● Rząd planuje redukcję zatrudnienia urzędników co najmniej o 10 proc. Czy to oznacza, że w Polsce jest ich za dużo?

– Tego nikt nie wie. To wymaga przeprowadzenia głębokiej analizy i porównania liczby urzędników z zadaniami, jakie administracja ma do wykonania. Sprawdzenie stanu zatrudnienia i nałożonych na administrację obowiązków powinno być wstępem do planowania jakichkolwiek zmian zatrudnienia w administracji. Dlatego projektowane przez rząd rozwiązania oceniam jako nieprzemyślane.

● A czy takie radykalne cięcie zatrudnienia we wszystkich urzędach jest właściwym rozwiązaniem?

– Nie. I nie rozumiem, dlaczego ma to być 10 proc., a nie np. 11,5 proc. lub 8,9 proc. Podawanie takiej zaokrąglonej liczby pokazuje raczej, że jest to kolejny zabieg piarowski rządu. Silne państwo, szczególnie w trudnych okresach kryzysu, wymaga bardzo dobrej, tj. stabilnej, wysoko wykwalifikowanej administracji. Tymczasem samo ogłoszenie projektu zachęca najlepszych urzędników do poszukiwania innego (lepszego) zatrudnienia. Już na etapie pracy nad projektem z administracji zaczną oni odchodzić do sektora prywatnego. W pierwszej kolejności prawnicy i ekonomiści. Zanim więc rząd zacznie racjonalizować zatrudnienie w administracji, to zatrudnienie samo się zmniejszy, być może nawet więcej niż o planowane 10 proc.

● Mamy przecież kryzys, gdzie urzędnicy mają szukać pracy?

– Dobrze wykształceni z doświadczeniem, szczególnie w zakresie prawa, finansów, współpracy międzynarodowej, informatyki, nawet w kryzysie znajdą pracę poza administracją państwową. W urzędach pozostaną pracownicy bez doświadczenia, słabo wykształceni. Zostaną też ci szczególnie chronieni, którzy niejednokrotnie trafili tam w niejasnych okolicznościach.

● Kierownicy już teraz deklarują, że będą wnioskować do premiera o wyłączenie całkowite lub częściowe z obowiązku takich zwolnień. W jakich urzędach nie powinno być zwolnień?

– Każda dziedzina administracji jest jednakowo ważna dla funkcjonowania państwa. Każdy urząd przez niesprawne działania może zagrażać bezpieczeństwu państwa. Może to być resort pracy, zdrowia, obrony narodowej czy finansów. Dlaczego zwolnienia na mniejszą skalę miałyby być w Warmińsko-Mazurskim Urzędzie Wojewódzkim, a np. nie w mazowieckim lub dolnośląskim? Wprowadzenie takiego upoważnienia dla premiera oznacza, że będziemy mieć urzędy bardziej i mniej uprzywilejowane.