statystyki

Rzecznik praw obywatelskich o chorobach zawodowych

autor: Łukasz Guza29.12.2008, 10:11; Aktualizacja: 29.12.2008, 10:30

Postępowania o stwierdzenie choroby zawodowej są zbyt długotrwałe.

reklama


reklama


Inspektor sanitarny wydaje decyzję o stwierdzeniu choroby zawodowej na podstawie kodeksu postępowania administracyjnego. W wyniku postępowania odwoławczego od jego decyzji sprawy są więc rozpatrywane przez sądy administracyjne nie pod względem merytorycznym, ale pod kątem zgodności z prawem.

- W takim postępowaniu nie jest więc możliwa merytoryczna ocena prawidłowości orzeczeń o rozpoznaniu choroby zawodowej lub o braku podstaw do jej rozpoznania - zwraca uwagę Stanisław Trociuk, zastępca rzecznika praw obywatelskich.

Dlatego rzecznik wystąpił do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej o zmianę przepisów. Mają umożliwić lepszą kontrolę nad tego typu decyzjami.

RPO zwraca też uwagę, że postępowania o stwierdzenie choroby zawodowej często są przewlekłe, m.in. dlatego że w tego typu sprawach jednostki ochrony zdrowia nie muszą dokonywać badań i wydawać orzeczeń lekarskich w określonym terminie.

- Umożliwienie pracodawcom i pracownikom odwołania się do sądów powszechnych nie przyspieszy procedury stwierdzania choroby zawodowej - uważa dr Ewa Wągrowska-Koski, krajowy konsultant ds. medycyny pracy.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:GP
  • Oszukany w imię prawa przez instytut w Łodzi.(2012-02-06 14:34) Odpowiedz 00

    Dopisek do komentarza nr.18, gratulacje dla AA,chciałem dodać jeszcze bo widzę ze poszkodowani przez instytut w Łodzi szukają pomocy tak jak ja .W\w instytut tak jest bezkarny w swoich poczynaniach ze potrafi w ciągu kilkunastu miesięcy stwierdzić dwa różne typy ubytku słuchu .W2010 r ,miałem ubytek typu czuciowo- nerwowego ,w 2011r ,natomiast ubytek typu ślimakowego i ani inspektor powiatowy ani wojewódzki tego nie zauważyli,im tak jak w puzzlach aby pasowały w miarę wszystkie części układanki to wsio ryba. Najgorsze jest to ze nasze odwołania przechodzą przez ręce tych przeciw ,którym się odwołujemy,mnie powiatowy inspektor załatwił jeszcze lepiej ,wysyłając przed drugim pobytem ,moje krytyczne opinie o pracy Instytutu do w\w wymienionej jednostki ,ich pierwsze słowa były co się panu w naszej pracy nie podoba ,więc im to wyjaśniłem ale już na wstępie byłem załatwiony jak przysłowiowy chłop w sądzie,Moja batalia o uznanie choroby zawodowej trwa czwarty rok ,teraz jestem na etapie skargi do sądu,chociaż przeglądając orzeczenia na tego typu skargi w sądzie mam nikłe nadzieje.Oni są po prostu bezkarni w swoich poczynaniach i mają tego pełną świadomość ,ich opinii jak biegłych nie może nikt inny podważyć.

  • AA(2012-02-15 16:17) Odpowiedz 00

    Większość starających się o chorobę zawodową porzucają swoje sprawy na etapie decyzji Sanepidów Wojewódzkich a one nigdy nie podważą opini lekarza orzecznika bo nie mają do tego prawa jedynie mogą ustosunkować się do sprawy merytortcznie co żadko czynią pozostawiając to do oceny sądom administracyjnym.Dlatego uważam że powinniśmy składać skargi do sądów bo jedynie tego jeszcze się lekarze z IMP boją.Może mi się łatwo mówi bo już tą sprawę wygrałam w sądzie ale wiem że jeśli koś jest przekonany o swojej racji tak jak np. pan oszukany - kom:21 to należy walczyć dokońca i mieć nadzieję .

  • Oszukany przez(2012-02-15 22:37) Odpowiedz 00

    Do AA ,żeby było ciekawiej ,inspektor powiatowy namawiał abym się nie odwoływał tylko wystąpił na drogę sądową przeciw instytutowi bo szkoda mojego czasu ,natomiast wojewódzkiemu wcisnął kit ze wcale się z nim nie kontaktowałem, sanepidy to jedno wielkie oszustwo.Idą ręka w rękę z instytutami, dobrze ze mam całą dokumentację ,więc sąd gdy będzie chciał to obiektywnie rozpatrzy skargę.W2010r stwierdzili w instytucie ze mam kliniczny obraz uszkodzenia przez hałas w 2011 ,postępujący regres choroby nie związany z pracą, tylko nie stwierdzili u mnie żadnej choroby.

  • KANKUDAY(2012-01-31 23:38) Odpowiedz 00

    Ja już 5 lat walczę o stwierdzenie choroby zawodowej. Dzisiaj otrzymałem kolejną odmowę , czyli brak decyzji o przyznaniu.Po ostatnim odwołaniu czekałem 2 lata na decyzję, a mnie przysługuje 14 dni na odwołanie.Do Sosnowca dzwoniłem wielokrotnie, aby sprawdzić co z moimi dokumentami, najczęstsza odpowiedź to wyślemy do końca tygodnia lub do końca miesiąca i tak 15 miesięcy zleciało. Trudno mówić o równouprawnieniu i prawach pacjenta.Ciekaw jestem czy rodzinie można w spadku przekazać prawa do dalszych kontaktów z Sanepidem?

  • AA(2012-01-26 18:25) Odpowiedz 00

    Wygrałam sprawę w sądzie i sprawa wróciła do pierwszrj instancji czyli do sanepidu powiatowego.Sąd w wyroku zaznaczył naruszenie prawa, zaniedbania sanepidu i nieprofesjonalnie przeprowadzenie badań przez IMP w Sosnowcu i w Łodzi itd.Zwrócono mi koszty adwokata 275 zł połowe kosztów jakie wydałam .Warto odwoływać sie do sądu ale nie wiem czy znowu IMP zrobią wszystko dobrze czy znowu załatwia sprawę tak jak z panem OSZUKANYM (WYŻEJ KOMENTAŻ).Teraz czekam na rozwój wydażeń bo w moim byłym zakładzie jeszcze raz będzie sanepid i ponowne badania w IMP chyba w Sosnowcu na całe szczęście bo jeszcze tam najlepiej traktują człowieka. Zrobiłam wszystko aby udowodnić zaniedbania sanepidu i IMP i to mi się udało ale najgorsze jeszcze prze demną :udowodnić chorobę .

  • w.(2011-01-31 12:28) Odpowiedz 00

    Jeżeli orzecznicy mają nakaz redukcji liczby przyznawanych chorób, jeżeli petenci nie mają szans skutecznego dochodzenia swoich słusznych praw, to komu służy ta iluzja? Czy my z naszych podatków musimy utrzymywać te instytucje i etaty? Skargi i zażalenia możemy tylko kierować do Pana Boga. Nie mam ani zdrowia, ani pieniędzy na adwokatów, a każdy kontakt z orzecznikami i instytutami wprowadza mnie w depresję. Gdzie dochodzić sprawiedliwości?

  • AA(2011-02-06 15:24) Odpowiedz 00

    AA-nie wiem ile poszkodowanych jest osób z powodu rażących działań Instytutów Medycyny Pracy i Sanepidów, ale myślę że jest to napewno wiele tysięcy osób ktre powinny jak najczęściej wypowiadac się na forach internetowych, aby wszyscy dowiedzieli sie jak nasze podatki są marnowane na opłacanie IMP i ktoś z rządu powinien sie tym zając .Moja sprawa czeka na roztrzygnięcie w sądzie i daje słowo że gdyby udało mi się wygrac i pomyślnie zakonczyc moją sprawe to napewno zrobie z tego użytek.Proszę o więcej komentarzy...cdn.

  • Oszukany w imie prawa przez INSTYTUT w ŁODZI(2012-01-15 13:20) Odpowiedz 00

    Widzę ze jest więcej wykolegowanych przez w/w Instytut ,więc dołożę i swoją cegiełkę jak również i spostrzeżenie.Byłem dwukrotnie na badaniu słuchu w sprawie choroby zawodowej,pierwszy raz zrobiono mi badania jak niemowlakowi w inkubatorze w warunkach laboratoryjnych, laryngolog ,któremu zwróciłem uwagę ze żyję w normalnym świecie nie laboratorium ciszy ,po prostu ją zbył,dostałem decyzję odmowną ,wyniki słuchu z 3 badań w inkubatorze;42, 43 , i 45 i 48Db ,dotyczy słuchu w obu uszach. Odwołałem się od decyzji PIS ,bo ten jak zawsze przyklepuje decyzję instytutu ,mówiąc ze się na tym nie zna ,a co ciekawe podejmuje decyzję, jak napisałem odwołałem się od tej decyzji do woj . I S. ,ten ją odwołał i skierował z powrotem do powiatowego . Po ponad roku ponowne badanie,ale już zgodne z zasadami ,badanie z wywołaniem potencjałów z pnia mózgu ,już z zastosowaniem tzw kontry oraz badanie totalne z zastosowaniem szumu maskującego ,wyszło utrata słuchu na poziomie 63 ,3 Db,czy myślicie ze to wyszło na moją korzyść ,przeciwnie dalsze pogłębienie ubytku słuchu z przyczyn poza zawodowych,pracowałem w hałasie przez 34 lata,hałas w granicach 85- 97 db ,wyniki wykonane przez sanepid,straciłem 30 db słuchu przebywając na działce i słuchając świerszczy bo nie stwierdzono u mnie żadnej choroby bo nigdy nie chorowałem na żadną ,która wpłynęła by na słuch.Kończąc ten długi wywód ,Instytut realizuje wytyczne polityków i my stoimy zawsze na straconej pozycji ,gdy powiedziałem w/w laryngologowi ze pisze artykuły ze słuch powinno się badać w natężeniach 1,2 i 4 Khz ,wtedy byłoby to właściwe ,odpowiedział mi ze to są jego spostrzeżenia a on przestrzega prawa ,więc nie mamy czego szukać stworzono prawo ,przeciw nam z pełną świadomością.

  • AA(2012-02-18 19:45) Odpowiedz 00

    Do Oszukany:Tym bardziej powinien się pan odwołać, nie rozumiem sprawy, bo z tego co wiem starczy że jest 45 Db w uchu lepiej słyczącym a w drugim też ma być ubytek a z pana komentarzy wynika że ubytek słuchu jest w obu uszach powyżej 45 Db i to jest podstawową argumentacją do uznania choroby i nie ważne jest który instytut to stwierdził najważniejsze że te badania są i tego się trzymać. Ja byłam badana przez IMP w Sosnowcu i w Łodzi i w każdym wyszło co innego, w Sosnowcu uznano mi chorobę-alergiczne zapalenie skóry ale nie zawodową a w Łodzi nie stwierdzili żadnej choroby ale podstawą do odwołania było to że Sanepid nie zbadał wszystkich tworzyw sztucznych z jakimi pracowałam i wyszło mi nawet uczulenie na smary ale też IMP pominął ten fakt a przecież miałam styczność ze smarami w pracy to gdzie indziej mogłabym się uczulić przecież nie jestem mechanikiem samochodowym. Dlatego uważam że trzeba walczyć z tą paranoją i głupotą jaką reprezentują lekarze orzecznicy,trzymać się faktów i niech teraz sąd odpowie panu na pytanie czy pana ubytek słuchu dzieli się na pół i co pan robił w życiu codziennym że stracił pan 30 Db może chodził pan każdy dzień na koncerty rockowe.Zyczę powodzenia .

  • AA(2012-02-18 19:45) Odpowiedz 00

    Do Oszukany:Tym bardziej powinien się pan odwołać, nie rozumiem sprawy, bo z tego co wiem starczy że jest 45 Db w uchu lepiej słyczącym a w drugim też ma być ubytek a z pana komentarzy wynika że ubytek słuchu jest w obu uszach powyżej 45 Db i to jest podstawową argumentacją do uznania choroby i nie ważne jest który instytut to stwierdził najważniejsze że te badania są i tego się trzymać. Ja byłam badana przez IMP w Sosnowcu i w Łodzi i w każdym wyszło co innego, w Sosnowcu uznano mi chorobę-alergiczne zapalenie skóry ale nie zawodową a w Łodzi nie stwierdzili żadnej choroby ale podstawą do odwołania było to że Sanepid nie zbadał wszystkich tworzyw sztucznych z jakimi pracowałam i wyszło mi nawet uczulenie na smary ale też IMP pominął ten fakt a przecież miałam styczność ze smarami w pracy to gdzie indziej mogłabym się uczulić przecież nie jestem mechanikiem samochodowym. Dlatego uważam że trzeba walczyć z tą paranoją i głupotą jaką reprezentują lekarze orzecznicy,trzymać się faktów i niech teraz sąd odpowie panu na pytanie czy pana ubytek słuchu dzieli się na pół i co pan robił w życiu codziennym że stracił pan 30 Db może chodził pan każdy dzień na koncerty rockowe.Zyczę powodzenia .

  • Oszukany w imie prawa.(2012-03-30 15:18) Odpowiedz 00

    Nie mamy czego szukać i gdzie się odwoływać,przecież wszystko jest tak ustawione aby nas wykiwać orzecznicy instytutów medycyny pracy są tak ustawieni w prawie dotyczącym chorób zawodowych ze od ich decyzji niema żadnej możliwości odwołania .Odwołanie do WSA to fikcja i parodia prawa,przecież ten Sąd ma związane ręce ,nie może powołać bezstronnych biegłych tylko bazuje na opinii orzeczników medycyny pracy.Odwołania dotyczące chorób zawodowych powinny leżeć w gestii Sądu Pracy bo pracy dotyczą ,ten Sąd może powoływać biegłych,natomiast WSA jedynie co może to tylko sprawdzić czy cwaniacy z instytutu nie popełnili błędu,gdy nawet popełnią sąd im to wskaże ,oni poprawią i jest po sprawie.Przejrzałem wiele spraw dotyczących skarg do sądu ale wszędzie pomimo odwołań i nawet uchylenia decyzji i tak przegrywaliśmy,z prostej przyczyny,nigdzie nie zobaczyłem aby biegły z instytutu podważył opinię kolegi ,to jest towarzystwo wzajemnej adoracji.Sam jestem na etapie odwołania do WSA,ale gdybym wiedział to co wiem teraz ,dałbym sobie spokój i nie szarpał zdrowia bo gdy przegrasz z nimi pierwsze starcie to jest już po tobie,niema mocnych aby to zmienić ci ludzie nigdy nie przyznali się do tego ze popełnili błąd .Nawet bym tego nie pisał bo mam dość tej szopki zwanej prawo obywatela do odwołania się od decyzji urzędu,ale wcześniej przeczytałem zapytanie nowej rzecznik praw obywatelskich Ireny Lipowicz do byłej minister pani Fedak w sprawie chorób zawodowych rolników .A może pani NOWA RZECZNIK PRAW OBYWATELSKICH ,zrobiła by coś aby biegli z instytutów medycyny pracy nie stali ponad prawem i nasze sprawy wróciły tam gdzie ich miejsce tzn do sądów pracy.Inaczej mamy chore prawo i jeszcze bardziej chory kraj bezprawia.

  • AA(2012-05-07 21:15) Odpowiedz 00

    do iva : chrom powoduje uczulenia , podejrzewam że pani na 100% jest na niego uczulona więc moze pani w podejrzeniu o chorobe zawodową ubiegać się o kilka chorób naraz np: alergiczny nieżyt nosa , zatrucia ,alergiczne kontaktowe zapalenie skóry itp a w tedy w IMP muszą zrobić badania pod każdym kątem czyli np testy płatkowe ,dają one wiele odpowiedzi .Ja na pani miejscu odwołałabym się do WSA ale nie skarżąc lekarzy tylko sanepid i ich decyzje ponieważ sąd nie podważy decyzji biegłych i orzeczników bo nie ma takich kompetencji (poprostu sąd nie jest lekarzem ) czy pani zna wszystkie składniki preparatów z którymi pani pracowała -wykaz z zakładu pracy czyli narażenie zawodowe .Gdyby ubiegała się pani o jakąkolwiek alergię to wiem że nie ważna jest ilość i czas narażenia na dany czynnik tylko sam fakt występowania tego czynnika czyli substancji i nie ważne czy był to sporadyczny kontakt czy przewlekły ,a wiem to od pracownika sanepidu u którego zgłaszałam chorobę zawodową .Z tego co się oriętuje to na drodze cywilnej musi pani bezwzględnie udowodnić pracodawcy zaniedbania które doprowadziły do pani choroby np :brak masek jeżeli takie miały być a wystarczy że były a pani ich nie używała to po sprawie albo że pani nie znała składu leków a pracodawca nie poinformował pracowników o ich szkodliwości itd .Najlepiej na tym etapie sprawy poradzi adwokat może napisać taką skargę do WSA za panią koszt około 300 zł .

  • Oszukany przez instytut w Łodzi(2012-11-07 10:56) Odpowiedz 01

    Do AA ,gratuluję wygranej i konsekwencji w walce ,też wygrałem w sądzie ,wyrok jest już prawomocny bo inspektor wojewódzki nie odwoływał się od niego,teraz czekam co znów wymyślą czy to będzie już koniec moich zmagań z draniami. Trafiłem na skład sędziów , w którym były same kobiety i które podeszły do sprawy merytorycznie ,sam napisałem skargę i sam broniłem uzasadnienia tej skargi ,jeszcze raz gratuluję szczerze bo z draństwem trzeba walczyć.

  • iva(2012-03-27 19:25) Odpowiedz 00

    w razie gdyby ktoś chciał nawiązać ze mną kontakt w konkretnej sprawie to proszę pisać na adres iwonka26@wp.pl

  • iva(2012-03-27 19:22) Odpowiedz 00

    a i mam jeszcze do Was, moi drodzy poszkodowani pytanie- czy ja mogę od nowa ubiegać się o chorobę zawodową? Już z konkretnym związkiem,który najprawdopodobniej mi zaszkodził? Czy może odwołać się już tylko do WSA oraz do NSA i jedynie ubiegać się o odszkodowanie na drodze cywilnej od pracodawcy? Ale co ja moge z nimi wywalczyć? I jak to zrobić??

  • iva(2012-03-27 19:16) Odpowiedz 00

    A teraz trochę o mnie - jestem w tej chwili na etapie odwołania do sanepidu wojewódzkiego na sanepid powiatowy po nieuznaniu u mnie choroby zawodowej pod postacią zatrucia ostrego lub przewlekłego w wyniku narazenia na substancje chemiczne. Moje starania o chorobe zawodową zaczęłam w 2009 roku i pierwsze podejscie spełzło na niczym po tym jak lekarz zakładowy odsunął mnie od pracy z substancjami chemicznymi w związku z zanikiem kości zatokowo szczękowej oraz szeregiem innych objawów zatrucia przewlekłego (powiększenie lewego węzła chłonnego, śluzowo ropny wyciek z nosa, chrypka, porażenie strun glosowych z lewej strony, kaszel, nagłe wysokie gorączki i wiele innych objawów). Z powodu powiększeniawęzła chłonnego zgłosiłam sie do larynhgologa i on zlecił badanie TK no w wtedy właśnie okazało się ze mam zanik kości zatokowo szczękowej z szerokim otwarciem do zatoki. Natychmiast trafiłam do kliniki w Warszawie z podejrzeniem Ziarniniaka Wegenera lub nowotworu.
    Na szczęście wykluczono obie choroby ale wskazano, że przyczyną moich objawów jest prawdopodobnie narazenie na substancje toksyczne w miejscu pracy. Dodam, ze objawy (wyciek z nosa, kaszel, chrypka a nawet węzeł sie zmniejszał stopniowo)podczas pobytu w klinice nagle zaczęłu ustępować.
    Jak pisałam wcześniej mój lekarz zakładowy (notabene specjalista medycyny pracy) na moją prośbę wypisał wniosek z podejrzeniem choroby zawodowej, ale jako przyczynę wskazał inna jednostkę chorobową - przedziurawienie przegrody nosa. Na moją zwróconą mu uwagę, że przecież ja nie mam przedziurawionej przegrody tylko ubytek kości zatokowo szczękowej odpowiedział mi krótko : "coś napisać muszę".
    No i tak oto trafiłam do WOMP w Gdańsku gdzie dowiedziałam sie po badaniach to co już wiedziałam - że nie mam przedziurawionej przegrody i decyzja bedzie negatywna.
    Nawet się nie odwoływałam od decyzji, ale postanowiłam sama złożyc zgłoszenie podejrzenia ch.zawodowej i jako przyczynę podałam zatrucia ostre lub przewlekłe albo ich nastepstwa... . Oczywiście znowu WOMP, lekarka stwierdziła, że jestem bardzo nietypowym przypadkiem i będzie musiała trochę poczytać w literaturze więc na to orzezcenie będzie trzeba trochę poczekać, ale sama dodała, ze ewidentnie widać, ze chemia zrobiła spustoszenie w organizmie i że nawet mi immunologia siadła.
    Po czym po roku oczekiwań otrzymałam decyzję negatywną gdyż:nie mozna z całą pewnością i wysokim prawdopodobieństwem stwierdzić... Znacie Państwo te ich teksty w orzeczeniach prawda?
    Wiadomo, zażądałam ponownych badań i takim cudem po niecałym miesiącu znalazłam się w IMP. Tam przeprowadzono szereg badań włącznie z psychologiem i psychiatrą, lekarka znowu sama od siebie powiedziała mi tak prywatnie że : "takie spustoszenie organizmu nie wzięło się od niczego" i po miesiącu otzrymałam orzeczenie o braku podstaw ( w orzeczeniu do tego napisali nieprawde, ze ja sie na początku mojej choroby zgłosiłam do lekarza I kontaktu z objawami zapalenia zatok, gdzie ja nigdy nie chorowałam na zatoki ani tez w mojej dokumentacji medycznej nawet wzmianki nie ma na temat zapalenia zatok). Jednak dodali, że takie objawy mogłyby mieć miejsce jedynie w kontakcie z chromem (6 wartościowym) ale tej substancji nie ma w wykazie substancji szkodliwych z mojego miejsca pracy. Natychmiast zareagowałam na to prosząc Sanepid o zwrócenie sie do mojej firmy o potwierdzenie, ze miałam kontakt z chromem. Zakład potwierdził, owszem, ale dodali, że miałam kontakt ale sporadycznie i w małych ilościach. No i około 10 lat temu bo był wycofany ze stosowania ze wzdgęlu na jego szkodliwe właściwości. Na podstawie tego pisma lekarz orzecznik WOMP uznała, ze brak podstaw do uznania chor.zaw. gdyż takie ilości faktycznie nie mogły zaszkodzić a pozatym nie odnotowano awarii wentylacji a pomiary substancji szkodliwych w miejscu pracy nie były wykonywane ze względu na małe ilości.
    Szlag mnie trafił - jakim prawem jakaś tam lekarka może stwierdzić, ze mała ilość nie jest w stanie zaszkodzić człowiekowi??? A indywidualna wrażlliwość na substancje toksyczne? Może to nie były mega ilości, na skalę produkcyjną tylko laboratoryjną ale kto ma prawo ocenić ile mi może zaszkodzić? Czy to moja kierowniczka z behapowcem podczas oceny ryzyka zawodowego? Kiedy to sobie usiedli i popijająć kawkę sami uznali że "kontakt np. z kwasami to sa małe ilości i moze damy pół punktu " a zagrożenia wybuchem to juz wcale nie ma itd. I tak powstaje karta oceny narazenia zawodowego. Wiem, bo akurat byłam świadkiem takich ocen.
    Po otrzymaniu odmownej decyzji postanowiłam się odwołać od decyzji I instancji, chociaz mam świadomość, że nic nie zdziałam, jednak nie chcę, zeby mi później NSA zarzucił, ze przecież się nie odwołałam od decyzji do wojewódzkiego inspektora i w zwiazku z tym nie mam prawa dalej walczyć.
    Wiem jedno, obojętnie co ugram lub czego nie ugram, to i tak wiem, że moje " spustoszenie" nie powstało od czystego środowiska naturalnego tylko od "czystego" środowiska w miejscu pracy. Śmieszy mnie fakt, kiedy lekarze twierdzą, ze choroba powstała na skutek działania środowiska naturalnego - czy to znaczy, ze poza miejscem pracy mamy bardziej zanieczyszczone środowisko?
    Obecnie niestety moja długoletnia (20 lat)przygoda z moim macierzystym zakładem pracy zakończyła sie w zeszłym roku niejako przymuszeniem mnie do podpisania porozumienia i odejścia z pracy ale do końca mojej pracy byłam specjalistą w dziale ochrony środowiska i wiem jak odbywają się pomiary na stanowisku pracy. Na szczęście ja tego nie wykonywałam, bo byłoby to niezgodne z moim sumieniem ale nie raz słyszałam jak pracownica umawiała się o 7 rano z kierownikiem produkcji syntez że około 10-11 przyjdzie robić pomiary na stanowisku pracy. Wiadomo, że kierownik zlecił wietrzenie stanowiska no i pomiary wychodziły zawsze w normie. Nadmienię, ze panie które robiły te pomiary raportowały do sanepidu. Chyba nie muszę więcej pisać prawda???
    Pozdrawiam,
    iva

  • iva(2012-03-27 18:22) Odpowiedz 00

    Witajcie i pozwólcie i mnie dołaczyć do grona oszukanych przez państwo polskie (celowo piszę z małych liter, bo wiem co mówię). Zanim się przedstawię i opiszę swoje perypetie, powiem Wam, ze moja ciocia -od 25 lat mieszkająca w Niemczech- zanim wyjechała ubiegała sie o chorobę zawodową z powodu alergii. Ciocia pracowała w dużym zakładzie farmaceutycznym (ja również tam pracowałam przez niespełna 20 lat) i podczas przepakowywania leku na nowotwór(tyllko przepakowywano, nie produkowano, którego żaden zakład farm. w Polsce nie chciał przyjąć do przepakowania- ciocia krótkotrwale straciła wzrok, miała straszne rany na skórze twarzy i rąk i wiele innych objawów i dolegliwości. Niestety w Polsce dostała tylko chorobowe no i jakieś świadczenie - nie pamiętam czy to była renta na rok czy coś w tym rodzaju- w każdym razie ZUS odebrał jej to świadczenie po jakims czasie i nakazał wracać do pracy, że niby jest już zdrowa.
    Wujek się wkurzył, bo ciocia nadal miała takie straszne zmiany skórne (zresztą do dziś nie moze używać zadnych kosmetyków, jedynie preparaty medyczne, bo zaraz ma rany po jakiejkolwiek chemii kosmetycznej) no i podjęli decyzję o ucieczce z Polski do Niemiec. Tam oczywiście rodzina wujka pomogła im się skontaktować z lekarzami no i bezspornie uznali u niej chorobę zawodową i do dziś Polska musi cioci płacić rentę z tytułu choroby zawodowej - dodam że to jest jej drugie źródło dochodu bo w Niemczech jeszcze pracowała i teraz po zsumowaniu ma niezłą rentę. Pamiętam, jak wujek opowiadał, że niemieccy lekarze byli wręcz oburzeni jak w Polsce mogli nie uznać jej prawa do choroby zawodowej. I jaki wniosek z tego przykładu? Tylko w Polsce jest taka mafia - jeśli człowiek nie umrze od choroby spowodowanej pracą to mafia go sama wykończy i umrze na zawał, a wtedy ZUS jeszcze na tym skorzysta bo wszystkie składki nie przechodzą na członków rodziny pracownika tylko na skarb państwa. Tfu, aż mi sie niedobrze robi...!!!
    Pozdrawiam Iva

  • oszukana(2011-01-31 12:05) Odpowiedz 00

    Jestem kolejną osobą oszukaną przez lekarzy - orzeczników w Łodzi. Przepracowałam w zawodzie nauczycielskim 38 lat, w wyniku czego nabawiłam się problemów z głosem, mam kłopot z mówieniem. Podjęłam leczenie w poradni laryngologicznej i foniatrycznej. Rezultaty zabiegów były krótkotrwałe, a skutki choroby ciągle powracają. Podjęłam starania o orzeczenie choroby zawodowej. Otrzymałam trzy różne - sprzeczne z sobą orzeczenia: 1. badania w szpitalnej klinice audiologii wykazały BRAK PEŁNEGO ZWARCIA FONACYJNEGO W CZĘŚCI MIĘDZYBŁONIASTEJ - co jest chorobą zawodową w przypadku nauczycieli; 2. badania w Instytucie Medycyny Pracy w Poznaniu, przeprowadzone przez tego samego lekarza pełniącego tym razem rolę orzecznika, potwierdziły tę diagnozę, jednak uzasadniano mi, że to nie jest choroba zawodowa lecz dolegliwość spowodowana "niewłaściwym używaniem głosu"; 3. po moim odwołaniu uzasadniającym, że głos tylko w pracy zawodowej mogłam stracić wykonując cały szereg obowiązków z nią związanych sprawę skierowano do Instytutu w Łodzi, gdzie orzeczono o braku jakiejkolwiek choroby w moim przypadku. Sądziłam, że komisja orzekająca w Poznaniu, zauważywszy swoje uchybienie, zwyczajnie dokona sprostowania i naprawi błąd czy niedopatrzenie. Moja sprawa jednak została skierowana do Łodzi. Tak więc w opinii tej komisji w Łodzi zostałam niejako "cudownie uzdrowiona" , ale niestety pozostały dolegliwości. Zatem to uzdrowienie jest tylko w opinii komisji. Badania odbywały się w bardzo dziwnych okolicznościach. Lekarz internista, PRZERZUCAJĄC moją dokumentację chorobową, wciąż zarzucała mi jakieś uchybienia, nieścisłości, jak bym to ja tę dokumentację tworzyła. Po wysiłku głosowym już nikt mnie nie raczył zbadać, gdyż zrobiła się godz 15.00. Zostałam więc poinformowana, że otrzymam za dwa tygodnie wezwanie na ponowne badania lub orzeczenie o chorobie. Tymczasem po miesiącu otrzymałam informację, że jestem całkiem zdrowa. Rzeczywiści, wszyscy oczekujący kilka godzin pod gabinetami lekarzy - orzeczników mieliśmy wrażenie, że jesteśmy tam intruzami. W chaosie, jaki panował oni w ogóle nie wiedzieli, kogo w danym czasie akurat badają. Najgorsze, że człowiek ze swoją krzywdą naprawdę nie ma się do kogo zwrócić o pomoc. Proszę dziennikarzy o zainteresowanie się tą sprawą oraz o przyjrzenie się, jak przebiega praca lekarzy orzeczników w Łodzi.

  • B.(2011-02-14 16:42) Odpowiedz 00

    Trzeba naprawdę uparcie walczyć o swoje. Szczerze życzę wygranej. Proszę nas informować, jak poszło. Pójdziemy także do sądu.

  • Obserwator(2010-10-09 17:12) Odpowiedz 00

    Sąd nie wgłębiał się w te moje informacje medyczne. Przyjął zarzuty poświadczenia nieprawdy w dokumencie prawnym – orzeczeniu lekarskim lekarzy medycyny pracy w sprawie chorób zawodowych, że nie doszło do popełnienia przestępstw, gdyż orzeczenie lekarskie w sprawie chorób zawodowych nie jest opinią prawną wydaną do posterowania prowadzonego na podstawie ustawy, a więc nie zachodziło naruszenie art. 233 § 4kk. Ponadto nie uznano, że lekarze orzecznicy medycyny pracy są funkcjonariuszami publicznymi, a więc ich niedopełnienia lub przekroczenia nie naruszało art. 231 kk. Stwierdzenie Sądu, że orzeczenie lekarskie wydane do postępowania administracyjnego prowadzonego przez sanepid w sprawie chorób zawodowych jest sprzeczne z całym orzecznictwem prowadzonym przez wszystkie sądy administracyjne uznające takie orzeczenie wydane w sprawie chorób zawodowych za opinię prawną w rozumieniu art. 223 § 4kk. Ponadto Sąd nie uznając lekarzy orzeczników medycyny pracy, jako funkcjonariuszy publicznych pominął fakt, że lekarze są finansowani przez budżet państwa jako jednostki medyczne medycyny pracy działających i finansowanych na podstawie ustaw. Ponadto sąd do postępowania w sprawie podania mi bez mojej wiedzy niebezpiecznego sterydu, w celu ustalenia czy został mi podany lub jego wpływu na moje zdrowie, powołał biegłego sądowego toksykologa. Tylko, że biegły sądowy toksykolog był pracownikiem IMP w Łodzi i wydawał opinię w sprawie swoich kolegów z tej samej jednostki medycznej. Biegły wskazał błędnie, że jeżeli by mi podano steryd to jego znacznie wielokrotną zaniżona przez niego wielkość dawki, nie mógłby spowodować u mnie zmian w organizmie stwarzających zagrożenie zdrowia. Biegły nie odniósł się, czy podany steryd mógł spowodować zmiany wyników testów, co uważam jako istotny brak odniesienia się do uznawanych faktów przez alergologów, że sterydy wpływają na wyniki testów alergologicznych powodując ich zafałszowanie wyników.
    Nadmieniam, że do dyrekcji IMP i ZŚ w Sosnowcu złożyłam wezwanie o wyjaśnienie na jakiej podstawie wskazano u mnie fakt, ze miałam przeprowadzoną operację ginekologiczną, której nigdy nie miałam oraz faktu niezgodności wyników badań krwi na ANA p/c jądrowe (badania reumatologiczne) i TSH (badania endokrynologiczne), które sprzeczne z licznymi taki wynikami przed pobytem w tym szpitalu i po moim pobycie w tym szpitalu, gdzie lekarze specjaliści reumatolodzy wykluczają u mnie zmiany reumatologiczne i endokrynolodzy także wykluczają niedoczynność tarczycy. Wskazałam, że podczas pobytu w szpitalu IMP i ZŚ mogło dojść do podmiany mojej krwi lub zafałszowania wyników badań. Przez osiem miesięcy IMP i ZŚ w Sosnowcu nie dał odpowiedzi ma moje wezwanie. Dopiero sanepid przekazując powtórnie moje wezwanie spowodował, że szpital IMP i ZŚ w Sosnowcu po 10 miesiącach z nową datą wydał orzeczenie lekarskie, w którym podtrzymał swoje ustalenia w zakresie przyczyn powstania u mnie zespołu cieśni nadgarstków tj. z przyczyn pozazawodowych, gdzie wycofano się z faktu o przebytej operacji ginekologicznej w 1997r przyjmując na przebytą menopauzę. W osobnym piśmie wskazano, że badania krwi przeprowadzone w Katowicach są wiarygodne i nie ma potrzeby przeprowadzania powtórnych badań.
    Na podstawie tych orzeczeń została wydana decyzja przez sanepid o braku podstaw do stwierdzenia choroby zawodowej zespołu cieśni nadgarstków, gdyż warunki pracy sprzątaczki nie dawały podstaw do powstawania ucisków na pnie nerwowe w nadgarstkach w związku z brakiem ugięć rąk w nadgarstkach przy pracach sprzątaczki (wskazano, że ugięcia w nadgarstkach podczas zamiatania powodowały nieefektywność wykonywanej pracy) oraz w związku, że przyczyną zamian było podejrzenie chorób samoistnych nie związanych z warunkami pracy (RZS, choroby tkanki łącznej, niedoczynność tarczycy).
    W odwołaniu od tej decyzji do sanepidu II instancji wskazałam liczne rażące naruszenia prawa podczas postępowania prowadzonego przez sanepid i przez lekarzy orzeczników I i II stopnia gdzie dokładnie przedstawiając dowody wskazywałam na ustalenia w decyzji i orzeczeniach niezgodne z stanem faktycznym. Organ II instancji podtrzymał ustalenia sanepidu I instancji, jako zgodne z stanem faktycznym wskazując, że nie doszło do żadnych naruszeń prawa w całym postępowaniu prowadzonym w tej sprawie.
    Składając skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego dokładnie opisałam liczne rażące naruszenia prawa przez sanepid i lekarzy orzeczników, które miały istotny wpływ na wynik sprawy. Do sprawy przedstawiłam kilkadziesiąt dokumentów (kilkaset kart), w tym dokumentację medyczną, która wyraźnie wskazywała, że ustalenia medyczne w orzeczeniach I i II stopnia są fałszywe.
    Do postępowania przed WSA przedłożyłam kopię złożonego zawiadomienia do prokuratury w Sosnowcu o popełnionym przestępstwie przez lekarzy z IMP i ZŚ w Sosnowcu, którzy wydali fałszywe orzeczenie w związku z faktem że podstawą były badania krwi innej osoby lub zostały sfałszowane, gdyż wyniki mojej krwi przed i po pobycie w tym szpitalu w Sosnowcu całkowicie są odmienne od wyników uzyskanych podczas w nim pobytu, co wykluczało u mnie istnienie przyjęcia podstaw do rozpoznania zmian reumatologicznych i endokrynologicznych, a więc jedyną podstawą do przyjęcia przyczyn powstania u mnie zespołu cieśni nadgarstków były warunki pracy w związku z sposobem wykonywania pracy oraz narażeniu na wiele innych czynników szkodliwych dla zdrowia, które dodatkowo znacznie wpłynęły na znaczne zmiany neurologiczne w nadgarstkach, a które całkowicie zostały przez lekarzy pominięte.
    Sąd administracyjny oddalając moją skargę stwierdził, że nie ma wiedzy medycznej, aby ustalać, czy wyniki w postępowaniu orzeczniczym są zgodne z stanem faktycznym i nie jest biegłym do porównywania ustaleń rożnych lekarzy specjalistów. Ponadto nie ma podstaw do kontrolowania ustaleń z śledztw prokuratur i postanowień sądów o ich umorzeniu.
    Natomiast ten sąd administracyjny natomiast wystąpił, jako biegły z zakresu wykonywanej pracy sprzątaczki uznając bez sprawdzenia zakresu i sposobu wykonywanej i warunków pracy w miejscu mojej pracy, że moja ciężka praca sprzątaczki nie mogła wpłynąć na zmiany neurologiczne w cieśniach nadgarstkach, gdyż nie wykonywałam częstych ugięć i skrętów w nadgarstkach. Sąd administracyjny całkowicie pominął moje bardzo obszerne i dokładne dowody wskazujące, że doszło do wpływu przez pracodawcę na postępowanie prowadzone przez sanepid, a następnie na lekarzy orzeczników, gdzie wyniku moich skarg i zawiadomień stracił pracę lekarz orzecznik WOMP.
    Nadmieniam, że w tej sprawie została złożona skarga kasacyjna do NSA i prowadzone jest dochodzenie w sprawie fałszowania wyników badan mojej krwi, które były podstawą do wydania orzeczenia II stopnia o braku podstaw do rozpoznania u mnie choroby zawodowej.
    Stwierdzam, że postępowania w sprawach chorób zawodowych ma takie samo odniesienie, jak w postępowaniach np. rent w związku z wypadkami w pracy, gdzie ZUS stara się do nie wydania decyzji o nie uznaniu takich rent. W tych postępowaniach o wypadki w pracy pracownik może dochodzić przed sądem powszechnym cywilnym, gdzie mogą być powoływani dodatkowo biegli sądowi lub są przyjmowane opinie i wyniki badań medycznych spoza innych jednostek medycznych.
    W postępowaniu przed sadem administracyjnym, sąd nie bada wiarygodność wydanych orzeczeń przyjmując, że jeżeli orzeczenie lekarskie I stopnia jest zgodne z orzeczeniem II stopnia to nie ma podstaw do stwierdzeń, że zostały wydane z rażącym naruszeniem prawa. Lekarze medycyny pracy, którzy chronią interesy ZUS i pracodawców mają ochronę prawną wymiaru sprawiedliwości, gdzie wszelkie zgłoszenia popełnionych przestępstw przy wydaniu tych orzeczeń są oddalane, umarzane w związku z brakiem dowodów popełnionego przestępstwa lub stwierdza się brak znamion popełnionych przestępstw.
    Pomimo, że pracownik przedstawia liczne dowody na fakty, że warunki pracy istotnie wpłynęły na powstanie chorób zawodowych, to dowody te są ignorowane, celowo pomijane, przez fabrykowanie fałszywych badań i opinii lekarzy konsultantów.
    Tajemnica poliszynela jest, że lekarze orzecznicy, konsultanci medycyny pracy dostają większe pieniądze za konsultacje i orzeczenia stwierdzające barku podstaw do rozpoznania chorób zawodowych niż stwierdzających podstawę do stwierdzenia chorób zawodowych.
    Dodatkowo stwierdzam, że w mediach prawniczych (Gazeta Prawna, Rzeczypospolita) zniknęły działy zajmujące się chorobami zawodowymi, co ma na celu ukrycia o licznych nadużyciach w prowadzonych postępowaniach administracyjnych przez sanepid i lekarzy orzeczników w sprawach o choroby zawodowe.
    Ponadto ostanie zmiany wprowadzone w przepisach o chorobach zawodowych, tak zostały zmienione, że np. pracownik z tych głównych przepisów Rozporządzenia w sprawie chorób zawodowych obowiązujących od dnia 3.07.2009r. wnioskuje, że nie może np. odwołać się od decyzji sanepidu II instancji do sądu administracyjnego.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!