Wyraźnie widać przetasowania na rynku ofert pracy. Niektórzy specjaliści, do niedawna bardzo poszukiwani, teraz schodzą na drugi plan, rośnie natomiast zainteresowanie innymi. To efekt sytuacji gospodarczej, ale i nowych trendów.

Z rynku pracy corocznie ubywa ok. 150 tys. osób. Ten rok będzie kolejnym, w którym największym wyzwaniem dla pracodawców będzie znalezienie chętnych do pracy. Jednak nie dla wszystkich w równym stopniu.

– W branżach takich jak usługi finansowe, handel czy administracja publiczna sytuacja na rynku pracy jest mniej napięta – mówi Anna Kurczewska-Formela, dyrektor działu rekrutacji w LeasingTeam Professional.

Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, przyznaje, że w handlu to zasługa inwestycji w kasy samoobsługowe, które są też odpowiedzią na rosnącą płacę minimalną. Dalsze plany rozwoju w tym zakresie ma większość sieci handlowych.

Pod kontrolą wydaje się też zatrudnienie w branży transportowej. Spowolnienie gospodarcze w Europie przełożyło się na spadek zamówień na przewozy o 20–30 proc. Problem z brakiem kierowców rozwiązał się sam.

– Jesteśmy w stanie obsłużyć zamówienia dzięki kierowcom, których obecnie zatrudniamy. Nie znaczy to, że nie szukamy nowych, bo okażą się niezbędni, gdy nastąpi spodziewane odbicie gospodarcze – mówi przedstawiciel jednej z firm przewozowych.

Podobnie jest w branży meblarskiej, gdzie dziś częściej mówi się o zwalnianiu niż o zatrudnianiu pracowników.

Zmiany w IT

Zapotrzebowanie na specjalistów oraz liczba ofert pracy bardzo mocno się skurczyły też w IT. Jest to spowodowane spadkiem popytu na usługi cyfrowe – ich największy rozwój przypadał na okres pandemii COVID-19, co wtedy przyczyniło się do znacznego wzrostu zatrudnienia. Obecnie mamy więc spowolnienie.

– Chociaż w ogólnym rozrachunku sektor IT wciąż doświadcza niedoboru pracowników, to zapotrzebowanie na niektórych kandydatów jest mniejsze niż przed rokiem. Na mniej ofert pracy mogą liczyć programiści. Jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na specjalistów ds. bezpieczeństwa IT, inżynierii danych czy architektury – informuje Agnieszka Kolenda, dyrektor wykonawcza w Hays Poland. Dodaje, że mimo wszystko z badania tej firmy wynika, iż w tym roku wielu pracodawców spodziewa się trudności rekrutacyjnych. Deficyt pracowników najbardziej będzie doskwierał firmom działającym w obszarze energetyki (79 proc.), logistyki i zakupów (71 proc.), budownictwa (70 proc.), bankowości (68 proc.), finansów (66 proc.) oraz produkcji (63 proc.).

– W sektorze produkcji trudno wymienić branże, które nie zmagałyby się z niedoborem pracowników. Problem ten występuje wśród producentów m.in. elektroniki i elektrotechniki, wyrobów metalowych, produktów spożywczych czy w branży auto motive. Nie słabnie zapotrzebowanie na operatorów maszyn, brakuje też specjalistów z określonymi kompetencjami technicznymi, takich jak np. monterzy, elektrycy, mechanicy czy spawacze – wylicza Hubert Laśkiewicz, business development manager w LeasingTeam Group.

Zmotywowany handlowiec

Mateusz Żydek, rzecznik prasowy Randstad, dodaje, że największą grupę specjalności deficytowych stanowią zawody techniczne i budowlane: monterzy instalacji, elektromonterzy, elektrycy, ślusarze, spawacze, murarze, dekarze. Do tego dochodzą kucharze, nauczyciele zawodów technicznych, ale też szkół ogólnokształcących i przedszkoli, mechanicy, magazynierzy, lekarze, pielęgniarki, psycholodzy, opiekunowie osób starszych lub osób z niepełnosprawnościami, specjaliści ds. księgowości i rachunkowości.

Ponadto w wielu firmach z różnych branż brakuje skutecznych sprzedawców. Specjaliści ds. sprzedaży, którzy lubią sprzedawać, mają umiejętność budowania relacji oraz motywację do wykonywania takiej pracy, są na wagę złota.

Eksperci dodają, że najlepszym dowodem na to, iż lokalne rynki nie są w stanie zaspokoić potrzeb naszej gospodarki, jeśli chodzi o pracowników, jest to, że coraz więcej klientów sięga po osoby z odległych kierunków – z Azji czy Ameryki Południowej. W niektórych branżach, takich jak ochrona zdrowia i edukacja, w tym roku deficyt pracowników może być nawet jeszcze większy niż w ubiegłym.

– Realizowane przez nas badanie „Plany pracodawców” pokazuje, że w pierwszej połowie 2024 r. deficyt będzie się pogłębiał ze względu na wzmożone plany rekrutacyjne, przede wszystkim w sektorach: transportu i logistyki (31 proc. firm planuje nowe rekrutacje), nowoczesnych usług dla biznesu (31 proc.), budownictwa (28 proc.), przemysłu i handlu (po 27 proc.) – wylicza Mateusz Żydek.

Pracodawca w poczekalni

Jak długo zatem dziś trzeba czekać na pracownika? To zależy od branży, zawodu i poziomu kwalifikacji. W przypadku kierowców czy pracowników fizycznych czas oczekiwania może wynosić nawet kilka miesięcy. W odniesieniu do innych zawodów, takich jak programiści czy inżynierowie, czas oczekiwania jest krótszy, wynosi kilka tygodni.

– Mierzony przez nas czas poszukiwania pracownika wzrósł w ostatnim kwartale do ponad 3 miesięcy z nieco ponad 2,5 miesiąca w poprzednim kwartale. Jeszcze parę lat temu takie wzrosty mogły sygnalizować trudności kandydatów z poszukiwaniem zatrudnienia. Teraz raczej tłumaczymy to procesem decyzyjnym po stronie osób szukających pracy. Ze względu na dostępność ofert, często konkurencyjnych wobec siebie, pracownicy poświęcają więcej czasu, aby zapoznać się z nimi, rozważyć je. Dla części pracodawców, których kandydat nie wybierze, oznacza to fiasko rekrutacji i konieczność rozpoczynania procesu od nowa, bo pozostali rozważani kandydaci w międzyczasie przestają być dostępni, podejmują zatrudnienie w innej firmie. O takich sytuacjach mówi nawet jedna trzecia badanych przez nas przedsiębiorców – wskazuje Mateusz Żydek. ©℗

Struktura wolnych miejsc pracy według zawodów / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe