwój zawodowy. „Barierą jest perspektywa pogodzenia życia rodzinnego i pracy. Koszty zorganizowania opieki nad dziećmi są porównywalne do uzyskanych zarobków” – twierdzą autorzy badania, zwracając uwagę na podkreślaną przez respondentów kwestię „straty emocjonalnej” związanej z rozstaniem z dziećmi.

Nowe standardy

Z badania przeprowadzonego przez Kantar MillwardBrown wynika, że wśród NEET-sów przeważają osoby z wykształceniem średnim i zawodowym. Co trzeci z nich nie posługuje się żadnym językiem obcym. Wszystkich charakteryzuje bierność – w poszukiwaniu pracy liczą na szczęście i kontakty, nie są zmotywowani do aktywnego szukania. Bierną postawę widać także w braku gotowości do podjęcia wysiłku i przyjęcia odpowiedzialności: o zmianie miejsca zamieszkania myśli zaledwie 15 proc. badanych. Zaledwie co czwarty przedstawiciel pokolenia „ani-ani” był kiedykolwiek na rozmowie kwalifikacyjnej.

– Młodzi nie chcą przyjmować pierwszej lepszej oferty pracy – mówi prof. Sztanderska. – Wolą poczekać, aż na rynku znajdzie się coś, co odpowiada ich kwalifikacjom i zainteresowaniom. Deklarują, że kariera zawodowa zajmuje siódme miejsce w ich hierarchii wartości, podczas gdy niezależność – trzecie.

Zdaniem ekspertki, dla młodego pokolenia typowo polskie rozwiązania na rynku pracy nie są już w żaden sposób atrakcyjne. – Skończyło się utożsamianie rozwoju zawodowego z nienormowanym czasem pracy i bycie na każde wezwanie szefa – mówi prof. Sztanderska. Dlatego też nie wszystkim młodym pali się do wejścia w ten tryb życia. – W Polsce co prawda takiej motywacji się nie obserwuje, ale w krajach zachodnich poważną grupę wśród NEET-sów stanowią osoby, które w ogóle kontestują standardowy tryb życia, który dzieli się na ośmiogodzinny dzień pracy, dojazdy do pracy, zajmowanie się dziećmi i gospodarstwem domowym. Coraz częściej spotyka się osoby, które na przykład pół roku pracują, a drugie pół poświęcają na podróże czy realizowanie własnego hobby – mówi prof. Sztanderska. Zwraca uwagę, że nowych modeli życia pojawia się coraz więcej i młodzi coraz częściej próbują wyrwać się ze sztywnych ram narzuconym przez starsze pokolenia. Co nie oznacza, że są bumelantami i leniami.

Archaiczny system

Profesor Urszula Sztandar-Sztanderska zwraca też uwagę na jakość szkoleń oferowanych osobom szukającym zajęcia. Są one często niedostosowane do realiów rynku pracy – mówi. I dodaje: – Po co młody człowiek, który wręcz urodził się z komputerem, ma się uczyć jego obsługi, co jest czasem jedyną ofertą szkolenia w urzędzie pracy. Potwierdza to przeprowadzone badanie. Wynika z niego, że zaledwie 18 proc. badanych skorzystało kiedykolwiek z takiego szkolenia.

Problemem wciąż pozostaje niska jakość ofert w urzędzie pracy. „Nie jestem, zarejestrowana w UP, bo to tylko kłopot, trzeba jeździć, stawiać się u pracodawców, u których się nie chce pracować. Na przykład ostatnio zaproponowano mi mycie nagrobków cmentarnych – no wiem, że mam wykształcenie tylko średnie, ale bez przesady, nie będę się zniżać do takiego poziomu, nie jestem aż w tak złej sytuacji finansowej. Musiałam uzyskać od tego pana dokument, że nie nadaję się do tej pracy i pół dnia w plecy” – tłumaczyła jedna z uczestniczek badania. „Na kurs kasy fiskalnej specjalnie nie poszłam, bo gdybym go miała, to zaraz by mi z UP oferty pracy w sklepie dawali, a tam praca zmianowa jest i trudno to z dzieckiem pogodzić” – wyjaśniała inna. – Klienci urzędów pracy bardzo dobrze radzą sobie z profilowaniem siebie jako bezrobotnego. Potrafią tak wypełnić testy, aby nie zostać skierowanym do byle jakiej pracy – mówi Broniszewski. W jego ocenie słabością tego systemu jest to, że wraz z zarejestrowaniem się jako bezrobotny otrzymuje się ubezpieczenie zdrowotne. Gdyby zależało ono od podjęcia pracy, byłaby to istotna motywacja. W ten sposób młodzi uczą się tego systemu, który pozwala im na w miarę komfortowe życie, ale nie spełnia swojej funkcji aktywizacyjnej.

Oderwanie realiów systemu edukacji od faktycznego rynku pracy podkreśla również prof. Sztanderska. Jej zdaniem receptą byłoby chociażby poważne potraktowanie wymagania zaliczenia stażu pracy w szkole zawodowej lub na studiach. Dużą zmianę w tym zakresie może również przynieść rzetelny poziom monitorowania losów absolwentów szkół i uczelni.

Trzeba dojrzeć

Konieczność zmian systemowych to jedno, ale czy one będą w stanie przekonac młodych ludzi do zmiany postaw życiowych?

NEET-si, podobnie jak całe pokolenie millenialsów (osób urodzonych między 1980 a 1994 r.) cenią sobie niezależność, nie chcą się wiązać umowami, a praca od 8 do 16 sprawia im poważny kłopot. Kwintesencję takiej postawy można wyczytać w opinii jednego z uczestników badania: „Mieszkam z rodzicami. Skończyłem technikum mechaniczne cztery lata temu. Miałem pracę sezonową w Holandii oraz tutaj w naszym mieście w budowlance. Teraz jestem bez pracy. (...) Lubię tą niezależność, że nie mam umowy o pracę ani co miesiąc czynszu na głowie, kogoś, komu muszę płacić. (...) Chcę się jeszcze bawić, a nie brać odpowiedzialność – bo jak podpiszę umowę z pracodawcą lub o wynajem mieszkania, to jest odpowiedzialność dla mnie i to jest stresujące. Wszystko trzeba samemu robić, płacić, dokumenty wypełniać. A jak już się raz z domu pójdzie, to potem wstyd wracać”.

#YouthEmpowered: Możesz więcej, niż myślisz

To pilotażowy program Coca-Cola HBC Polska, który ma pomóc młodym ludziom w odkrywaniu ich mocnych stron i odnalezieniu potencjału zawodowego. Program kierowany jest do osób pomiędzy 18. a 30. rokiem życia, które z różnych powodów pozostają jednocześnie poza rynkiem pracy i systemem edukacji oraz nie uczestniczą w szkoleniach zawodowych. Dodatkowo działania skierowane będą do uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych z miejscowości do 50 tys. mieszkańców.

Program wspiera proces włączenia zawodowego poprzez oferowanie uczestnikom narzędzi zwiększających ich potencjał i możliwości na rynku pracy. W pierwszym etapie w wybranych miejscowościach na terenie całej Polski odbędą się warsztaty, dzięki którym uczestnicy będą mieli możliwość rozwinięcia umiejętności przydatnych zarówno w pracy zawodowej, jak i w życiu codziennym. W kolejnym etapie organizator chce zaoferować szkolenia wszystkim chętnym poprzez internetową platformę e-learningową.

Program realizowany jest przez koalicję partnerów, w skład której wchodzą organizacje pozarządowe: Fundacja Sempre a Frente, Stowarzyszenie Morena, Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju i Pomocy Q Zmianom, Stowarzyszenie Semper Avanti oraz Polski Czerwony Krzyż. Patronat nad programem objęła Krajowa Izba Gospodarcza. Patronem medialnym jest Dziennik Gazeta Prawna.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

PARTNER

źródło: Dziennik Gazeta Prawna