Mimo że temat Ukraińców był w różny sposób wykorzystywany w minionej kampanii wyborczej, to ryzyko nieprzedłużenia ochrony czasowej, szczególnie po zmianie rządu, oceniam jako bardzo niskie - mówi Karolina Schiffter, adwokat, partner PCS Paruch Chruściel Schiffter Stępień Kanclerz | Littler.

Czy polski rząd może zdecydować o nieprzedłużeniu ochrony tymczasowej, z której korzystają ukraińscy uchodźcy?
Karolina Schiffter, adwokat, partner PCS Paruch Chruściel Schiffter Stępień Kanclerz | Littler / Materiały prasowe

Z perspektywy prawnej decyzje wydawane przez instytucje UE są wiążące, a ich wykonanie nie może być ograniczane aktami prawa krajowego. To oznacza, że Polska będzie musiała dostosować się do rozstrzygnięć unijnych i przedłużyć ochronę dla obywateli Ukrainy na kolejny okres.

Czas obowiązywania ochrony czasowej zależy od rozwoju wydarzeń w Ukrainie i od wielu działań legislacyjnych na poziomie unijnym i krajowym. To może budzić pewne obawy, gdyż proces przedłużenia ochrony jest obarczony niepewnością, którą pracodawcy chcą wyeliminować za wszelką cenę. Dlatego po zatrudnieniu obywateli Ukrainy pracodawcy często nie polegają na ochronie czasowej, lecz wspierają cudzoziemców w zapewnieniu im bardziej stabilnych tytułów pobytowych, takich jak zezwolenie na pobyt czasowy. Od 1 kwietnia 2023 r. beneficjenci specustawy mogą wnioskować o takie zezwolenia na podstawie wykonywania pracy lub prowadzenia działalności gospodarczej. Co do zasady ten tytuł pobytowy daje pewność, że firma może współpracować z cudzoziemcem przez trzy lata.

Jeżeli nowy rząd nie przedłuży jednak ochrony albo będzie zwlekał z nowelizacją polskich przepisów w tym zakresie, jakie będą tego konsekwencje?

Mimo że temat Ukraińców był w różny sposób wykorzystywany w minionej kampanii wyborczej, to ryzyko nieprzedłużenia ochrony czasowej, szczególnie po zmianie rządu, oceniam jako bardzo niskie.

Gdyby jednak ten mało prawdopodobny scenariusz był realizowany, to jego negatywne konsekwencje odczułyby w pierwszej kolejności osoby niepracujące i nieprowadzące działalności gospodarczej w Polsce, czyli beneficjenci specustawy, którzy nie mogą ubiegać się o zezwolenie na pobyt czasowy. Aby pozostać w Polsce, relatywnie duża grupa Ukraińców musiałaby wnioskować o ochronę międzynarodową. Organ rozpatrujący takie wnioski zostałby drastycznie przeciążony. Okres oczekiwania na takie decyzje to nawet dwa lata i w tym czasie cudzoziemcy mogliby pozostać na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

W praktyce jednak największym problemem dla pracodawcy byłaby likwidacja możliwości zatrudnienia Ukraińców na podstawie powiadomienia do urzędu pracy. Obecnie może zatrudnić Ukraińca od razu bez czekania na jakąkolwiek decyzję (pod warunkiem że cudzoziemiec ma prawo pobytu w Polsce), a jedynie następczo musi powiadomić urząd pracy. W przypadku likwidacji możliwości zatrudniania Ukraińców na podstawie powiadomienia pracodawca musiałby korzystać z instrumentów, które obowiązywały przed rozpoczęciem wojny w Ukrainie, takich jak oświadczenie o powierzeniu wykonywania pracy lub zezwolenie na pracę w Polsce. Uzyskanie ich zajmuje kilka tygodni.

Jakie warianty są możliwe? Czy może być tak, że Polska wydłuży ochronę czasową, ale tylko w pewnym zakresie i pozbawi Ukraińców dodatkowych benefitów?

Spodziewam się, że przedłużenie ochrony dla Ukraińców nastąpi na dokładnie takich samych zasadach, jakie obowiązują obecnie. Nie wydaje się, żeby polskie władze pozbawiły Ukraińców tych uprawnień, które obecnie mają, czyli w szczególności prawa do legalnego pobytu, uproszczonego dostępu do rynku pracy czy opieki medycznej. Mogłoby to zostać uznane za działanie sprzeczne z prawem Unii Europejskiej, ale z pewnością spowodowałoby kryzys w relacjach z Ukrainą i Unią Europejską. Ponadto nie można wykluczyć, że z uwagi na zbliżającą się zimę oraz prawdopodobne problemy Ukrainy z energią elektryczną i ogrzewaniem do Polski może przyjechać nowa grupa Ukraińców na „przezimowanie”. Zniesienie świadczeń spowodowałoby, że Ukraińcy znaleźliby się w bardzo trudnej sytuacji i takie działanie Polski mogłoby zostać uznane na arenie międzynarodowej za niehumanitarne. ©℗

Rozmawiała Urszula Mirowska-Łoskot