Nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych żądają agencje od zagranicznych pracowników za odejście z firmy. W ten sposób chcą odzyskać pieniądze, które w nich zainwestowały.

25 tys. zł – na taką kwotę cudzoziemiec otrzymał wezwanie do zapłaty za zmianę pracodawcy przed upływem pięciu lat. Niektórzy wpisują surowe kary do umów zawieranych z obcokrajowcami, np. zobowiązują ich do opłacenia poniesionych kosztów zakwaterowania, jeżeli zechcą odejść. Wypłacają też niższe, minimalne wynagrodzenie, deklarując, że zagraniczni pracownicy otrzymają całość po wywiązaniu się z kilkuletniego kontraktu.

– Takie zjawisko nasila się w ostatnim czasie z uwagi na sytuację na polskim rynku pracy. Pracodawcy mają coraz większe problemy ze znalezieniem pracowników chętnych do podjęcia zatrudnienia. Są zmuszeni szukać ich w coraz dalszych zakątkach świata, np. w Chile, Meksyku, Wietnamie, Filipinach itd. To pokłosie także afery wizowej i paraliżu konsulatów, które zrezygnowały z firm pośredniczących. W efekcie czas oczekiwania na wizę jeszcze się wydłużył. Pracodawcy coraz częściej szukają kandydatów w krajach objętych ruchem bezwizowym (wystarczy paszport biometryczny). Ale wiąże się to z ogromnymi kosztami, które bierze na siebie pracodawca, choć nie musi – wyjaśnia Przemysław Ciszek, radca prawny, partner zarządzający, C&C Kancelaria prawna Ciszek.

Druga strona medalu

Skoro ściągnięcie takiego pracownika to ogromny wydatek, ekspertów nie dziwi fakt, że firmy dążą do tego, aby pracował on jak najdłużej.

– Oczywiście zmuszenie pracownika do odpracowania jakiegoś konkretnego okresu byłoby prawnie niemożliwe. Jedyne, co wchodzi w grę, to np. umówienie się z nim, że zwróci firmie kwoty, które ta wydała na niego dodatkowo, mimo że nie musiała (np. koszty dojazdu, zakwaterowania, których polscy pracownicy przecież nie otrzymują). Dlatego obserwujemy wiele pomysłów, po części oczywiście bardzo dyskusyjnych, w których firmy w przypadku ich porzucenia próbują odzyskać choć część takich wydatków z wynagrodzenia pracownika – wskazuje.

Ekspert dodaje, że często jest to jedyna szansa na odzyskanie zainwestowanych pieniędzy. Przypomina, że wielu cudzoziemców traktuje Polskę jedynie jako kraj tranzytowy i ich celem jest lepiej płatna praca w Europie Zachodniej. Deklarują, że chcą tu pracować, a faktycznie wcale nie mają takiego zamiaru.

– Pracodawca pomaga obcokrajowcowi w załatwieniu wszelkich formalności, uzyskuje zezwolenie na pracę, zapewnia miejsce zakwaterowania, opłaca transport, pośredników w kraju pochodzenia i albo cudzoziemiec po przyjeździe w ogóle nie zjawia się w pracy, albo gdy tylko otrzyma pierwszą wypłatę, znika. Zatem są dwie strony medalu – takie postępowanie pracodawców nie wynika zazwyczaj z ich nieuczciwości, tylko z nielojalnego zachowania niedoszłych pracowników – uważa Ciszek.

Rzucanie kłód

W ocenie eksperta firmy są zmuszone szukać metod, aby wymusić lojalność na cudzoziemcach. Zwłaszcza że coraz częściej wpadają też w tarapaty z powodu obcokrajowców, którzy faktycznie pracy nie podejmują, mimo że dzięki danej firmie otrzymali dokumenty pobytowe i wjechali do Polski.

– Nasza kancelaria prowadzi sprawy np. firm, które uzyskały 50 zezwoleń na pracę, ale cudzoziemcy nie podjęli zatrudnienia, więc Straż Graniczna wpisała je na tzw. czarną listę. Wręcz zarzuca im, że są mafią masowo sprowadzającą cudzoziemców do Polski. Agencje i pracodawcy starają się zabezpieczyć i szukają pomysłów, aby faktycznie obcokrajowcy tę pracę świadczyli. Poczucie irytacji w firmach narasta, a do tej pory rząd niewiele robił, aby pomóc rozwiązać problemy, z którymi się mierzą. Ostatnie działania to bardziej rzucanie kłód pod nogi. Dlatego jest konieczny pilny powrót do debaty na temat polityki migracyjnej w nowym rządzie – twierdzi mec. Ciszek.

Podobnie uważa Nadia Kurtieva, starsza specjalistka ds. zatrudnienia departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.

– Niestety takie praktyki występują pośród podmiotów, które zatrudniają cudzoziemców – przyznaje. – To efekt m.in. rozproszonej polityki migracyjnej, prywatyzacji procesów migracyjnych. W Polsce brakuje zarówno koordynacji ze strony państwa, jak i kontroli, nadzoru w tym obszarze, co prowadzi do wolnej amerykanki. Problem narasta, bo rośnie liczba cudzoziemców przyjeżdżających do pracy w Polsce. Dla uczciwych firm, które my reprezentujemy, to jest również ogromny problem, ponieważ nieuczciwe praktyki rzutują na ocenę wszystkich pracodawców. Dlatego domagamy się zmian legislacyjnych – mówi Kurtieva.

Przede wszystkim Konfederacja Lewiatan postuluje większe wymagania w stosunku do agencji zatrudnienia, które ograniczą możliwości działania tym nierzetelnym. Przykładowo chodzi o wprowadzenie wymogu przedstawienia gwarancji finansowych przed uzyskaniem wpisu do krajowego rejestru agencji zatrudnienia. Dotyczyłoby to wszystkich nowo rejestrowanych podmiotów. Ponadto Lewiatan promuje obowiązek certyfikacji agencji rzetelnie działających, we współpracy z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych.

– Jako partnerzy społeczni chcemy promować podmioty odpowiedzialne społecznie – dodaje Kurtieva.

Zdaniem ekspertki konieczne jest też zwiększanie świadomości cudzoziemców. Najczęściej nie wiedzą oni, jakie prawa obowiązują w kraju, w którym zamierzają pracować.

– Tu jest rola do odegrania zarówno dla państwa przyjmującego, jak i tego, z którego cudzoziemiec pochodzi. Przykładowo filipiński rząd powołał departament migrantów ekonomicznych odpowiedzialny za ochronę praw Filipińczyków pracujących za granicą, który sprawdza warunki pracy w państwach, do których mają wyjechać, oraz przekazuje swoim obywatelom zainteresowanym migracją niezbędne informacje. Działania w tym zakresie podejmują również krajowi partnerzy społeczni – mówi Kurtieva. ©℗

Coraz więcej zezwoleń na pracę w Polsce dla cudzoziemców z dalekich państw (dane w tys.) / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe