Unia Europejska finalizuje prace nad dyrektywą w sprawie należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju (CSDD). Europosłowie chcą, by była ona batem na firmy, które nie przestrzegają praw człowieka i szkodzą środowisku. Przedsiębiorcy mają dużo zastrzeżeń do projektu.

Wytyczne OECD i ONZ, jak prowadzić biznes, nie łamiąc praw człowieka, funkcjonują od lat, ale słabo się przyjęły. Tak uznała Komisja Europejska, więc przygotowała przepisy, które mają to zmienić.

Dyrektywa CSDD (skrót od: Corporate Sustainability Due Diligence Directive) wprowadzi obowiązki dla przedsiębiorstw związane z przestrzeganiem praw człowieka i przepisów o ochronie środowiska. Firmy będą odpowiedzialne nie tylko za to, czy same o to dbają, lecz także za to, czy robią to ich dostawcy.

– Będą musiały dołożyć należytej staranności, aby ustalić, czy np. ich kontrahent nie wykorzystuje ludzi do przymusowej pracy, czy nie korzysta z pracy dzieci, czy przestrzega norm czasu pracy i zasad bezpieczeństwa, terminowo wypłaca wynagrodzenia, wreszcie – czy usługi albo produkcja nie zanieczyszczają środowiska – mówi Bartosz Kwiatkowski, dyrektor Fundacji Frank Bold.

Takie problemy ma każdy kraj UE, również Polska.

– Nie trzeba jechać do Bangladeszu, żeby się zetknąć z pracą przymusową, która jest najbardziej jaskrawą formą nadużyć. To zjawisko występuje również u nas. Analizy danych PIP wskazują na to, że w Polsce pogarsza się stan przestrzegania praw człowieka w miejscu pracy – mówi Beata Faracik, prezeska zarządu Polskiego Instytutu Praw Człowieka i Biznesu.

Żeby uzmysłowić wagę tej dyrektywy, Bartosz Kwiatkowski przypomina katastrofę na Odrze. Być może nie doszłoby do niej, gdyby dyrektywa już wtedy istniała. Dyrektywa CSDD wymusi bowiem na firmach monitoring skutków ich działań. Planując pracę, będą one musiały brać pod uwagę np. warunki atmosferyczne, w których dochodzi do zrzutu ścieków. Fermy przemysłowe, które w tej chwili nękają odorem swoich pracowników i sąsiadów, będą zmuszone do hermetyzacji. Portale auk cyjne muszą się przyjrzeć temu, co sprzedają, bo jeśli jakiś produkt przyczynia się do zanieczyszczenia środowiska, to mogą zostać obłożone sankcjami. Banki powinny odmówić udzielenia kredytu przedsiębiorcom, którzy nie przestrzegają prawa.

Trwa spór

Projekt dyrektywy jest w końcowej fazie negocjacji trójstronnych między Parlamentem Europejskim, Radą UE a Komisją Europejską. Europosłowie chcą, by dyrektywa objęła jak najwięcej przedsiębiorstw i aby ich odpowiedzialność za naruszanie przepisów była jak najszersza. Rada, łagodząc przepisy, stara się z tego bata zrobić bacik. A Komisja Europejska ze swoim stanowiskiem mieści się gdzieś pośrodku.

Dyrektywie bezpośrednio mają podlegać tylko największe przedsiębiorstwa. Główne różnice zdań podczas ustalania treści przepisów dotyczą tego, jaki próg obrotów i wielkości zatrudnienia będzie powodował objęcie firmy nowymi regulacjami. Sporne pozostaje też to, czy i w jakim zakresie dyrektywa będzie dotyczyła firm świadczących usługi finansowe. Dyskusji podlega również to, które zagrożenia trzeba kontrolować.

Mniejsze firmy nie będą bezpośrednio objęte dyrektywą, ale pośrednio tak. Duże przedsiębiorstwa zostaną zobowiązane do sprawdzania swoich dostawców, czyli właśnie tych mniejszych podmiotów. Jeśli nie będą one przestrzegać praw pracowników, to utracą kontrakt, bo przedsiębiorca objęty dyrektywą nie zechce ryzykować potencjalnych sankcji. Najpewniej sankcjami będą: kara pieniężna powiązana z przychodami oraz brak możliwości korzystania ze wsparcia publicznego, a także konieczność naprawienia szkody. Weryfikacją przestrzegania nowych przepisów ma się zająć nowa instytucja kontrolna, która musi zostać powołana w każdym kraju członkowskim.

Powstaniu dyrektywy kibicują organizacje broniące praw człowieka i związki zawodowe.

– Niepokoi nas, że Rada i Komisja starają się złagodzić przepisy. Gdyby przeszła surowsza wersja, to dyrektywa pomogłaby podnieść standardy ochrony pracowników z naszej części Europy, gdzie są one gorsze niż w Europie Zachodniej. Niestety jest silny lobbing przedsiębiorców na Radę i Komisję, by przepisy tej dyrektywy objęły jak najmniej firm i żeby nie były dla nich zbyt ostre – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”.

Dużo tych regulacji

Przedsiębiorcy z uwagą, ale też z niepokojem przyglądają się pracom.

– Chcielibyśmy, aby z nowych przepisów jasno wynikało, czym jest należyta staranność i jak będzie ona badana. Jeśli zadam dostawcy odczynników pytanie, czy przestrzega praw człowieka i czy nie zatruwa środowiska, i oprę się na jego deklaracjach, to czy będzie to wystarczająca należyta staranność? Czy też powinnam sprawdzić, jak jego deklaracje mają się do rzeczywistości i w jakich warunkach odbywa się produkcja tych odczynników? – zastanawia się Barbara Kopeć, pełnomocnik zarządu ds. ESG w Grupie Diagnostyka, członek zarządu Pracodawców Medycyny Prywatnej w ramach Pracodawców RP.

Barbara Kopeć wskazuje też na problem rozproszenia regulacji dotyczących praw człowieka i ekologii w różnych dyrektywach. Chodzi o dyrektywy CSDD i CSRD. Uważa, że ujednolicenie tych przepisów ułatwiłoby przedsiębiorcom dostosowanie się do nich. Ma nadzieję, że ostateczna dyrektywa nie będzie przeregulowana. Że zwycięży zdrowy rozsadek i nie skończy się na raportowaniu nikomu niepotrzebnych danych, których pozyskanie i opracowanie pochłonie czas i pieniądze.

Z kolei dyrektor Jacek Podgórski ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców uważa, że zrównoważony rozwój jest istotny, ale to nie jest dobry moment na wprowadzanie dodatkowych obciążeń dla firm w UE, które borykają się ze skutkami pandemii, wojną w Ukrainie, inflacją.

– Mówiąc wprost, firmy nie wytrzymują presji. Powinno się niwelować obciążenia proceduralne, tymczasem przedsiębiorstwa wciąż są zalewane nowymi obowiązkami. Skutki działania CSDD polscy przedsiębiorcy odczują szybko. Duże podmioty staną przed koniecznością wymuszenia na swoich wykonawcach czy dostawcach dostosowania się do wymogów dyrektywy. Tym samym jej zasięg będzie się rozlewać na coraz większą grupę podmiotów. Firmy będą zmuszone wypracować i wdrożyć mechanizmy najpierw identyfikacji ryzyka, a potem zarządzania nim w kluczowych dla dyrektywy obszarach, co będzie szalenie kosztowne – mówi dyrektor Podgórski.

Trudne do spełnienia wymogi

Podobnego zdania jest Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.

– Strona przedsiębiorców rozumie dążenie Unii do przejścia na neutralną dla klimatu i zieloną gospodarkę. Muszą być jednak spełnione kluczowe warunki związane z wykonalnością nowych regulacji. Postanowienia projektu idą za daleko w zakresie obowiązków i sankcji. Należyta staranność powinna być uznawana za środek do działań pozytywnych, a nie środek karny – mówi dyrektor Lisicki.

W jego opinii nowa dyrektywa ustanowi liczne wymogi, które będą trudne do realizacji, np. coroczny przegląd podstawowych warunków środowiskowych w łańcuchu dostaw, jak również modeli biznesowych i strategii z uwzględnieniem relacji biznesowych, w tym praktyk zakupowych i praktyk cenowych.

Paweł Matej, senior associate w praktyce White-Collar Crime warszawskiego biura kancelarii DLA Piper, ma dla przedsiębiorców radę.

– Największe firmy, które będą musiały przestrzegać przepisów implementujących dyrektywę CSDD, już teraz powinny dostosować swoją organizację do nowych regulacji, aby jej wejście w życie nie wiązało się z przestojami w działalności. Pozostałe przedsiębiorstwa powinny natomiast zbadać, w jaki sposób mogą zyskać przewagę konkurencyjną dzięki implementacji celów zrównoważonego rozwoju do swojej działalności – mówi Matej. ©℗

Prawa pracowników w Polsce / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe