Do takiego działania potrzebni są pracownicy socjalni, którzy umieliby ocenić potencjał podopiecznych, wybrać odpowiedni program, przekonać ich do jego realizacji i kontrolować przebieg podjętego zobowiązania. Do tego służy kontrakt socjalny. Jego koncepcja pochodzi z Francji, gdzie jest stosowana przy świadczeniach wyrównujących minimalny dochód gwarantowany. Znana jest także z systemu pomocy młodocianym matkom w USA.

W praktyce świadczenia z pomocy społecznej są często udzielane na zasadzie polewaczki. Gdy są jakieś pieniądze, to przydziela się je jak największej liczbie osób wskazanej przepisem prawnym. Urzędnik ma spokojne sumienie, ponieważ udzielił pomocy, mimo że w jednym przypadku była to kropla w stosunku do potrzeb, a w drugim zupełnie zbędny wydatek. Trafne adresowanie wsparcia i aktywizacji jest dla pomocy społecznej niewątpliwie dużym wyzwaniem. Nie należy tego bagatelizować w klimacie niechęci dla wykluczonych, których nazywa się „menelami”. Ponadto trzeba pamiętać, że w rodzinach z problemami najczęściej są dzieci. One wymagają uwagi i troski. Stworzenia wzorów i warunków, by przeciwdziałać powielaniu sposobu życia rodziców. Do tego potrzebny jest także powszechny dostęp do usług społecznych, np. żłobka, przedszkola oraz zajęć pozalekcyjnych. Państwo nie powinno oszczędzać na wydobywaniu dzieci ze środowisk dysfunkcyjnych. Schorowanego alkoholika może nie da się efektywnie zaktywizować, ale jego dzieci można uratować i przygotować do innego życia.

prof. Stanisława Golinowska

współzałożycielka Fundacji CASE oraz ekspert z zakresu polityki społecznej i reform społecznych